Zaloguj

Zaloguj

bulls magic

Już trochę przywykliśmy do porażek Bulls, a dodatkowa nieobecność Zacha LaVine'a powodowała, że przed spotkaniem z Cavs można było mieć najgorsze przeczucia. Na szczęście w drużynie jest też drugi All Star - Nikola Vucevic i tym razem on poprowadził ekipę z Chicago, by w końcu coś wygrała.

Bez LaVine’a Bulls wybiegli na parkiet w United Center. Miejsce lidera Byków w startowym zestawieniu zajął Garret Temple. Nie tylko on pojawił się jako nowy w s5. Byki wybiegli na parkiet piątką: White-Temple-Williams-Theis-Vucevic.

 Początek spotkania to konkurs na najlepszą cegłę, Byki zaczęli od skuteczności 3/10 z gry i można było się obawiać, że koszmar z poprzednich spotkań trwa w najgorsze. Wówczas z ławki weszli Markkanen i Troy Brown i poprowadzili run 12-0 dla Byków.  Pod koniec kwarty po zderzeniu kolanami z rywalem upadł na parkiet Young i przez chwilę wyglądało to niepokojąco. Na szczęście po timeoucie gracz od razu brał udział w kolejnej akcji, a chwilę później przymierzył celnie z dystansu. Bulls zakończyli kwartę prowadzeniem 29-24.

Do końca nie wiadomo było czy wystąpi, ale ostatecznie wbiegł na drugą kwartę Thomas Satoransky. Wspólnie z innymi rezerwowymi (nawet Markkanenem) wprowadzili więcej defensywy, z czym Cavs mieli spory problem. W półtorej kwarty bench mob Bulls zdobył 24 z 40 punktów drużyny. W końcówce połowy Bulls zatrzymali się i niecelne próby rzutowe przeplatali stratami. W konsekwencji po serii 11-1 Cavaliers, to goście prowadzili w połowie spotkania 49-47.

 

Eksperymentalne s5 Bulls od początku drugiej połowy nie pozwoliło przeciwnikom na zdobycie punktów przez prawie trzy minuty. Kojący wpływ na grę Bulls miał Temple, który nie tylko świetnie spisywał się w obronie, ale też trafiał otwarte trójki, a nawet bawił się w playmakera.

Chicago oparli mocno swoją grę na trójkach, lecz nie rezonowało to ze skutecznością i na pierwszych 30 prób tylko 11 wpadło do kosza. Prowadzeni jednak przez dobrze punktującego Voocha uciekli Cavs na dwucyfrową przewagę. Pod koniec kwarty swoje rzuty dołożył jeszcze Markkanen i po 36 minutach Bulls w United Center prowadzili 80 do 70.

 

Cavaliers wyszli z większą energia na ostatnią odsłonę – zaczęli ją od 7-0. Valentine i Theis wzięli wówczas ciężar ataku na swoje barki, zwłaszcza Niemiec zdobywał kolejne punkty sympatii kibiców, gdy pokazał swoją wszechstronność, kiedy dwa razy z rzędu trafił za trzy. Trafiał jednak też Garland i spółka i w połowie kwarty drużyny dzieliło jedno posiadanie (3 punkty). Na trzy minuty przed zakończeniem meczu było tak samo. Wystarczyło jednak, ze Lauri i Nikola trafili po trójce i dwie minuty później przewaga znów była dwucyfrowa.

Dodatkowo Nikola zadbał, aby miejscowi zdobywali punkty, a reszta graczy postarała się, żeby Cavs tego nie robili. I już bez emocji Byki zatrzymały fatalną serię przegranych.

 

Plusy:
  • Nikola Vucevic – 25 punktów (3/5 za trzy), 7 zbiórek, 5 asyst, 2 przechwyty. Był widoczny najbardziej wtedy, kiedy tego od niego oczekiwano.
 
Minusy:
  • Chaotyczny, momentami nieporadny White (2/10 z gry).

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież