Zaloguj

Zaloguj

bulls grizzlies

Coś niedobrego dzieje się z drużyną Byków. Transfery miały wzmocnić skład i pozwolić walczyć o pozycje w tabeli wyższe nawet niż wejście do play-in. Niestety wygląda bardziej na to, że problemem może być zajęcie nawet 10 miejsca. I chociaż przez trzy kwarty wyglądało to ok, to w ostatniej Chicago kolejny raz zaliczają przegraną.

Chicago od początku chcieli spotkanie rozpocząć od trójek, co jednak się nie wydarzało, jednocześnie znów rozłożyli czerwony dywan w pomalowanym dla przeciwnika. Jedynie Thaddeus Young od początku zameldował się w tym spotkaniu, trzykrotnie punktując spod kosza. Zaowocowało to fatalny startem Byków, którzy przegrywali 11-20 po pierwszych 9 minutach. Trochę energii dali rezerwowi i po fragmentach dobrej defensywy, Byki zrobili run 11-2 i kwarta zakończyła się remisem po 22

Nakręcani energią Theisa Bulls dobrze rozpoczęli drugą kwartę, Niemiec zdobył 10 punktów i rozdał asystę w pierwsze dwie minuty tej części. Za jego sprawą, goście rozpoczęli drugą ćwiartkę od pięciu celnych rzutów. Ogólnie spotkanie było prowadzone dość twardo i sporo było siłowej walki o pozycje i przepychanek pod koszem. W połowie kwarty to Chicago lepiej się w takiej niefinezyjnej grze odnajdywali i osiągnęli 9 punktowe prowadzenie (jak się później okazało – największe). Dość szybko wynik wrócił do remisu, bo o trafianiu do kosza zapomniał m.in. Vucevic. Gospodarze zaliczyli run 12-0. Dzięki temu to Grizzlies prowadzili w połowie spotkania 48-47.

Na początku drugiej połowy Zach popisał się takim efektownym wsadem.

Zapoczątkował tym samym kolejny run w tym meczu (10-2) dla Byków. W połowie kwarty, gdy już przypomniał sobie o celowaniu piłką do obręczy Vooch wyprowadził ich na siedmiopunktowe prowadzenie. Byki zaczęli te odsłonę bowiem od 7 celnych z 9 prób. Niestety w przerwaniu serii Bulls pomógł sędzia, która doszukał się dwóch kontrowersyjnych fauli w ataku. Jak w przypadku rzekomego faulu nogą White’a przy rzucie z półdystansu. Drużyna z Chicago prowadziła 74-70 przed ostatnią częścią. Theis miał 16 punktów, czym ustanowił swój najlepszy wynik w barwach Byków. Po trzech kwartach nadal bez punktów zostawali dwaj starterzy: Satoransky i Williams. Licznik strat Byków już osiągnął pułap 15.

 

Czwarta kwarta zaczęła się kolejnym wybuchem energii Theisa, który wyśrubował swój rekord punktowy.

 

Niestety w jednej z akcji uderzył się w palec i musiał zejść z parkietu. Bulls jednak jeszcze stawali na wysokości zadania i na 7 minut przed końcem prowadzili 83-81. Jeszcze na pięć minut do końca na tablicy było równo. I chociaż można było mieć sporo uwag to gry Byków, to nie zakładałem, że wydarzy im się taki przestój.

To niestety się stało. Bulls stanęli i zaprotestowali przeciwko trafianiu do kosza. A Jo Morant i spółka ośmieszali obronę Byków. Na 120 sekund do końca meczu było już 10 punktów przewagi dla miejscowych. I Bulls Donovana znów przegrali…

Plusy:

- Daniel Theis zagrał najlepsze spotkanie w barwach Byków. Miał 18 punktów (8/12 FG) i 8 zbiórek.

- Thaddeus Young przejmował często na siebie punktowanie i skończył z 20 punktami, zabrakło jednak jego asyst (1).

- Vucevic obok standardowego double double (17-10) zaliczył 5 przechwytów.

Minusy:

- Trójki – główna przyczyna porażki – Chicago trafili 5 z 31 prób. Ławka rezerwowych zaliczył 0/12 zza łuku.

- Dwie dziury w s5: Sato i The Paw – panowie trafili 2/8 z gry i dołożyli wspólnie 5 strat.

- Liderzy też nie stanowili monolitu w ataku. Zachowi tym razem nie wpadała trójka (2/8), a Vucevic od meczu z Toronto pudłuje rzuty spod kosza, które nie przystają All Starowi (7/19 FG).

- Straty – standard. Tutaj wyróżnienia dziurawych rąk dla Lauriego Markkanena, który w 16 minut zgubił piłkę 3 razy.

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież