Zaloguj

Zaloguj

bulls raptors

Chicago Bulls nie marnują okazji, mając za przeciwnika jedynie 8 graczy Raptors ograli ich dość gładko, chociaż nie mogło zabraknąć nerwów w końcówce. LaVine pokazał, jakim liderem chce być, a White i Markkanen wchodząc z ławki, udowadniają, jak wiele mogą tej drużynie dawać.

 Bulls trochę zaspani wyszli na parkiet przeciwko Raptors i zaczęli od 0/7 z gry. Przeciwnicy prowadzili już nawet 16-7, kiedy Zach LaVine zaczął kolegów powoli z drzemki wybudzać. Zdobył 7 punktów, podczas runu 9-0 Byków i dał im remis.

Po trzypunktowej odpowiedzi gospodarzy już wszyscy gracze Chicago zaczęli dokładać swoje, także w obronie  i zrobili kolejny run – 10-0. Chicago do końca kwarty mocno przyspieszali kiedy tylko Raptors pudłowali swoje rzuty, a pozytywną energię z ławki wnieśli przede wszystkim Markkanen i White.

Po 12 minutach prowadzeni przez zdobywcę 11 oczek LaVine'a Bulls prowadzili 33-27.

Raptors brakowało istotnych graczy w rotacji i mieli wyjątkowo krótką ławkę, ale to nie umniejsza faktu, jak dobrze Byki rozpoczęły drugą kwartę, bo pierwsze sześć minut tej odsłony wygrali 18-4.

Super efektywnie wyglądała gra Byków w obronie, było sporo pomocy, dobre ustawiania się i to niezależnie które zestawienie znajdowało się na parkiecie. Choć przewaga Bulls oscylowała już wokół 18 punktów, to w ostatnią minutę połowy zryw zaliczyli Raptors i nieco poprawili swoją sytuację. Mimo to w połowie spotkania goście prowadzili 64-51. Ławka Byków prowadziła ze swoimi vis a vis: 27-3 (10 punktów White, 9 Lauri). 15 punktów i 5 asyst dostarczał Zach.

 

 Po wyrównanym początku drugiej połowy i częstych faulach Byków, ich przewaga utrzymywała się na poziomie kilkunastu punktów. Po rzucie Patrick Williamsa osiągnęła ona szczytowy poziom 22 punktów. Uaktywnił się Vucevic, ale też Toronto wypatrywali swojego zbawcy w osobie Pascala Siakama, który w trzeciej kwarcie miał już 27 punktów na swoim koncie. Byki nie bardzo miały pomysł jak go zatrzymać. Miały za to dających solidne wsparcie z ławki Markkanena i White’a. Obaj panowie dołożyli po trójce i przed ostatnią kwartą Byki prowadziły 97-79. Dawni starterzy Chicago dostarczyli wspólnie 27 punktów (10/14 FG, 5/9 za trzy).

 Także ta dwójka punktowała na początku ostatniej odsłony. A w klasycznego rozgrywającego bawił się LaVine, który po tym jak uzbierał double double zapragnął zaatakować swój rekord kariery w asystach (pochodzący z jego rookie sezonu, gdy rozdał ich 14).

Na 5 minut przed końcem, po tym jak nieco spuścili z jakości, Bulls prowadzili 113-96. Jednak dzięki staraniom głównie zaliczającego rekordowy występ Bouchera (miał 38 punktów i 18 zbiórek), zrobiło się niebezpiecznie, bo dwie minuty później różnica wynosiła tylko 7 punktów (run Raptors 12-2), a Byki (zwłaszcza Young) nie trafiali spod kosza. Spudłowali w serii 9 na 10 prób.

W tym momencie wkroczył LaVine, wiedząc, że jego kolegom przestało wpadać do kosza. Najpierw skończył wjazd, a potem trafił trójkę przez ręce.

I tak Bulls zaliczają wygraną z osłabionymi Toronto.

 

Plusy:

  • Zach "Leader" LaVine - 22 punkty, 13 asyst (jego rekord w barwach Bulls). Nie siedziało mu za trzy, ale kiedy przyszedł ten najważniejszy moment, bez mrugnięcia pozbawił złudzeń rywali.
  • Smoki z ławki: Markkanen (18 punktów - 8 /10 FG, 4 zbiórki) i White - 15 punktów. Dawali sporo punktów i byli niezwykle efektywni na boisku.
  • 35 asyst drużyny przy 47 trafieniach z gry.

Minusy:

  • Sprokurowanie nerwów w końcówce, po tym jak kilku graczy nie mogło trafić z najbliższej odległości do kosza.
  • Straty - aż 16, a w czwartej kwarcie Bulls zaliczyli sentencję, gdy w 6 posiadań 4 razy zgubili piłkę.

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież