Zaloguj

Zaloguj

ibga2wqcg7ve093rc6s9ve38brjr6f7

Ciężko, bardzo ciężko momentami ubrać w słowa to co czuję, myślę, że zdecydowana większość z Was ma podobnie. Spotkanie z Pelicans miało lub powinno być przełamaniem serii 4 porażek, z dużym prawdopodobieństwem gdyby nie uraz Wendella tak by się stało – niestety.

Od początku meczu Chicago grało bardzo chaotycznie, miało spore problemy na desce, co przy decyzji trenera Boylena o rozpoczęciu meczu z Laurim na srodku było po prostu pewne.

Zespół z Nowego Orleanu raczej niczym nie zaskoczył, dobre zawody grał Ingram, jak na klasowego weterana przystało efektywny był JJ Reddick, natomiast przy lepiej jak dobrej obronie Krisa Dunna obwód Pelicans momentami nie istniał i często panikował. Wszystko było prawie w porządku aż do początku 3 kwarty, nie rozumiem fenomenu, który znamy między innymi z czasów Toma Thibodeau, początek trzecich kwart to w wykonaniu Byków koszmar. W obecnej NBA jak słusznie zauważył Bartek obroną nie wygrywa się spotkań, obroną ewentualnie wygrywa się serie finałów konferencji. A trzecia kwarta w meczu przeciwko Pelicans to był dramat zarówno w ataku (to akurat norma) jak i w obronie…Brandon Ingram niczym Kevin Durant wykorzystywał każdy centymetr swojego zasięgu, Jaxon Hayes i Derrick Favors jak dzicy atakowali deskę Chicago wykorzystując długie minuty gry bez rasowego środkowego, w efekcie czego uzbierali 7 ofensywnych zbiórek.

Kolejny już raz Chicago zaprezentowało się jako zespół, który potrafi przegrać spotkanie paroma beznadziejnymi minutami…Nie jest tajemnicą, że Bulls nie są mocni w pościgach, nie potrafią robić spektakularnych runów punktowych, jedyne co momentami wychodzi drużynie to defensywa i presja na przeciwniku (swoją drogą to naprawdę cieszy)

Plusy:

Zach LaVine – 32 punkty, 13/24 z gry. 6 asyst, 2 przechwyty. Zach to bezdyskusyjnie gracz formatu All-Star, Zach bezdyskusyjnie potrzebuje pomocy

Kris Dunn – 15 punktów, 3/6 zza łuku, 5 przechwytów. Gdyby to była linijka co wieczór byłby nietykalny

Minusy:

Jim Boylen – wystawienie na centrze Lauriego, który ma gigantyczne problemy w pomalowanym, w obronie to sabotaż

Lauri Markkanen – dobry mecz przeplata po prostu bezpłciowymi. Momentami wygląda jak bezsilny Terminator, przykre jaki ma zjazd i mojej oceny nie zmienia fakt, że w 2,5 roku wskoczył do TOP10 strzelców zza łuku w historii organizacji

Coby White – biega, skacze, rzuca, na test oka to taka fajna sarenka…jeśli nie ma rzutowego dnia to jest po prostu fatalny

Daniel Gafford – będzie miał jeszcze świetne mecze, ale świetne pojedyncze mecze w NBA mają bezimienni Łotysze, Litwini, biali, czarni itd…brak mu siły w rękach, brak mu mocnej postawy na nogach

Tomas Satoransky – przeciwko Dallas 14 asyst, rekord kariery i naprawdę dobry meczy. Przeciwko Pelicans 1 kluczowe podanie i 6 punktów

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież