Zaloguj

Zaloguj

bulls wizards

Bez Butlera, bez Wade’a, bez Miroticia, Chicago byli skazani na porażkę w pojedynku z grającymi coraz lepiej Wizards. Jednak zastępcy do końca walczyli i w zasadzie niuanse zadecydowały o tym, że w ostatecznym rozrachunku przegrali.

 

Początek spotkania pokazał, na kogo liczą w Chicago pod nieobecność liderów, pierwsze akcje bowiem kończone były przez Cartera-Williamsa i Gibsona. Obie ekipy świetnie rzucały za trzy i solidarnie trafili wszystkie ze swoich pięciu pierwszych prób. Co ciekawe w połowie kwarty na boisku pojawił się niewidziany od grudnia Rajon Rondo i zaczął od wsadu, a potem po ładnych wjazdach zdobył 6 punktów. Nawet Taj dał się ponieść fali i trafił pierwszy raz w tym sezonie z dystansu.

{vine}5YDXT2zFWIA{/vine}

W samej końcówce pojawił się jeszcze Bobby Portis (też trafił za trzy) - normalnie mieliśmy powstanie martwych koszykarskich trupów z ławki Wind City. Byki wygrały pierwsze 12 minut 36:26, grając naprawdę dobrze. RR miał 6 punktów, 3 zbiórki i 2 asysty. 14 punktów Byków pochodziło z pomalowanego, a 8 z linii rzutów wolnych.

{vine}5YDTJ0EQAxK{/vine}


Także trójką (drugą) Portisa Chicago przywitali drugą kwartę. Ich przewaga wynosiła już 16 oczek na początku tej odsłony. W połowie kwarty Bulls notowali 6/8 za trzy, takich rzeczy jeszcze w ich wykonaniu nie widziałem w tym sezonie. Grę młodych (bo ci z najmniejszym stażem odgrywali główne role) graczy Chicago można opisać jako szybsza niż zwykle, ryzykowną w obronie (liczenie na przechwyty) z odważnymi rzutami z dystansu. Wizards się dostosowali i po kolejnej trójce (tym razem Valentine'a) przegrywali minutę przed końcem pierwszej połowy 43-61. Wall jednak przejął te 60 sekund i pomógł Wiz zmniejszyć strat aż o 6 punktów – lider gospodarzy miał w połowie starcia 12 punktów.

{vine}5YDU6P0pi9a{/vine}

Durga połowa spotkania zaczęła się równo, chociaż zawodnicy Byki nie rzucali i nie trafiali już tak często, jak w pierwszej, co pozwoliło miejscowym na run 7-0. Wydaje się, iż goście momentami zbyt lekkomyślnie ruszali na zbiórkę w ataku, czym pozwolili kilkukrotnie zawodnikom ze stolicy na łatwe punkty. Chociaż przez większość trzeciej odsłony przyjezdni utrzymywali w miarę widoczną przewagą, to wystarczał jeden słabszy moment by… nie ją stracili. W tej części nawet Canaan wrócił do żywych. W końcu Wizards osiągnęli swoje i wyszli na prowadzenie – po trójce Smitha w przedostatniej minucie kwarty i po 36 minutach prowadzili 81-77.

{vine}5YDQ2tKTJAe{/vine}


Bulls nie zrażeni słabą trzecią kwartą walczyli dzielnie w kolejnej. Portis ZNÓW trafił za trzy i Chicago w decydującej odsłonie prowadziło, nawet 7 punktami (po trójce Valentine’a). Zrobili bowiem run 14-2. Niestety skuteczność z dystansu Byków uciekła po pierwszej połowie i w 42 minucie spotkania spadła -  Bulls notowali tylko 2 trafione z 13 prób w drugiej części meczu. W ósmej minucie za faule zleciał Markieff Morris, który był zagrożeniem za linią trójek. Ostatnie 2 minuty to czas 'wielkich rzutów'. Śmieszy Gortat, który najpierw rwał koszulkę na piersi RoLo, a później biegł z wielkimi pretensjami do sędziów, sugerując jakoby nie było faulu. Robin wykorzystał wolne i na 57 sekund do końca meczu to Byki prowadziły 99-97. Od tego czasu dwa razy ten sam Lopez spóźnił się w obronie i Wall trafił kluczowe jump shoty centrowi goście sprzed twarzy.

 

Plusy:
- Powroty Rondo i Portisa. RR miał 12 punktów, 6 asyst i 4 zbiórki, a Bobby dodał 13 punktów i 7 zbiórek przy 3/4 zza łuku.

{vine}5Yj5XwudA5m{/vine}
- Denzel Valentine w końcu mógł się pokazać i to zrobił. 19 punktów z ławki, duża pewność siebie i opanowanie niespotykane na co dzień u pierwszoroczniaków.

{vine}5YjqJxM5ULB{/vine}
- 10 przechwytów – połowa duetu szybkich rąk – Rondo/Valentine
- Pozytwny jest fakt, że młodzież w wietrznym mieście nie jest tak zła, jak ją malują i zagrała dobre zawody.


Minusy:

- Hoiberg i jego pomysł z bronieniem ostatnich akcji Lopezem. Logiczne jest, że Wizards szukają switchu przy zasłonie Gortata dla Walla. Co za debil podpowiedział Hoibergowi, że powolny jak czołg Lopez zdąży wyjść wysoko po zasłonie do Walla? Czemu nie bronił Gibson?
- Szkoda mi Canaana, bo grał 10 minut, a jakby nie grał wcale. Pogubił się chłopak
- Dla Douga to miał być mecz, gdzie pokaże swoją wartość i może będzie liderem. 2/11 z gry i nie widzieć czemu na niego rozpisany decydujący rzut – do tego niecelny.
- Spory chaos w poczynaniach drużyny.
- Poza pierwszą kwartą nie dawał za bardzo rady Gibson.

 

 

Isaiah Canaan   1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 Rating 1.85 (10 Votes)
Robin Lopez   1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 Rating 2.41 (11 Votes)
Taj Gibson   1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 Rating 3.41 (11 Votes)
Rajon Rondo   1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 Rating 4.06 (16 Votes)
Doug McDermott   1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 Rating 1.73 (11 Votes)
Michael Carter-Williams   1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 Rating 4.04 (14 Votes)
Cristiano Felicio   1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 Rating 3.35 (13 Votes)
Jerian Grant

  1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 Rating 3.05 (11 Votes)

Denzel Valentine
  1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 Rating 4.75 (16 Votes)
Bobby Portis
  1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 Rating 4.40 (15 Votes)

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież