Zaloguj

Zaloguj

Podobnie dużo mówił ostatnimi czasy Bobby Portis, szczególnie po 1 dniu treningów przed sezonem 2018/2019. Jednak Bobby nie składał obietnic, których nie jest w stanie dotrzymać, nie rzucał pustych frazesów, a spokojnie wyjaśniał swoje pozytywne podejście do nowego sezonu i swojej roli w zespole. Dowodem na poparcie tych słów może być fakt, iż podczas konferencji prasowej w trakcie Media Day, John Paxson określił Portisa jako część „fundamentu” tego projektu.

„Wiedziałem, że tego lata nie pracuje po to by walczyć o miejsce w pierwszej piątce. Wiedziałem, że nie będę wałczył o minuty (minuty w pierwszej piątce).” wyjaśnił BP.

To prawda, Bobby Portis tej jesieni nie walczy o miejsce w pierwszej piątce czy też o jakiekolwiek minuty i jest świadomy swojej roli, którą wydaje się sam na siebie nałożył.

Minął prawie rok od momentu kiedy przed sezonem 2017/2018 doszło do przykrego zajścia z Nikolą Miroticem. Dziś jednak rola BP jest zupełnie inna, dużo ważniejsza. Paradoksalnie, pierwszym meczem presezonu 2018/2019 było spotkanie z Pelicans – nowym zespołem Niko.

bobby-zach-felicio-26SEP18.jpg

Zostawmy jednak całą tę sytuację, o niej wystarczająco dużo powiedziano i napisano już rok temu.

Tym co istotne, jest fakt, iż Portis może otrzymać przedłużenie kontraktu przed startem regular season. Odmówił on jednak jakichkolwiek rozmów z mediami na ten temat.

Bobby, zapytany o nową umowę oraz o to, czy poprzedni sezon był dla niego „być albo nie być” w NBA odpowiadał: „Nie. Oczywiście, mówiono, że poprzedni sezon to było moje być albo nie być w lidze. Moim zdaniem, w NBA, każdy sezon to być albo nie być. Dobrze się bawię, cieszę się tym, lubię swoich kolegów z drużyny, chcę być w większym stopniu liderem w tym sezonie, chcę dawać przykład. Chcę robić wszystkie te małe, ale ważne rzeczy. Chcę pomóc w tym by wszyscy czuli się dobrze i współpracowali. To wszystko czym się martwię. Nie myślę o kontrakcie. Szczerze mówiąc w ogóle się tym nie przejmuje. Po prostu cieszę się koszykówką.”

Po tym jak z zespołu odszedł Niko, Bobby z całą pewnością ugruntował swoją pozycję jako lidera drugiego unitu, zyskał szacunek sztabu trenerskiego i dzięki chęci poświęcenia swoich ambicji dla dobra ogółu został jednym z tych graczy, na których zespół może polegać najbardziej. Od powrotu po zawieszeniu spowodowanym uderzeniem Niko, BP opuścił zaledwie jedno spotkanie i rozegrał swój najlepszy sezon prawie dwukrotnie zwiększając średnią zdobywanych przez siebie punktów i notując rekordy kariery w zbiórkach, asystach i celnych rzutach za 3 punkty, których skuteczność w sezonie 2016/2017 wyniosła 36%.

„Dużo pracowałem tego lata nad poprawą skuteczności rzutów za 3 punkty. Rok temu rzucałem na skuteczności 36%, w tym sezonie chciałbym aby ta skuteczność była trochę wyższa. Pracowałem również nad grą w strefie podkoszowej i nad czytaniem defensywy rywala. Wydaję mi się, że w tym sezonie będą częściej podwajany jako lider drugiego unitu. Chcę dobrze czytać grę.” mówił zapytany o to nad czym pracował latem.

To co budzi podziw w postawie Portisa to sposób w jaki przyjmuje często lekceważoną rolę 6th mana na poziomie NBA.

september_20184137.jpg

„Po przerwie na All-Star Weekend eksperymentowaliśmy z ustawieniami i często wystawialiśmy Bobby’ego od pierwszej minuty. Mniej więcej po trzecim meczu w pierwszym zespole Bobby podszedł do mnie i zapytał ‘Trenerze, czy możesz znowu wystawiać mnie z ławki?’ – nie słyszysz tego zbyt często na tym poziomie.” powiedział z uśmiechem Fred Hoiberg. „To fantastyczna sprawa posiadać zawodnika, który docenia taką rolę. W NBA było i jest wielu takich graczy. Patrząc na to co osiągnęli i jaki wpływ na grę mieli tacy zawodnicy można śmiało stwierdzić, że Bobby jest zdolny do robienia takich rzeczy. Dobrze mieć na ławce kogoś, kto wchodząc na boisko daje drużynie iskrę, energię, i nakręca rywalizację.” zakończył Hoiberg.

Chicago Bulls, wchodząc w drugi sezon przebudowy są skupieni przede wszystkim nad rozwojem pierwszej piątki i poszukiwaniem „tego czegoś” wśród swoich młodych, utalentowanych graczy. Jednak bez solidnych zmienników i role playerów nawet najlepsza pierwsza piątka nie osiągnie największych sukcesów.

Właśnie w tym miejscu na bardzo ważną postać wyrasta lub już wyrósł Bobby Portis – „kapitan” drugiego unitu, który wstępnie ma składać się również z Wendella Cartera Jr., Denzela Valentine, Camerona Payne i innych.

Fakt, że rola Portisa tak znacząco wzrosła jest imponujący ponieważ wcześniej nie był w stanie przebić się w żadnej roli. Wielu już go skreśliło. Był za mały na centra, za wolny i zbyt ograniczony na pozycję numer 4, nie posiadał też żadnych predyspozycji do rywalizowania na pozycji numer 3.

Tym co doprowadziło BP do dzisiejszej pozycji jest jego największa zaleta – siła i determinacja.

Wchodząc w swój 4 sezon, Portis jest graczem bardziej pewnym swojego rzutu i świadomym swoich zalet, nie pozwala już by jego agresja była tym z czego słynie. Jego popularność wśród kolegów z drużyny i sztabu trenerskiego wciąż rośnie, rośnie również szacunek dla jego gry w środowisku NBA dzięki twardej i agresywnej, ale będącej pod kontrolą grze.

portis-layup-02oct18.jpg

„Ciągle pracuje nad swoją grą tak dużo jak tylko mogę, pracuję również nad swoją rolą. Wiem, że wszyscy już zauważacie moją rolę jako 6th mana. Wchodzę z ławki i zdobywam dużo punktów, kto nie lubi zdobywać punktów ? To dobra zabawa. Trener zaufał mi i otrzymuje swoje szanse na rzuty, które chciałbym oddawać. Każdy mistrzowski zespół posiada zawodników świadomych swojej roli, którzy wiedzą co muszą zrobić by pomóc drużynie. Wiem, że moją rolą jest wchodzić z ławki, wnosić energię, pasję do gry, nakręcać kibiców i punktować oraz zbierać. To dla mnie dobra sytuacja. W tej lidze każdy chcę zaczynać spotkania w pierwszej piątce, ja chcę być gwiazdą w swojej własnej roli.” powiedział Bobby Portis.

Mimo faktu, iż Bobby nie do końca wydaje się być typem gracza takim jak Jamal Crawford, Lou Williams czy Manu Ginobili, jego umiejętności strzeleckie oraz zbiórki mogą pozwolić mu na włączenie się do walki o statuetkę 6th Man of the Year sezonu 2018/2019 lub w kolejnych latach.

„Ze mną zawsze było tak samo. Ludzie mówią, że każdego sezonu, każda minuta musi być wywalczona. Szczerze mówiąc nie przejmuję się tym zbyt mocno. Wiem jak ciężko pracuje, i że sztab trenerski darzy mnie sporym zaufaniem. To błogosławieństwo być tutaj i odgrywać swoją rolę. Nie bardzo martwię się tym ile gram. Wiem jednak, że za każdym razem kiedy dostaje szansę staram się dać z siebie wszystko. Patrzę na takich graczy jak Eric Gordon czy Lou Williams, oni pojawiają się na boisku i odmieniają obraz gry. Myślę, że mogę być kimś takim dla tego zespołu. To daje mi frajdę. Siedzę na ławce, wiem, że wejdę na boisko na 5-6 minut przed końcem kwarty, obserwuje jak układa się gra. Lubię tę rolę.” mówił BP.

Bobby Portis z całą pewnością wierzy w to, że jest w stanie w dalszym ciągu się rozwijać i być coraz lepszy w roli, którą sam dla siebie wybrał i którą wydaje się doceniać. Z całą pewnością ktoś taki jest nieocenioną wartością dodatnią dla każdego zespołu NBA, w szczególności dla zespołu planującego walkę o najwyższe cele.

[źródło: nba.com]

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież