Zaloguj

Zaloguj

bulls hawks

 Przerwa na All Stars nie zabrała formy DeMarowi - ten odbył kolejny dzień w biurze i zapewnił Bykom kolejną wygraną ze, stającą się coraz groźniejszą, Atlantą Hawks.

Q1

W meczu z Hawks w składzie Bulls debiutował Tristan Thompson jako ten od dawna brakujący backup pod koszem. 

Od początku swoją grę pokazywał DeMar:

Bulls zaczęli spotkanie od prowadzenia 10-0, gdzie 6 punktów dostarczył właśnie on.

Hawks nie grzeszyli skutecznością, a całkiem solidny na deskach Vucevic nie pozwalał im na ponowienia akcji. Bardzo dobrą robotę w obronie na Trae Youngu wykonywał młody Dosunmu, który ograniczył lidera Jastrzębi do 1 na 5 z gry i jednej straty w pierwszej kwarcie. Nie nabierał się przy tym na jego wymuszanie fauli. 

DeRozan w samej pierwszej kwarcie dostarczył 16 punktów, niemal w pojedynkę demolując próbującą się na nim skupić defensywę przeciwników.  

Atlanta 10 punktów przekroczyła dopiero w 10 minucie spotkania, po tym jak nie mogli trafić do kosza przez ponad 3 minuty. 

Z uwagi na 46% skuteczność Byki uzbierały tylko 24 punkty. Do Hawks w trudnym momencie rękę wyciągnęli sędziowie, zauważając nieistniejące przewinienia (goście rzucali 7 razy z linii, Byki 2 w tej części, Byki podobno zrobiły 6 fauli, rywale 1). Udanie przez 3 minuty pokazał się Tristan Thompson, który miał 2 punkty i 3 zbiórki w tym wejściu.

 

Q2

Od początku drugiej kwarty na centrze biegał Thompson, a po tym jak Hawks zaczęli podwajać DeRozana, jego koledzy na boisku zaczęli mieć więcej przestrzeni na swoją grę. Swoje minuty dobrze wykorzystywał Tristian, bo szybko powiększył swój dorobek o kolejne 3 punkty. Byki zaliczyły nawet run 8-0 w 3 minuty. 

Rywale zyskiwali przewagę (głównie dzięki Capeli) na atakowanej desce i zebrali w drugiej kwarcie aż 6 piłek po swoich rzutach. Bulls ponadto zaczęli mieć problem z trafieniem z otwartych pozycji. Nikola Vucevic pierwszy raz do kosza trafił w 23 minucie spotkania. 

Trae Young jednocześnie uzyskuje miejsce największego flopowca i zawodnika, na którym odgwizdywane są faule fantomy. Jego stawanie na linii po przewinieniach, których dopatrzył się tylko on i sędzia, pozwalała Hawks zachować ciągłość ofensywną. 

Goście w połowie spotkania przegrywali 52-50. Young miał 8 punktów, tylko 2 z gry, aż 6 po rzutach wolnych. De Rozan miał 22 oczka znów na kapitalnej skuteczności - 9/13 FG. Brakowało mu wsparcia, bo Zach (3/7) i Vooch (2/7) oraz Coby (1/5) nie trafiali. Byki notowały fatalne 14% za trzy (2/14), ograniczając Atlantę do 2/12 zza łuku.

 

Q3

Efektownymi trójkami LaVine rozpoczął drugą połowę. Pozwoliły mu one na przekroczenie 9 tysięcy punktów w karierze. Z drugiej strony festiwal gwizdków z powietrza dla gości urządzali sobie sędziowie, to nie przeszkadzała Youngowi domagać się kolejnych, oglądając powtórki w poszukiwaniu tych przewinień, zacząłem posądzać obecność zjawisk paranormalnych w jego otoczeniu. 

W połowie kwarty po celnych kontestowanych trójkach to Hawks po raz pierwszy wyszli na prowadzenie. Szybko je utracili po trójkach Ayo.

W ekipie przyjezdnych dobrym rzutem z dystansu popisywał się Bogdanovic (20 punktów i 4/9 za trzy w trzy kwarty). 

W tej części to Zach był najlepszym strzelcem Byków - zdobył 12 punktów z 30 drużyny i podobnie jak cała ekipa nie popełnił straty. Przez całą kwartę jedynie Young zaliczył jedną utratę piłki, po tym jak zrobił kroki. W tej części goście wyrównali stan rywalizacji i przed ostatnią kwartą był remis - po 82.

Q4

Jak czwarta kwarta to wiadomo, że to ulubiony moment DeMara. Lider Bulls kolejny raz podkreślił wagę mid range’u. 

Swoją akcję dla kibiców zrobił też Tristan Thompson, pokazując tym, że jego przyjście jest tym, czego Bykom brakowało. 

Także gracze Hawks trafiali trudne rzuty. Obie ekipy miały swoje momenty.

W połowie kwarty to jednak miejscowi prowadzili 102 do 94. 

Wtedy jednak Galinarii wziął sprawy w swoje ręce i głównie jego punkty poprowadziły run 9-0 Hawks i goście prowadzili na mniej niż 3 minuty do końca regulaminowego czasu. 

Na minutę przed końcem mieli 3 punktowe prowadzenie 108-105. Ale to jest czas DeRozana. Najpierw trafił z półdystansu (a jak). Ayo wytrzymał w obronie akcję 1 na 1 z Youngiem. Izolacja na DeMara i łatwo zgadnąć co się stało.

2+1 po rzucie z półdystansu King of Fourth. Bogdanovic nie trafił swojej próby na wygraną - całkiem dobry defence Voocha. 6 wygrana z rzędu stała się faktem. 

Plusy:

  • Nikomu nie uwierzę, że zakładał, że DeMar może grać choćby na 80% takim poziomie jak jest teraz. Ósmy mecz z rzędu z 35+, to zrobione bez wymuszonych rzutów, z przejęciem meczu w czwartej kwarcie. DeRozan zdobył 37 punktów (15/21 FG), do tego zebrał 6 piłek i miał 3 asysty.
  • Obrona Ayo na Youngu. Lider Atlanty nie radził sobie z rookie Byków. Ukończył z 3/17 z gry i 4 stratami, gdyby nie wsparcie sędziów (8/11 FT) mogłby skończyć mecz poniżej dwucyfrowego dorobku.
  • Debiut Thompsona. Nie zagrał długo, ale zdobył 11 punktów, co Bradleyowi nie udało się ani raz w 35 spotkaniach, w których wystąpił. Myślę, że jego dojście to dodanie brakującego puzzle w chicagowskiej układance.
  • Całkiem niezła obrona zespołowa Chicago długimi momentami. 

Minusy:

  • Dawno nie odnosiłem się do sędziowanie, ale w tym meczu było fatalne. Faule na powietrzu, jakie były gwizdane przeciwko Chicago, zakrawały o kryminał. Panowie z gwizdkami wzięli sobie za punkt honoru, by zrobić mecz zaciętym. 
  • Słaba skuteczność Bulls za trzy - niespełna 30% (8/27)
  • Słaby Nikola - 4/13 z gry. Pozwalał przeciwnikom na zbiórki w ataku i tradycyjnie pozwalał się przepychać w obronie.

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież