Zaloguj

Zaloguj

ball rose

Po przegranej w poprzednim spotkaniu zdecydowanie mieliśmy ochotę na rewanż. Po wyrównanym meczu tym razem to Byki schodziły do szatni zwycięsko.

Ciągle gramy bez Vuca, co w meczu z NY nie powinno mieć aż takiego znaczenia. Zaczęliśmy sprawnie po pięciu minutach gry prowadząc  już 13 do 4. Goście potrafili jednak na to odpowiedzieć i powoli w trakcie tej kwarty zbliżali się by zakończyć ją tracąc do Byków już tylko 5 punktów. Aktywny od początku meczu był LaVine, który w całym spotkaniu skompletował  21 punktów.

Kolejną kwartę zaczął Coby, który wreszcie zaczyna wyglądać lepiej. Znów mogliśmy oglądać ciekawe obrazki gdy Dosumnu bronił Derricka. Ten młodzik daje niesamowite nadzieje na przyszłość. Po dobrej obronie trafił czystą trójkę i Byki prowadziły już 10 punktami. Dobrze funkcjonował nasz atak. Super wyglądało dzielenie się piłką. Kilka głupich strat i kilka niecelnych rzutów i pozostały nam już tylko 4 punkty przewagi. Niemniej na takie okazje mamy DeRozana, który trójką od tablicy na chwilę uspokoił sytuację. Caruso udało się na minutę przed końcem kwarty wyłapać technika siedząc na ławie.  51 do 45 do przerwy w wyrównanym, jednak kontrolowanym przez nas meczu mogło się podobać.

Po czterech minutach trzeciej kwarty nasze prowadzenie spadło już tylko do jednego punktu a my zdołaliśmy w tym czasie zdobyć ich aż trzy. Na szczęście trójkę trafił DeMar. Chwilę później straciliśmy jednak przewagę po akcji 2 + 1. Goście uciekli nam na sześć punktów. NA boisku szalał Randle, u nas punktował DeRozan. Przed czwartą kwartą traciliśmy 2 punkty do gości a tę odsłonę przegraliśmy 29 do 21.

Kolejną kwartę znów otworzył White trafiając trójkę z rogu. Kolejne dwie trójki Byków dały nam nieznaczną przewagę. Do tego póldystans DeRozana i robiło się całkiem dobrze.  Publikę poderwał White trafiając kolejną trójkę. NY zbliżali się na dwa punkty a my dawaliśmy radę na kilka punktów odskoczyć. W ten sposób kontrolowaliśmy grę do końca wygrywając całe spotkanie 109 do 103.

Plusy:

- wytrzymaliśmy końcówkę do końca kontrolując niewielką przewagę

- DeRozan – niesamowity gość -  31 punktów, 5 asyst, 6 zbiórek

- Coby White – coraz lepiej a czwarta kwarta przypomniała nam na jakiego White’a czekamy

Minusy:

- za łatwo grało się w tym meczu Randle’owi

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież