Zaloguj

Zaloguj

bulls clippers

Po sromotnej porażce z Warriors, wyjście do starcia z będącymi na fali (seria 7 wygranych z rzędu) Clippers zapowiadało się jako olbrzymie wyzwanie. Chicago ich się w tym sezonie nie boją i tym razem podołali George'owi i spółce.

Q1

Trener Donovan postanowił pokombinować z pierwszą piątką i w miejsce Javonte Greena wstawił do niej Alexa Caruso. Dodatkowo obecność na boisku Tony’ego Bradleya zmienia sporo w systemie gry Byków, bo o ile zwiększa on szanse na zbiórkę w ataku i szansę ponowienia. To jednocześnie jest mniej miejsca, ponieważ center Byków nawet nie spogląda na kosz, gdy dostaje piłkę dalej niż 3 metry od obręczy. 

Nie przeszkadza to DeRozanowi, którego półdystans zdaje się być postrachem dla wszystkich obrońców ligi. W samej pierwszej kwarcie zdobył 12 punktów dla Bulls trafiając 5 z 7 prób. 

W połowie kwarty Byki zaliczyły run 13-0. Przez większość pierwszej odsłony prowadzili dwucyfrową przewagą. Ostatecznie kończąc ją prowadzeniem 30-17. Byki oddały o 11 rzutów więcej z gry niż rywale, którzy dodatkowo popełnili aż 10 strat, w tym błąd połowy.

 

Q2

Popisy Ayo i Alexa wyprowadziły Bulls na spokojną przewagę na początku drugiej kwarty. Dość wydatnie ten duet przyczynił się do runu 11-2. 

W tej części znów kapitalnie prezentował się DeRozan, zdobywca 9 punktów, trafiając 100% skuteczność. Łącznie ustanowił swój rekord sezonu, bo zdobył 21 punktów w pierwszej połowie spotkania. Samo Chicago imponowało skutecznością z dystansu, bo w drugiej kwarcie trafili 4 z 6 rzutów trzypunktowych. 

Do szatni schodzili z prowadzeniem 54-45. Clippers w meczu trzymał Paul George, który mimo słabej skuteczności (3/12 FG) był autorem 1/3 zdobytych punktów przez swoją ekipę.

 

Q3

Granie punkt za punkt na początku drugiej połowy Chicago okrasili w ten sposób:

Sam LaVine zdobył 8 punktów dla Chicago w pierwsze 4 minuty. Partnerzy nie wtórowali mu w tym występie i w pojedynkę (13 punktów w tej kwarcie) pilnował, aby goście nie stracili prowadzenie w Staples Center. Skuteczność poleciała Bykom na łeb na szyję, bo jedynie 30% rzutów w tej części wpadło do kosza i tylko popis niezawodnego duetu Zach - DeMar zapewnił im 18 punktów z 23 uzbieranych przez cały team w Q3. Dzięki nim i zaliczce z wcześniejszych kwart Byki prowadziły 77-71 po 36 minutach walki na parkiecie. 

 

Q4

Od 7-0 zaczęła ostatnią odsłonę drużyna Clippers i po niesamowitym rzucie George’a szybko objęli prowadzenie. Ta sytuacja wymusiła szybszy powrót DeRozana na parkiet, który swoim pół dystansem uspokoił zespół. Drużynie z Los Angeles nie udało się już w tym spotkaniu wyjść na prowadzenie. Spokój i opanowanie DeRozana i LaVine’a, którzy nie chcieli się pomylić, mimo drobnych zrywów LAC zagwarantowało spokojną końcówkę i Byki wróciły na zwycięską ścieżkę.

Plusy:

  • DeMar DeRozan/ LaVine - najbardziej punkto-dostarczający duet w tej lidze, Dodatkowo duet dostarczający najwięcej punktów w ostatnich kwartach. Także w tym meczu Bulls mogli na ich umiejętności ofensywne liczyć. Zdobyli łącznie:

-  64 ze 100 punktów drużyny. 

- 7 z 11 trójek

- 15 z 45 zbiórek

- połowę rzutów z gry drużyny

- 11 z 13 celnych wolnych 

Mieli 53% skuteczność, wobec 34% reszty. 

  • Alex Caruso - wiem, że miał fatalną skuteczność (2/11), ale robił wszystko inne na parkiecie. Przyklejał się jak plaster do atakujących rywali, zbierał (9 razy), podawał (5 asyst), kradł piłki (3 razy) i nawet blokował (1).
  • Javonte Green - ten gość nie kalkuluje, wchodzi z ławki i gra z takim samym zapałem jak wchodząc z s5. W 22 minuty trafił 4 z 6 rzutów i dostarczył sporo energii, a w 4 kwarcie grał jako center. 
  • Obrona - Paul George spudłował 18 z 25 rzutów, a Reggie Jackson 13 z 17. Chicago mocno ‘siedzieli’ na przeciwnikach i ruchliwością nadrabiali braki fizyczne przy walce na desce.

Minusy:

  • 15 strat - Byki przyzwyczaiły nas, że bardziej szanują swoje posiadanie.
  • Słaby rzutowo mecz Caruso i Balla (4/14).
  • Mało ławki w ofensywie w tym spotkaniu, ale z Lakers to się może zmienić

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież