Zaloguj

Zaloguj

bulls nets

Kiedy po dwóch przegranych spotkaniach chcesz się odbić, najlepszą okazją nie wydaje się starcie z jednym z contenderów. Bulls postanowili wczorajszej nocy zaprzeczyć tej hipotezie. Po wspaniałym finiszu pewnie pokonują Duranta i spółkę, udowadniając, że mogą walczyć z każdym w NBA.

Q1

Już pierwsze minuty pokazały, że Bulls wcale nie muszą się wstydzić za porażki z Sixers i Nets nie łatwo będzie zdobyć twierdzę United Center.

wsad zacha

I chociaż znów pudłował Vooch (1/3 w Q1), to Zach - 12 punktów (6/8 FG) i DeRozan - 6 punktów (3/4 FG) ciągnęli chicagowskie sanki. Chicago w piątej minucie wyszło nawet na prowadzenie 16-8, lecz rywale w niespełna minutę to odrobili (run 8-0). Dużo w ich grze zależało od duetu Duranta, który spędził pełne 12 minut na parkiecie w pierwszej części i Hardena, autorów 17 punktów z 27 Nets w tej części. 

Byki wygrały pierwszą odsłonę 35-27, trafiając na 55% skuteczności z gry i dominując deskę 17 do 7 (aż 7 zbiórek ofensywnych graczy Bulls).

Q2

Już pierwszym trafieniem w drugiej kwarcie DeRozan osiągnął kolejny milestone w swojej karierze, gdyż uzbierał 18 tysięcy punktów. Po stronie przyjezdnych show dawał Aldridge z jego niesamowitym półdystansem, dostarczając 6 punktów dla swojej ekipy. Łącznie trafił 5/5 z gry i zdobył 10 punktów dla Brooklynu w tej części. 

Chicago natomiast stracili skuteczność i run 10-0 przyjezdnych pogłębiał ich indolencją rzutową, gdy nie trafili z gry przez ponad 4 minuty.  Trafili jedynie niespełna 21% rzutów (5/24 i 0/8 za trzy). Łącznie zdobyli 16 punktów przy 30 Nets. Przez to w połowie spotkania przegrywali 51-57.

Q3

 Dopiero DeRoazan swoim klasycznym rzutem z mid range przełamał dobijającą do 6 minut grę bez trafienia z gry Byków w drugiej minucie drugiej połowy. Po nim kolejni gracze Byków również zaczęli trafiać i w czwartej minucie to Byki prowadziły 62-61. Do poziomu reszty kompletnie nie dostosował się Vucevic, któremu zdarzyło się spudłować w dwóch kolejnych akcjach: wsad i prosty layup. Po 3 kwartach notował on 'wybitne' 2 na 11 z gry i miał tylko 4 punkty na swoim koncie. Dzięki lepszej o ponad 10% skuteczności w trzeciej części (wciąż fatalne 1/8 za trzy) Bulls zmniejszyli stratę i przed czwartą kwartą przegrywali jedynie 76-78, a naprawdę niewiele zabrakło, aby rzut z własnej trójki Caruso dał im prowadzenie. Te trzy kwarty to było jednak dopiero preludium do wydarzeń ostatniej części.

Q4

 

Byki rozkręcały się powoli, ale z perspektywy spotkania to ich rookie Ayo Dosunmu dał sygnał, by zrobiło się byczo. 

Wtedy jeszcze wynik był na styku, ale kilka chwil później, po trójce Caruso miejscowi wyszli na 10 punktową przewagę. 

Nawet Vooch się obudził.

Chicago zaczęli trafiać z dystansu, co wcześniej nie udawało im się. W samej czwartej kwarcie trafili 5/6 za trzy i 14/22 z gry. Deskę wygrali 15-8.11 punktów zdobył Donsunmu, tyle, co Durant po stronie gości. Byki wygrały finałową odsłonę 42-17. Zatrzymali Nets na 25% skuteczności z gry i 5 stratach. Poza KD reszta ekipy z Brooklynu trafiała w tej części 1/12 z gry. 

 

Plusy:

    • DeMar Derozan -28 punktów (50% FG) na ten moment to kandydat do meczu gwiazd. DeMar odzyskał moc w Bulls i udowadnia, że rzut z półdystansu to wciąż przepis na sukces. 
    • Derrick Jones Jr - bardzo podoba mi się jego postawa po obu stronach boiska, pokazuje, że nie tylko dunkować umie i wierzę, że będą w Chicago z niego mieli jeszcze wiele pożytku. 
    • Ayo Dosunmu- X faktor tej ekipy. Ma wciąż twarz dzieciaka spod bloku i sprawia wrażenie niedojrzałego, ale to jak pracuje na boisku i jaką ma psychikę, wskazuje, że może Bulls zrobili steal draftu, który kiedyś porównamy do wyboru z numerem 30 Jimmy’egp Butlera
  • Solidny, niespecjalnie widoczny Zach Lavine - zdobył 24 punkty na skuteczności 10/17 FG Dodał 5 asyst i 5 zbiórek.
  • Wygrana zbiórka 56-42, w tym 15 ofensywnych zbiórek - masakra.

 

Minusy:

  • Vucevic - zaczął tragicznie - 2/11 przez trzy kwarty. Ważne, że się obudził w 4 kwarcie i uzbierał double double (11 punktów, 13 zbiórek), ale to kolejny mecz kiedy nie daje rady.
  • Fatalna druga kwarta, w której Chicago stanęli w ataku. 

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież