Zaloguj

Zaloguj

bulls pelicans title

Chicago znów gromią przeciętną drużynę w preseason. Na spokojnie, bez zbędnych emocji, z kilkoma efektownymi akcjami. Wiemy już, że będzie się ich fajnie oglądało - pytanie czy będę też tak łatwo wygrywać w sezonie. Pamiętajmy, że Pelikany zagrały bez swojej gwiazdy.

Hornets nie trafiali, a Bulls punktowali głównie z półdystansu na początku spotkania i zrobili run 11-2 w trzy minuty. Natomiast po kolejnych dobrych akcjach zaczynam myśleć o założeniu fan clubu Jevonte Greena, który w meczach przedsezonowych zgłasza swoją kandydaturę do pozycji największego walczaka w drużynie. 

W końcówce kwarty trener Donovan pokombinował trochę z ustawieniem i Bulls biegali unitem z Caruso w roli dystrybutora piłki. Moim zdaniem to ustawienie nie jest szczególnie efektywne, zwłaszcza w ataku. Ale nie na tyle, że rezerwowi z DeRozanem utrzymali przewagę i dzięki trójce Caruso w ostatniej sekundzie Bulls prowadzili 30-17 po pierwszych 12 minutach. 

W drugiej kwarcie Lonzo Ball wyszedł z dodatkową motywacją i szybko zaaplikował 8 punktów swojej byłej drużynie. Przyczynił się tym mocno do runu 12-0 dla gospodarzy. 

Gracze Chicago radzili sobie całkiem nieźle z przeciwnikami w obronie, zwłaszcza rzuca się w oczy ilość przechwytów, jaką zaliczają. Wciąż jednak nie znamy odpowiedzi na pytanie (nie grał Zion) jak Byki bronić będę, gdy po drugiej stronie stanie jakiś dominujący fizycznie podkoszowy. Valanciunas ewidentnie takowych wymagań nie spełnia i raczej słabo wyglądał naprzeciwko niskich, ale ruchliwych graczy z Chicago. Po pierwszej połowie Byki, grając totalnie na luzie i z przeciętną skutecznością z dystansu prowadzili 63-38.


Nudno wyglądał początek drugiej połowy. Ball utrzymywał się ’on fire’ i zaliczał 5/6 z dystansu, natomiast DeRozan imponował indywidualnymi akcjami, gdzie potwierdzał, że jest absolutnie topowym graczem w lidze, jeśli chodzi o rzuty z półdystansu. 

Chicago wykorzystując wolne pozycje, kontrolowali wynik i uciekli już nawet na 30 punktów przewagi. 

Warto odnotowanie jest pojawienie się na parkiecie Derrick Jones Jr, który tak skończył jedną akcję:

Bulls znów miażdżyli słabego rywala po trzech kwartach: 96-57.

W czwartej kwarcie kibice znów mieli okazję zobaczyć cały skład Byków. Zaprezentowali się tacy gracze jak Dotson, Simonovic czy Thomas. 

W końcówce pojawili się też zawodnicy, których najpewniej w sezonie nie uda się nam zobaczyć jak Daniel Oturo czy Tyler Cook, obu udało się zapunktować. Jako że było to już pato-gierka i Pelicans lepiej trafiali, to udało się im trochę zmniejszyć straty i goście przegrali 'jedynie' 85-121. 

Pozytywy:

  •  Ktoś chętny do fanclubu Javonte Greena. Uwielbiam jego zaangażowanie w obronie i lubię to, że nie jest też drewniany w ataku.
  • Podoba mi się też Alize Johnson, który potrafił w 14 minut na boisku zebrać 9 piłek i rozdać 5 asyst. Fajna opcja na poprawienie walki na ofensywnych deskach,  gdzie Bulls mogą mieć problemy w tym sezonie.
  • Lonzo Ball wygląda jak ryba w wodzie, widać, że służy mu nowe chicagowskie środowisko. 19 punktów (7/9 z gry, 5/6 za trzy).
  • Zach korzysta z tego, że otoczony jest strzelcami. Mając więcej przestrzeni, jest niesamowicie niebezpieczny dla przeciwników. 
  • Małe plusiki dla Oturu, powalczył na deskach. Wygląda jak taki center z lat 90 - trochę jest drewniany, ale imponuje atletyzmem i ma świetne warunki fizyczne.
  • Bulls zdecydowanie aktywniej walczą o przechwyty niż w zeszłym sezonie.
  • Po rozgrzewce Patricka Williamsa wygląda, że już niedługo pojawi się na meczu.


Zagrożenia:

  • Martwią mnie małe minuty dla chicagowskich rookie: Dosunmu i Simonovica.
  • Bezpośrednie bronienie obręczy, nie będzie mocno stroną Byków, trochę brakuje choćby w drugim unicie, takiego rim protectora.

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież