Zaloguj

Zaloguj

bulls warriors

Czas ucieka, terminarz ciężki, a Bulls przegrywają. Zachowując optymizm w związku z nowymi zawodnikami, nie przestajemy martwić się o faktyczną formę drużyny. Chicago mimo niezłej gry ulegli, fantastycznie dysponowanemu rzutowo Curry'emu z ekipą Warriors.

Chociaż gospodarze zaczęli od trafienia 4 z 5 prób, to Byki dotrzymywały im kroku, bo Vucevic od pierwszych meczów pokazuje, że tytuł All Stara przypadł mu nie przez przypadek. Z pół dystansu to niemal bestia. Zdobył on 8 z pierwszych 12 punktów drużyny. Jako pierwsi zmiennicy z ławki wybiegli Markkanen, Arcidiacono i Temple. Na boisku obok Niko został Williams, który świetnie wszedł spotkanie, trafiając trzykrotnie swoje charakterystyczne rzuty z półdystansu.

Theis wygląda na gościa, który wie jak zdobyć serca kibiców Chicago – tak zaczął swój występ jako Byk.

Gospodarze ratowali się swoją najlepszą bronią – trójkami. Curry wracający po kontuzji nie pozostawiał złudzeń, że jest w tym elemencie najlepszy w historii. Dzięki temu elementowi Golden State prowadzili 34-29 po pierwszych 12 minutach spotkania. Trafili oni 6/11 zza łuku – sam Curry miał 13 punktów (3/6 za trzy).

 

W drugiej kwarcie LaVine sporo kombinował jak grać z nowym partnerem Theisem, a ten z każdym zagraniem stawał się coraz bliższy memu sercu.

Razem z Williamsem tworzą kosmiczny duet w obronie, który poza zastawianiem deski straszy blokami z pomocy. Ogólnie widać chemię między tymi dwoma zawodnikami, często wymieniali między sobą piłkę. Będę na pewno więcej uwagi zwracał na ich wspólną grę. Ogólnie oglądaliśmy zupełnie nowe zestawienia Byków i nie może dziwić, że będą zdarzały się jeszcze straty. Mimo to Bulls grali nieźle w drugiej kwarcie, ale znów trafili na nieziemską dyspozycję rzutową rywali.

W połowie meczu wynik brzmiał 65-60 dla Curry’ego i spółki.

 

Druga połowa rozpoczęła się bardzo wyrównanie, ale Chicago miało problemy ze skutecznością za trzy, mimo dobrych pozycji. To bezlitośnie wykorzystywał Curry, który akurat nie miał problemów z trafianiem. Grał zdecydowanie na poziomie MVP. Dzięki jego grze i kolejnym celnym rzutom z dystansu miejscowi wyszli na dwucyfrowe prowadzenie pod koniec trzeciej kwarty.

W kolejnej odsłonie Warriors nie chcieli zgubić skuteczności i w zasadzie od początku czwartej kwarty ciężko było wierzyć, że Bulls uda się odwrócić to starcie. Nie mógł drugiego biegu włączyć, grający z urazem LaVine.

Bykom brakowało obrony, a stronnicze sędziowanie kompletnie zabierało im szansę na zmniejszenie strat. Końcówkę Chicago zagrali już mocno eksperymentalnym zastawieniem i Donovan wykorzystał ten czas, by sprawdzić, jak zagrają ze sobą rezerwowi. Nawet Devon Dotson zaliczył kilka minut gry.

 

Plusy:

- Duet Williams (14pt, 6zb, 5as, 1bl) – Theis (6pt, 3as, 2zb, 2bl) – nie wiem, czy to tylko moje wrażenie, ale panowie świetnie dogadywali się na parkiecie, czego efektem było kilka dwójkowych akcji.

- Nikola Vucevic – od początku udowadnia, że jest gwarantem solidności. Zagrał bardzo poprawnie: 21 punktów, 9 zbiórek i 6 asyst.

- Wierzę, że złość Lauriego Markkanena, że został zdegradowany do drugiego unitu wpłynie dobrze na jego grę. W tym spotkaniu radził sobie całkiem nieźle i skończył jako najlepiej punktujący rezerwowy z 13 punktami i 6 zbiórkami.

Minusy:

- Zach LaVine trochę nie jest sobą, podejrzewam, że dzieje się to nie bez związku z urazem, z którym gra. Nie mniej jednak, żeby wygrywać z Warriors potrzebujemy go w lepszej formie niż 4/16 z gry.

- Obrona – na razie funkcjonuje źle. Pojedyczne przebłyski to za mało. Donovan musi popracować jak zbilansować ten kosmiczny potencjał ofensywny, z tym, żeby też kosmicznie łatwo punktów nie tracić.

 

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież