Zaloguj

Zaloguj

bulls pistons

Po ostatnich meczach niczego nie można być w wykonaniu Bulls pewnym, stąd do końca były obawy o wygraną z przeciętnymi Pistons. Na szczęście demony meczów ze Spurs i Nuggets nie wróciły i Chicago notuje bilans 19-22 (z czego 10-8 na wyjazdach). 

Spotkanie rozpoczęło się trochę jak mecz amatorskich drużyn, bo sami Bulls w pierwsze 2 minuty spudłowali cztery layupy. Po stronie rywali z Motown szalał za to Jeremi Grant, który spotkanie zaczął od 4 celnych rzutów. Podczas gdy White śrubował rekord strat (3 straty w 4 minuty), reszta drużyny starała się w defensywie i tylko, dlatego Pistons nie udało się znacząco odskoczyć po pierwszej kwarcie. Williams trzykrotnie dunkując wyrównał swój rekord kariery,

a Wendell musiał iść do szatni po tym jak przypadkowo w oko uderzył go kolega z drużyny. Byki przegrywały 20-25 po pierwszej kwarcie, notując 37% skuteczność z gry i 5 strat.

Bulls jedynie trójki prezentowali na świetnym poziomie i od trzech celnych zaczęli drugą odsłonę (w 4 minuty). Markkanen trafiając swoją próbą, wskoczył na 6 miejsce wszechczasów w lidze wśród zawodników liczących 7 stóp (213 cm)  i więcej. Wobec wspomnianego urazu Cartera, na boisku pojawił się w drugiej odsłonie Daniel Gafford i dał sporo pozytywnej energii, pracując ciężko na desce.

 

To w połączeniu z dobrą skutecznością Lauriego Mr. First Half  - Fin miał 12 punktów (5/9 FG) - dało Bykom prowadzenie 46-45 na półmetku starcia. Wydarzeniem kwarty było jednak wejście Gafforda, który w niespełna 8 minut, zaliczył 8 punktów i 7 zbiórek. Powtórzył tymi liczbami osiągnięcie Michaela Sweetney'a z 2006 roku.

 

Chicago trochę lepiej nastawieni wyszli na drugą połowę i przedłużyli swój pseudo run do wyniku 20-8, a Young tak prezentował drugą młodość:

Wspólnie z Satoranskym, który czwarty raz w ostatnich 5 spotkaniach zaliczał 7 asyst, ciągnęli drużynę Byków od początku drugiej połowy. Po dodaniu do tego wciąż bardzo dobrej dyspozycji zza łuku goście wyszli na dwucyfrowe prowadzenie. 10 punktów LaVine’a w tej kwarcie pozwoliło je zachować i Bulls, grając bardzo przeciętnie, prowadzili z Pistons 75-65 po 36 minutach spotkania.

 

Na czwartą kwartę wrócili White i Gafford, którzy przesiedzieli poprzednią odsłonę. To oni najbardziej wyróżniali się na parkiecie i wsparci trójką Valentine’a wyprowadzili Bulls na prowadzenie 87-69 na 9 minut przed końcem spotkania. Detroit zrobili jeszcze mały run 6-0, ale nie zawsze Byki będą wywoływać u nas traumę i tym razem szybko odpowiedzieli i bez większych problemów dowieźli zwycięstwo w tym spotkaniu.

Plusy:

- Daniel Gafford – jego świetne wejście w mecz i (momentami) dominacja na desce pozwoliła ukryć podkoszowe problemy Chicago. Pierwszy raz w karierze zaliczył też dwucyfrową ilość zbiórek. 8 punktów (4/4 FG)  i 11 zbiórek w 14 minut na parkiecie.

- Dunki Williamsa – nasz rookie 4 razy kończąc z góry, ustanowił swój nowy najlepszy wynik meczowy.

- Sato – Young – duet weteranów wspólnie uzupełnia pierwszą piątkę i obok punktów dostarczają wartości w prawie każdej statystyce. Thomas wyrównał rekord sezonu z 9 asystami.

-  Ryan Arcidiacono – miał serię 9 spudłowanych rzutów z dystansu, w tym spotkaniu się przebudził i obok celnych trójek (3/4), dał też bardzo solidne minuty w obronie.

- Wszyscy zawodnicy zaliczyli w tym spotkaniu punkty!!!

Minusy:

- Straty – i ich monstrualna liczba. Coby i Zach zrobili ich razem 8, a cała drużyna 16 (zero w ostatniej kwarcie).

- Trochę na siłę – Porter Jr i Carter Jr byli mało widoczni w tym spotkaniu.

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież