Zaloguj

Zaloguj

bulls heat 21

Chicago Bulls przystąpiło tej nocy do meczu back-to-back z aktualnymi wicemistrzami NBA, by zmazać jakoś wczorajszą porażkę z osłabionymi 76ers. Miami Heat również nie przystąpiło do tego meczu w pełnym składzie, trzeci mecz z rzędu z powodu kontuzji kolana pauzował Bam Adebayo, trener Erik Spoelstra rzucił do gry po raz kolejny jedno ze swoich aż 18 wyjściowych ustawień z Kellym Olynykiem na środku.

Mecz od 8 trafionej trójki z rzędu (razem z meczem z 76ers) zaczął Markkanen. W odpowiedzi dwukrotnie z dystansu trafił Robinson. Miami jednak początkowo nie trafiali na świetnej skuteczności zza łuku, całe szczęście dla nas bo po trzech szybkich stratach Bulls w tym dwóch Lauriego mogli szybko odskoczyć już w  Q1. Miami znane z dobrej defensywy, mimo braku Adebayo potrafiło sprawić problemy już od początku. Trener Donovan szybko reagował – już po 4 minutach zszedł Lauri i Coby White, a w ich miejsce wszedł Temple i Sato.

Czech nieco ożywił naszą grę i wydawało się, że Byki zaczną grać nieco szybciej. LaVine w Q1 zdobył najwięcej z drużyny bo 8 punktów, trafiając 2 trójki, ale osiągnął to w pierwsze 6 minut kwarty. Nieskuteczność w ataku dawała jednak o sobie znać – 34.8% z gry w pierwszej kwarcie. Po drugiej stronie łatwo w pomalowane dostawili się goście, w tym Jimmy Butler, który kończył nawet akcje coast to coast, gdy nie postawiliśmy defensywy. Bronliśmy się dzięki trafieniom z dystansu (5-10 w Q1) oraz zbierając na ofensywnej desce aż 5 razy z czego punktów drugiej szansy mieliśmy niestety tylko dwa.

W końcówce kwarty Miami odskoczyło na największe do tej pory 11-punktowe prowadzenie. Demony z poprzedniego spotkania zaczęły powracać. 6 strat Bulls Heat zamienili tylko na 6 punktów. Dla porównania z 76ers w Q1 dzień wcześniej Byki zaliczyły 7 strat.

Druga kwarta nie należała do najładniejszych. Udało nam się jednak doprowadzić do remisu na zakończenie pierwszej połowy (42-42), goniąc wynik. Zatrzymaliśmy Heat na 16.7% z gry i 14.3% z dystansu (1-7). Wiedliśmy prym w szybkim ataku, dzięki któremu udało się zdobyć w Q2 aż 10 punktów. W połowie kwarty w zderzeniu z Jimmym Butlerem ucierpiał Patrick Williams. Nasz debiutant źle postawił lewą nogę, prostując niebezpiecznie w obronie swoje kolano.  Na szczęście udało mu się wrócić już na początku drugiej połowy. Heat rzucili w Q2 zaledwie 13 punktów, w tym aż 6 dzięki rzutom wolnym.

W trzeciej kwarcie u Byków punktowało tylko trzech graczy. Aktywniejszy stał się Zach LaVine, który przejął grę na siebie. W samej Q3 osiągnął połowę dzisiejszych punktów – 15 punktów 5-6, 3-3 za trzy. Wbijał się w pomalowane, był skuteczny na dystansie, grał sporo izolacji. Bulls w tej odsłonie trafili 5 z 11 prób zza linii 7.24 m. Dwie trójki dorzucił Lauri, 5 oczek zdobył Young i Bulls dzięki temu trzymali przyjezdnych na jedno posiadanie. Na niecałe dwie minuty do końca Q3 udało nam się wyjść nawet na pierwsze prowadzenie od stanu 8-7 w pierwszej kwarcie.

Trzeba zaznaczyć jak łatwo goście dostawali się w tej kwarcie w pomalowane. Osiągnęli 20 (10-14 FG) z 28 punktów w samym polu 3 sekund, podczas gdy przez całą pierwszą połowę w paint mieliśmy remis po 16 punktów.

Bulls weszli w Q4 przegrywając zaledwie dwoma punktami. W ostatniej kwarcie Miami Heat pozbawiło jednak złudzeń, kto bardziej zasłużył na wygraną. Zagrali najlepszą kwartę w tym spotkaniu. Najpierw przeprowadzili run 8-0, uzyskując nawet 9 punktów prowadzenia. Świetnie funkcjonował po ich stronie Goran Dragic. To Słoweniec przejął mecz dla Miami, zdobywając w ostatniej kwarcie aż 20 punktów z 31 całej drużyny. Jednocześnie pogrzebał szanse Byków na odrobienie strat i walkę o zwycięstwo. Sam zespół z Chicago zdobył w tej kwarcie tylko dwa punkty więcej od weterana Miami Heat. Warto zaznaczyć świetną defensywę gości w Q4 i jednocześnie naszą nieskuteczność – pierwszy raz zza łuku trafiliśmy na 2 minuty do końca meczu, kiedy było już za późno.

https://twitter.com/ESPNNBA/status/1370587073892130817

Byki przegrywają drugi mecz z rzędu u siebie. Do rozegrania w domowej serii w  United Center mają jeszcze najbliższe trzy spotkania. W niedzielę podejmą Toronto Raptors.

PLUSY:

- Zach LaVine – 30 punktów 6 zbiórek, 6 asyst, 10-16, 6-8 z dystansu, przejął mecz dla Byków w Q3, ale niestety  w ostatniej kwarcie nieco przygasł, jest liderem, ale potrzebuje większego wsparcia.

- Thaddeus Young – solidny mecz naszego weterana 13 punktów, 10 zbiórek, jedyny gracz z podwójną liczbą zebranych piłek, energiczny na tablicach, przydał się w ponowieniach i w walce o zbiórki.

- 15-38 z dystansu co daje 39.5% to kolejny solidny mecz, w którym dobrze gramy na łuku, niestety nie przełożyło się to na końcowy wynik

- ofensywne zbiórki – wygrywamy ofensywną deskę 11-1, 4 zbiórki w ataku to zasługa Younga, niestety mimo to tylko 9 punktów drugiej szansy  na skuteczności 4-12

MINUSY:

- Coby White – 8 punktów, 3 zbiórki, 5 asyst, 3-13, 2-8 z dystansu – jak pokazali na jednej z akcji komentatorzy Bulls, Coby dzisiaj wolał zdecydowanie zdobywać punkty niż szukać lepiej ustawionych kolegów.

- brak wsparcia – w porównaniu do meczu z Sixers dziś tylko 3 zawodników osiągnęło podwójną liczbę punktów, jednym z nich jest oczywiście Zach, Marrkanen dołożył 20 punktów, 13 Young i dalej długo długo nikt.

- Patrick Williams – nasz debiutant drugie spotkanie z rzędu przechodzi koło meczu, z Sixers 4 punkty, dziś tylko 3 oczka, dzięki trójce trafionej na początku pierwszej kwarty, zupełnie nieobecny, gdy już dostał się pod kosz został zablokowany przez Olynyka. 1-6 z gry, 3 straty, owszem część można zrzucić na uraz kolana, ale w drugiej połowie wybiegł na ponad 10 minut.

- ławka rezerwowych – jeszcze na początku Q4  wygrywaliśmy w pojedynku rezerwowych 23-15, po czym odpalił Goran Dragic i przegraliśmy 35-25.

- straty – 16 strat Bulls, Heat zamienili na  14 punktów, z Sixers było ich 19 (24 punkty 76ers), to bardzo widoczny element do poprawki, sam LaVine stracił 5 piłek a Williams 3 i to w 20 minut gry

- porażka w pomalowanym – podczas gdy pod koszem był brak Adebayo, wydawać by się mogło, że lepiej zagramy w polu 3 sekund, niestety przegraliśmy w paint 46-36.

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież