Zaloguj

Zaloguj

bulls kings

Chyba mamy do czynienia ze stabilizacją poziomu gry Chicago. Mecz z Kings i Sixers pokazują, jaki w tym momencie drzemie potencjał w young core Bulls i czego możemy spodziewać się w tym sezonie. I chociaż to jeszcze nawet nie połowa z zaplanowane skróconego sezonu, to dość jasno Chicago kierują nas w to by wierzyć, że w tym roku wracamy do play-off i w końcu zobaczymy kilka meczów więcej.

Choć to Kings zaczęli groźnie strasząc alley-oopem skończonym przez Whiteside’a, Bulls odpowiedzieli runem 7-0.  Potem gra się wyrównała i drużyny odpowiadały celnym koszem na trafienie przeciwnika. Po stronie ekipy z Sacramento szalał Bagley, który potrzebował 7 minut, by mieć dwucyfrowy dorobek punktowy. Jednak chicagowski bench mob przesunął wynik w stronę gospodarzy i m.in. po runie 12-2, drużyna z Wietrznego miasta prowadziła 28-21 po pierwszych 12 minutach gry. 

W drugiej kwarcie Donovan zdecydował się pograć  parą Satoransky-Arcidiacono, a w pewnym momencie dorzucił do nich Coby White’a. Ta trójka w połączeniu z Williamsem i Youngiem stanowiła jedno z ciekawszych lineupów Chicago i wydaje się pożytecznym ustawieniem na utrzymanie wyniku, gdzie bilansują się umiejętności ofensywne i defensywne tego zestawu graczy. Wejście zmotywowanego niewiarygodnie po powrocie Wendella jeszcze poprawiło sytuację i w połowie kwarty, Chciago prowadziło 13 punktami. Po dobrej połowie pełnej skutecznej i dobrej ofensywy z kilkoma błędami w obronie Bulls prowadzili 68-58. 20 punktów zdążył dostarczyć, nie forsując mocno rzutów, Zach Lavine. 

Druga połowa rozpoczęła się od twardej defensywy i nieporadności w ataku obu ekip. Drużyny trafiły na jej początku 2 z 11 rzutów. Z czasem jednak częściej trafiali do kosza, a szalał White, który w zaczął spotkanie od 4 na 5 zza łuku. Wyrównaną kwartę okrasił spektakularnym, rekordowym, niewidzianym w Chicago od 1990, buzzerem zza połowy Pat Williams.

Dało to miejscowym 12 punktową zaliczkę przed ostatnią częścią. Chicago zawdzięczali prowadzenie imponującej egzekucji, na poziomie 61% skuteczności z gry.

Kings agresywnie rozpoczęli decydującą kwartę i po czterech minutach niemal dogonili Byków, zbliżając się na dwa punkty. Poza irytującymi cały mecz komentatorami z NBC jeszcze sędziowie zaczęli pomagać Kings gwiżdżąc wyimaginowane faule Wendella w ataku (mistrzostwo hipokryzji panów z gwizdkiem to challenge stwierdzający rzekomą szarże Cartera Jr). Bulls przeciwstawiali się temu w najlepszy możliwe sposób – trafieniami.  Przypomniał o sobie Zach i gospodarze wbrew wszystkim wkoło, znów prowadzili dwucyfrową różnicą punktów na 5 minut przed końcem meczu.  Carter też zamknął usta wszystkich zaliczając małe block party.

One just wasn't enough for Wendell ❌❌@NBCSChicago | @wendellcarter34 pic.twitter.com/zszo2VRGdr — Chicago Bulls (@chicagobulls) February 21, 2021

Nie obyło się bez nerwów w końcówce, ale Bulls grając bardzo wolno, utrzymali przewagę i zasłużenie wygrali tej nocy z King mimo grania back to back. 

Plusy:

- Zach ‘AlL Star’ Lavine – kolejny mecz 30+, w ataku jest jednoosobową armią. Dodatkowo powinien tych punktów zdobywać więcej, bo jest jakimś skandalem ilość nieodgwizdywanych na nim fauli przy wejściach pod kosz.

- Okazuje się, że można rotować składem bez beznadziejnych Korneta czy Felicio. Nie zagrał też Gafforda, ale wydaje się, że tutaj cały czas chodzi o kwestie zdrowotne.  

- profesor Young – nie mogę się nachwalić tego, co gra skrzydłowy Bulls w tym sezonie. Poza tym, że jest śmiertelnie niebezpieczny w pomalowanym, gdy bierze piłkę do lewej ręki, to jeszcze rozwinął swój przegląd pola i okrasza każde spotkanie serią asyst.

- Solidny jak Satoransky. Thomas przez 19 minut spędzonych na parkiecie zdobył 10 punktów na 100% skuteczności i rozdał 4 asysty.

- Skuteczność – Bulls wygrali mecz, bo trafiali lepiej do kosza – 60% z gry i 48% za trzy t

Minusy:

- Cały czas Bulls muszą mocno walczyć o każdą zbiórkę całą drużyną. Wendell nie jest typem dominującego centra w pomalowanym i na pewno tutaj jest problem w ekipie z Chicago.

- 12 zbiórek w ataku rywali, przy 2 ofensywnych Bulls.

- Chicago mieli 2 razy więcej strat od przeciwników (14 do 7).

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież