Zaloguj

Zaloguj

bulls clippers

Do końca istniała szansa, że na mecz z Clippers wróci do składu Wendell Carter Jr. Niestety to się nie udało i brak podkoszowych wyraźnie utrudniał grę Bykom w tym starciu. Leonard potrzebował dobrej jednej kwarty, by 'wyprostować' wynik i zapewnić przyjezdnym spokojny mecz.

Jeszcze na fali z poprzedniego meczu, spotkanie rozpoczął Coby White, który dwoma trójkami wyprowadził Bulls na prowadzenie 6-0. To by było na tyle dobrego. Clippers z miejsca zrobili run 14-0 i wprowadzili własne zasady. Prowadzenie przez śmiertelnie skutecznego z półdystansu z firmowymi fadeaway-em Leonarda przyjezdni z miasta Aniołów po pierwszej kwarcie, pełnej niecelnych prób i chaotycznych akcji prowadzili 30-25. W miarę wyrównany wynik Bulls zawdzięczają serii trójek w ostatnich minutach tej części. 

 

Bo katastrofalnych popisach Felicio w poprzednich meczach, od jakiegoś czasu rolę backupu na centrze pełni Luke Kornet, W spotkaniu z Clippers zaczął od celnej trójki. To było też najlepsze, co w tym spotkaniu pokazał. Lepiej pokazał się White:

Drugi unit Chicago i jest w tym sezonie gwarancją jakości i w starciu z rezerwowymi Clippers utrzymywali wynik na styku.  I po pierwszej połowie gospodarze przegrywali 54-58.  Leonard miał 12 punktów (6/11 FG). Po stronie Byków 13 oczek było autorstwa niezawodnego LaVine’a. Po 8 dokładali Young i White. 

Chicago całkiem solidną dyspozycję w ataku zaprzepaszczali stratami, a Clippers korzystali z tego i na początku drugiej połowy  mieli 9 przechwytów. Ciężko było oprzeć się wrażeniu, że w tej kwarcie był to pojedynek Leonard vs Bulls, bo lider rywali w ciągu 8 minut podwoił swoją zdobycz. Trafiał przy tym przez ręce, niezależnie od tego kto go bronił. Połączenie tych dwóch faktów doprowadziło do sytuacji, że przed ostatnią kwartą wynik brzmiał 90-78 dla gości. Leonard miał 28 punktów. 

Chicago z centrem Kornetem albo Youngiem na boisku niespecjalnie mogli znaleźć swoje przewagi w starciu z uzależnionymi w 100% od formy Leonarda Clippers. A gdy w czwartej kwarcie odpalili też inni gracze, szybko stało się jasne, że Bulls nie udźwigną tego spotkania, tracąc 16 punktów na siedem minut przed końcem spotkania.  Jedynie LaVine powiększył swój dorobek w końcówce, ale Bulls zabrakło ognia tej nocy, by coś więcej zdziałać przeciwko drużynie z LA.

 

Plusy:

- Zach LaVine – jedyny gość, który walczy do końca w Bulls w każdym meczu. Ostatnio to oaza solidności: 26 punktów, 9 zbiórek i 6 asyst.

- Niezły Satoransky – 17 punktów z 8 rzutów, 7 asyst i 4 zbiórki w 30 minut na parkiecie.

- Wspaniałe wolne Byków – 14/15 FT.

Minusy:

- Danie Gafford w 8 minut zrobił 2 faule i 4 straty – występ, o którym powinien jak najszybciej zapomnieć.

- Williams też nie zaliczy kolejnego starcia z Leonardem do udanych. Przez 35 minut wielokrotnie nie poradził sobie z liderem Clippers w obronie, sam dołożył jedynie 3 punkty w tym czasie, zaliczając -19

- Ławka Bulls przegrała punktowo z rywalami 48 do 69, ale fakt, że jest coraz bardziej uszczuplona. 

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież