Zaloguj

Zaloguj

EtltrE4WQAEjw6p.jpg

Mecze back-to-back nie należą do najlepszych w wykonaniu Bulls. W styczniu tego roku udało się wygrać dwa takie mecze z rzędu, ale był to pierwszy raz od lutego 2019, gdy Byki wygrały spotkanie dzień po dniu. Tym razem czekał nas rewanż z Orlando Magic jeszcze raz na ich parkiecie – rewanż jak się ostatecznie udało bardzo udany !


Jeszcze przed meczem było jasne, że zagramy osłabieni. Otto Porter Jr. miał nie zagrać kolejnego spotkania z powodu bólu pleców. Z kolei Lauri Markannen wypadł w poprzednim spotkaniu z Magic przez uraz ramienia. W pierwszej piątce wyszedł po raz pierwszy w tym sezonie Denzel Valentine, który zagrał na niskim skrzydle, na czwórkę został przesunięty Patrick Williams.

Obrona Magic skupiła się od początku na LaVinie, który chwilami był podwajany. To podziałało na naszego lidera, który zaczął agresywnie ten mecz, zdobył 6 z 11 punktów drużyny. Pod naszym koszem budził się powoli Nikola Vucevic, który po raz kolejny chciał dominować w pomalowanym. Przekonał się o tym mocno Daniel Gafford, który w pierwszych minutach został nieco stratowany pod własnym koszem przez graczy Magic. W ataku swoje wjazdy próbował forsować Coby White, który szybko zaczął tracić piłkę i jednocześnie ball movement nie wyglądał tak jak powinien.

Sporo zmieniło wejście Temple’a i Satoranskiego. Ruch piłką zdecydowanie się poprawił, nie było zbędnych przestojów. Bulls zaliczyli 6 asyst przy pierwszych 9 skutecznych trafieniach i chwilami osiągali nawet kilku punktowe prowadzenie. W Q1 liderem był Zach z 11 punkami 3 zbiórkami i 2 asystami. Ostatecznie po 12 minutach remisowaliśmy po 31.

W drugiej kwarcie od początku bardzo dobrze prezentował się Denzel Valentine, który chciał udowodnić, że zasłużył na miejsce w pierwszej piątce. Denzel zdobył pierwsze 7 punktów zespołu, łącznie 10 w Q2. 11 oczek dołożył LaVine i obydwaj jako duet rzucili 21 z 30 punktów całego zespołu w drugiej kwarcie. Coby White dla porównania niestety grzeszył nieskutecznością w pierwszej połowie, będąc 0-6 z gry i 0-3 z dystansu -to nie był jego mecz.

W połowie kwarty po kolejnych trafieniach Zacha Bulls wyszli na pierwsze w tym spotkaniu dwucyfrowe prowadzenie. To właśnie dzięki niemu na przerwę Byki schodziły prowadząc +18. Ostatnia minuta była niczym catch on fire w wykonaniu Zacha – najpierw trójka nad obrońcą a potem floater nad wysokim w polu 3 sekund Vuceviciem. To właśnie w paint byliśmy zdecydowanie lepsi po 24 minutach gry, prowadząc 28-10.

Dzięki świetnej obronie udało się zatrzymać Magic w Q2 na 12 punktów ! 5-21, 0-7 z dystansu to skuteczność gospodarzy w tej kwarcie. Chwilami naprawdę dobrze oglądało się defensywę Byków w tej odsłonie.

Po zmianie stron nieoczekiwanie przebudził się w tym meczu Coby White. 13 punktów 4 zbiórki 2-2 z dystansu, wyglądał lepiej niż debiutant Magic Cole Anthony w tej odsłonie. Wyglądał na bardziej aktywnego w obronie i w końcu widać było, że złapał w tym meczu odpowiedni rytm. Pierwsze punkty w spotkaniu zdobył również Gafford, dobijając rzut z półdystansu LaVine’a. Znów wygraliśmy w pomalowanym 14-8 trzecią kwartę. Vucevic może dominował nad Gaffordem, ale na całe szczęście nie był tak skuteczny jakby tego oczekiwał. W Q3 zatrzymaliśmy Magic na 34.6% i 33.3% z dystansu. Przewaga Bulls w pewnym momencie zaczęła wynosić nawet 33 punkty. Po 3 kwartach było to już +31.

Nie dziwi więc fakt, że przy tak dużej przewadze w Q4 Magic zagrali aż 3 graczami rezerwowymi przez całą kwartę. Nikola Vucevic w ogóle nie wyszedł na parkiet. W naszym zespole również nieco więcej szans dostali rezerwowi. Bulls pozwolili zmniejszyć stratę maksymalnie do 18 punktów, przegrali w paint 8-22, ale to ani trochę nie zagroziło ich prowadzeniu. Byki udanie zrewanżowały się Orlando Magic za wczorajszą porażkę. Teraz w poniedziałek zmierzą się z Washington Wizards.

PLUSY:
- wygrana w pomalowanym 50-40 – po pierwszej połowie było to aż 28-10. Magic nadrobili sporo w rezerwowej ostatniej kwarcie. Cieszy jednak fakt wygrania pola 3 sekund, bo nie zawsze nam się to udaje i potrafimy się tam zdominować innym ekipom.
- Zach LaVine – dziś zagrał jak na lidera przystało, od samego początku prowadził zespół – 39 punktów 16-25, 5-6 z dystansu, 7 zbiórek 4 asysty. To jego dziewiąty mecz z minimum 30 puntami na koncie.

- Patrick Williams – 16 punktów 10 zbiórek – doczekaliśmy się pierwszego double-double w tym sezonie w wykonaniu naszego debiutanta, bardzo pomógł dzisiaj kończąc akcje pod koszem

- Denzel Valentine – 20 punktów 3 zbiórki 4 asysty – debiut Denzela w starting five w tym sezonie okazał się bardzo udany, +24 to najlepszy wskaźnik w drużynie tuż za Zachem. 8-17, 4-10 z dystansu nad skutecznością musi cały czas pracować, ale trafienia dystansowe catch&shoot były naprawdę niezwykłe.
- obrona – to pierwsze spotkanie w tym sezonie, w którym zatrzymujemy rywali na 92 punktach i w ogóle pierwszy mecz, w którym rywal zdobywa poniżej 100 punktów przeciwko nam. Bulls osłabieni, grający na wyjeździe tak w obronie? To naprawdę bardzo cieszy.
- gra na dystansie – 15/30 z dystansu Bulls, nie było forsowanych na siłę trójek, 6-27 tylko Magic

MINUSY:
- Daniel Gafford – 2 punkty, 5 zbiórek w niecałe 13 minut gry, zdominowany w pomalowanym, może to też nieco wynikiem początkowego zderzenia na początku meczu z graczami Magic, jedno jest pewne, że drużyna potrzebuje centra z prawdziwego zdarzenia.
- Coby White – jego 13 punktów pochodzi wyłącznie z 3 kwarty, w pierwszej połowie jakby go nie było, nieskuteczny, forsujący indywidualne akcje, przetrzymujący piłkę, gdyby grał więcej tak jak w Q3 to byłoby zdecydowanie lepiej.

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież