Zaloguj

Zaloguj

bulls knicks

Terminarz NBA zakładał w tym sezonie, że Bulls i Knicks zagrają między sobą szybką dwumeczową serię. Toteż po poniedziałkowym starciu w Madison Suqare Garden te same drużyny mieliśmy okazję zobaczyć na parkiecie w środę w United Center. Okazało się, że zmieniło się nie tylko miejsce rozgrywania spotkania, ale i zwycięzca. Po tym jak cały mecz Bulls gonili wynik, z nawet 19-punktowej straty, udało się im zbliżyć już na 3 punkty, ale nie postawili kropki nad i i przegrali.

Goście z Nowego Jorku szybko wyszli na spore prowadzenia na początku meczu, a zawdzięczali to obozowi założonemu w pomalowanym Chicago i nieporadności White’a, który miotał się od początku meczu niczym dziecko we mgle (1/4 FG, strata) i fatalna obrona. Dość powiedzieć, że Knicks swoje pierwsze 22 punkty zdobyli z trumny. Chicago zagrali fatalną pierwszą kwartę, kompletnie dając się zdominować pod koszem, co w połączeniu z serię trzech trójek Randalla sprawiło, że przegrywali po niej aż 17-34. Nie da się jednak uzyskać korzystnego rezultatu, przy 0% skuteczności z dystansu (na 8 prób) i przegraniu deski 17-8 (6 zbiórek ofensywnych rywali). 

Dopiero Temple w drugiej kwarcie przełamał zastój w rzutach z dystansu Byków. Nadal jednak zebranie jakiejkolwiek piłki wymagało tytanicznej pracy całego zespołu, a niestety kilku zawodnikom zdarzało się nie kwapić do walki. W połowie kwarty Chicago wyrównało swój wynik punktowy z pierwszej części. Tymczasem, aż 14 minut na parkiecie potrzebował White, by zaliczyć pierwszą celną trójkę.

Znów swoją robotę wykonywał Young, który jako jedyny w ekipie gospodarzy znalazł patent jak zebrać piłkę pod koszem Knicks. Chicago mieli jednak za dużo dziur w obronie. Obok beznadziejnego White'a, momentami przysypiał Williams, a LaVine obalał teorie o jego poprawie w tym elemencie. To jednak on (12 pt, 3 as) wspólnie z Youngiem (11pt, 3zb, 2as, 2stl, 1bl) poprowadzili Byki do wygranej w drugiej odsłonie: 35-29, zmniejszając stratę miejscowych do 11 oczek w połowie spotkania.

 

Chicago wcale nie wzmocnili szyków obronnych w drugiej połowie i nadal dawali się nabierać na nudne i przewidywalne zagrania rywali, którzy punktowali praktycznie wyłącznie z pomalowanego. Jedynie Zach wyglądał na człowieka, który chciałby o coś w tym spotkaniu powalczyć i jego wjazdy dostarczały Bulls punktów. Mógłby mieć 50% więcej punktów, gdyby miał status All Stara, ponieważ notorycznie nie odgwizdywano fauli na nim przy tych wejściach.

Jego 10 punktów w trzeciej kwarcie na niewiele zdało, bo dzięki celnym trójkom Knicks prowadzili już 91-76. Dla Byków 39 z puli zdobytych punktów dostarczył duet LaVine-Young.

Trzeba oddać, że w miarę upływu meczu budził się Patrick Williams, który na początku czwartej kwarty popisał się kilkukrotnie udanymi rzutami.

Podobnie miał Daniel Gafford, który w końcu wygrał kilka desek i skończył alley oop, po którym Bulls zmniejszyli straty do 5 oczek w połowie kwarty.

Chwilę później zmniejszyli je do 3. Ale Donovan w tym meczu postanowił nie wyciągać wniosków. Na parkiecie cały czas był White i cały czas ciągnął drużynę w dół. Nie zmienia to faktu, że Byki walczyły i mieli szansę, by przechwycić to spotkanie. Mimo fatalnej dyspozycji rzutowej za trzy starali do końca, przy kompletnej dominacji przeciwnika w pomalowanym. Zabrakło niestety celnych rzutów z dystansu. Szkoda niewykorzystanej szanse, Bulls od zbliżenia się na trzy oczka trafili jedynie 3/10 z gry i zaliczyli 2 straty w ostatnie 5 minut gry.

Plusy:

Zach LaVine – Naprawdę chciał w tym meczu poprowadzić Byki do zwycięstwa, niestety nie trafiał z dystansu. Zakończył z 24 punktami (0/7 za trzy), 7 asystami i 5 zbiórkami.

Profesor Young – gość robi wszystko i przeżywa drugą młodość - 19 punktów (9/11 FG), 4 zbiórki (3 w ataku), 2 asysty, 5 przechwytów (!!!), blok. 

Mało strat drużyny - tylko 9 - najlepszy wynik w sezonie. 

Cichy świetny występ Denzela Valentine'a - 13 punktów, 6 zbiórek, 3 asysty i +5 z nim na parkiecie.

Minusy:

Coby White – jeszcze nigdy jego gra nie irytowała mnie równie mocno jak w tym spotkaniu. 4/13 z gry i mnóstwo złych zachowań w obronie czy braku pomysłu w ataku. 

Deska – Bulls nie są w stanie nadrobić braku centra pod koszem. Lauri jest zdecydowanie za miękki, a Gafforda przy mocniejszych zwarciach najczęściej szoruje tyłkiem parkiet, bo bardzo niestabilnie stoi na nogach. Ostatecznie Byki przegrały zbiórki 38-47, trzeba przyznać 

Fatalne trójki - 6/36 Byków. Markkanen, LaVine, Williams zaliczyli 0/14 zza łuku.

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież