Zaloguj

Zaloguj

 celtics bulls

W tym momencie solidnie grający Celtics w pełnym rosterze to za wysokie progi dla falujących Bulls. Ten mecz to dobitnie pokazał. Mimo świetnego występu Younga liderzy zagrali przeciętnie, w takich pojedynkach to za mało.

Boston nie uciekali się do sztuczek kiedy do dyspozycji mieli swój pełny roster i tym razem postanowili przyjechać do United Center. Bulls natomiast nie mogli liczyć znów na Wendella Cartera Jr.

Po dobrym otwarciu gospodarzy (dwie trójki) bostończycy zaliczyli run 11-0 i wyszli na spore prowadzenie w pierwszych minutach meczu. Mimo to nie mogło zabraknąć efektownego bloku Gafforda.

Donovan w związku z niekorzystnym obrotem sytuacji dość szybko wprowadził na parkiet swoich weteranów z ławki: Portera, Temple'a, a potem jeszcze Younga.

Każdy z nich zaliczył po celnym layupie. O ile problemy w ataku można było tłumaczyć dobrą postawą w defensywie Celtów, to na fatalne wolne Bulls w pierwszej kwarcie (2/8 FT) takowego usprawiedliwienia nie można było znaleźć. W końcówce pierwszej ćwiartki dobrze pokazał się niesamowity w tym sezonie Young i Byki nieco zmniejszyły straty, ale wciąż przegrywali  25-33.

W pierwsze 12 minut, Young, występujący jako center, i Lavine zdobyli po 8 punktów dla miejscowych, wśród rywali 10 oczek dziełem było Marcusa Smarta. 

 

 Weterani z ławki i Valentine skutecznie zaczęli drugą kwartę i w piątej minucie Bulls zbliżyli się do Celtics na 4 punkty (33-37).

 Starterzy nie byli jednak w gazie i Chicago nie było w stanie zrobić żadnej serii, która pozwoliłaby zmniejszyć straty. Goście natomiast prezentowali solidną obroną i trafiali z otwartych pozycji z dystansu.

 To w połączeniu z małą aktywnością liderów gospodarzy – zwłaszcza ograniczał się LaVine, który miał 11 punktów przy 6 rzutach, ale zrobił też aż 5 strat – dało im prowadzenie 60-50 po 24 minutach gry. W Celtics czterech starterów zaliczyło w tym czasie dwucyfrowe dorobki punktowe.

Niestety druga połowa spotkania zaczęła się fatalnie dla Bulls – od runu 7-0 Bostonu i po 90 sekundach coach Donovan musiał brać time out. Wpuścił też na parkiet szybko Temple’a i Younga, bo Williams nie dotarł na ten mecz. W pewnym momencie przewaga Celtów wynosiła nawet 24 punkty po runie 14-2 przyjezdnych. Bulls dzięki kilku celnym trójkom i znakomitej postawie pana profesora Younga (14 pt, 8 ast, 7zb) rzucała w ogóle jakieś punkty. Wobec jednak braku gry defensywnej przegrywali aż 76-91 przed ostatnią częścią. Co ciekawe przez dwie kolejne kwarty Chicago nie rzucali w ogóle wolnych.

Muszę powiedzieć, że o ile Zach gubił piłki i to było irytujące, to bardziej frustrację mogła wywoływać postawa Lauriego w obronie. Był nie tylko soft, ale i sprawiał wrażenie, że nie do końca myśli o tym jak powinien się na parkiecie zachować. Na porównywalnym poziomie do niego prezentowali się sędziowie, którzy w czwartej kwarcie już mocno przesadzili, kiedy w kolejnych akcjach nie zauważali ewidentnych fauli np. na Markkanenie, Temple czy LaVine.

W połowie ostatniej kwarty Boston prowadził 20 punktami i wszystkie znaki na niebie i ziemi przesądzały, że w tym meczu znane jest nam rozstrzygnięcie. Bulls zagrali na miarę swojego obecnego potencjału i ciężko tutaj mieć wielkie pretensje do nich – na ten moment drużyna z Bostonu jest po prostu lepsza.

 {youotube}wrESBxDacUk{/youtube}

Plusy:

Thadeus Young – a raczej Pan Profesor Young. Miał dotyk Midasa w tym spotkaniu. 16 punktów, 9 asyst, 9 zbiórek.

Obrona Garretta Temple’a – miał kilka znakomitych zagrań w obronie i w zasadzie był jedynym jasnym punktem Byków w tym elemencie. (+9 kiedy był na boisku).

Minusy:

Straty LaVine'a – Zach w tym meczu przechodził samego siebie i miał nawet sytuację, że po tym jak raz podał w ręce przeciwnika i piłka szczęśliwie do niego wróciła, to ten znów podał ją do rywala. Skończył z 6 stratami.

Obrona – a raczej jej brak. Karne jeżyki dla Markkanena i White’a.

Standardowo – straty, ale tej nocy nie wynikały one raczej z tempa gry.

Wolne – Byki rzucali z linii praktycznie tylko w pierwszej kwarcie, czy jest statystycznie możliwe, żeby nie byli faulowani przy rzucie przez kolejne trzy. Myślę, że to ewenement na warunki NBA. Czyżby sędziowie mieli jakiś zakład.  

Patrick Williams – znowu za szybko złapał faule i potem nie dawał nic na parkiecie. Dwukrotnie spudłował z czystych pozycji zza łuku. Skończył z linijką 2 punkty, 1 asysty, 1 przechwyt, 2 straty i -20. 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież