Zaloguj

Zaloguj

 BullsHornets

Po trzech dniach przerwy Byki przyjechały do Północnej Karoliny na mecz z Charlotte Hornets. Ujrzeliśmy zupełnie nową – piątą w 15 meczu sezonu pierwszą piątkę z Danielem Gaffordem na pozycji centra w miejsce kontuzjowanego Wendella Cartera Jr., który zmaga się z urazem mięśnia czworogłowego uda. Z kolei Hornets po raz 13 na 15 spotkań wystąpili w tym samym ustawieniu. Na ławce rezerwowych usiadł Cody Zeller, który powrócił po kontuzji złamania kości dłoni.

Bulls dobrze weszli w to spotkanie. Pierwsze punkty dla zespołu zdobył nie kto inny jak Daniel Gafford, dla którego był to 8 występ w starting five w karierze. W porównaniu do Biyombo wyglądał zdecydowanie lepiej, szybko wymusił przewinienie centra gospodarzy, a chwilę później jego błąd 3 sekund w pomalowanym.

Od początku dobrze wyglądała współpraca i gra Coby’ego White’a. Podaniami lobem już w Q1 zdołał obsłużyć zarówno LaVine’a jak i Williamsa. Nasz drugoroczniak napędzał kontrataki i w 7 minut gry miał już na swoim koncie 5 asyst!

Warto zaznaczyć, że po pierwszej połowie prowadziliśmy w punktach z szybkiego ataku 14 do 4. Do tego Bulls rozdali 15 asyst na 26 trafień w tym 9 na 12 trafień w Q1. Cieszył oczy szybki i mądry ruch piłką w ataku – tylko 3 straty w pierwszej kwarcie, choć do przerwy stracili 10 piłek do 14 gospodarzy. Byki rozciągały grę, szukając wolnych pozycji a wśród graczy, którzy zapisali co najmniej 3 asysty po pierwszej połowie byli także LaVine, Young i Satoransky.

Naprawdę dobrze po obydwu stronach parkietu wyglądał dziś Lauri Markkanen. Fin pokazał, że potrafi grać w obronie. W ataku do przerwy miał już 13 punktów, które trafił głównie znajdując się w pomalowanym. Przez moment poradził sobie również, gdy został ustawiony jako center.

Solidnie pracowała również ławka rezerwowych. Ustawienie z weteranami: Satoransky, Young, Porter Jr. i Temple na parkiecie przyniosło spore wsparcie dla drużyny. Szczególnie ten ostatni świetnie zaczął Q2 od przechwytu i szybko zdobytych 4 punktach. Temple jeszcze bardziej utwierdził, że warto było go sprowadzić do Windy City.

Byliśmy dzisiaj przeważającą drużyną w strefie pomalowanej. W samej pierwszej połowie prowadziliśmy w punktach z pola 3 sekund: 38-16, trafiając 19 z 24 rzutów. Jednocześnie nie pozwalaliśmy w pierwszej połowie łatwo zbliżać się w pomalowane gospodarzom, dzięki dobrej obronie wymusiliśmy 14 strat, przechwyciliśmy 7 piłek. Udało się także do przerwy zebrać 7 piłek na atakowanej tablicy, co przełożyło się na 11 punktów drugiej szansy. 61-53 dla Bulls do przerwy

W drużynie Hornets główne skrzypce w pierwszej połowie grał Devonte Graham – zdobywca pierwszych 8 z 12 punktów dla Szerszeni. To on nękał nas na dystansie (4-8 za trzy), osiągając po 24 minutach 22 punkty z 53 oczek całego zespołu.

Po zmianie stron uaktywnił się bardziej Gordon Hayward, który w samym Q3 zdobył 17 oczek z 30 swojej drużyny. Aż 20 punktów Hornets zdobyli w strefie podkoszowej, dostając się coraz śmielej w pomalowane. Tymczasem Bulls po raz pierwszy dzięki konsekwentnej grze wyszli na dwucyfrowe prowadzenie w meczu. Szerszeniom udało się zmniejszyć straty maksymalnie do 5 punktów. Dzięki trafieniom White’a (9 punktów w Q3) i trójkom Temple’a Bulls nadal utrzymywali swoją przewagę.

W drugiej połowie Bulls jeszcze lepiej przykryli rywala na dystansie. Efektem była fatalna skuteczność za trzy i tylko 1 trafienie na 16 prób !

Trener Donovan oszczędzał dzisiaj Patricka Williamsa, który wrócił po urazie. Łącznie zagrał dziś tylko 16 minut, w 3 kwarcie spędził na parkiecie niecałe 180 sekund.

W ostatniej kwarcie Byki osiągnęły maksymalną 15-punktową przewagę w tym meczu. Zespół dobrze zbierał w ataku, ponawiając akcje. Coach Donovan rotował minutami, dając więcej czasu dla duetu LaVine&White i sporo minut rezerwowym. To właśnie Zach był jeszcze bardziej aktywny w Q4 – 9 pkt 2 ast. Zaliczył 6 mecz z rzędu z co najmniej 6 asystami. Stacey King w komentarzu podkreślał coraz częściej świetny ball movement. Tylko 1 strata w Q4.

Gdy wydawało się, że Hornets nawiążą jeszcze walkę i doprowadzą do zaciętej końcówki z dystansu przewagę powiększyli Markkanen i LaVine.

Tym samym Chicago Bulls wygrało 3 mecz z rzędu. Ostatnio taka seria zdarzyła się w lutym 2019 roku !

PLUSY:

- Coby White – ostatnio zdarzało mu się sporo łatwych strat, dziś popełnił tylko dwie, ale za to rozdał aż 8 asyst, dwukrotnie przechwycił piłkę, trafił 3-8 z dystansu. 5 asyst w 7 minut gry !

- Zach LaVine – kiedy odchodzi od forsowania rzutów i zdobywania punktów na rzecz drużyny i gry całego zespołu wtedy również wygląda świetnie, dziś rozdał 9 asyst. Kiedy trzeba było trafiał, dzielił się piłką, szukał podaniami kolegów, rozciągał grę. Agresywne wjazdy pod kosz, wymuszanie fauli, dobra obrona to imponujące jak Zach z meczu na mecz potrafi się przekształcić w zupełnie inną rolę -  dziś 25 punktów, 6 zbiórek, 9 asyst.

- Lauri Markkanen – pokładamy spore nadzieje w Laurim i tym sezonie. Fin rzucił dziś 23 punkty 10-17, 3-8 z dystansu, ale zebrał tylko 2 razy piłkę. To jednak nie umniejsza jego dzisiejszym zasługom, w ataku wyglądał naprawdę świeżo, starając się również po bronionej stronie parkietu. To 4 z 8 spotkań Fina w tym sezonie z co najmniej 20 punktami na koncie.

- ławka rezerwowych – wygrana 46 do 20 ! 15 punktów Temple, 13 punktów Portera Jr. Nasza ławka dała dziś solidne wsparcie. Bardzo widoczny szczególnie Temple – 5 zbiórek, 3 przechwyty, ale też 5 strat. Sporo wniósł po obydwu stronach boiska.

- 123 punkty – Bulls znów dziś rzucili sporo punktów. To 7 mecz z rzędu z co najmniej 115 punktami na koncie. Tym samym wyrównaliśmy rekord organizacji.

- asysty – to 4 mecz sezonu z co najmniej 30 asystami lub więcej, sporo dzielimy się piłką, dzisiaj nie było wybitnego jednego lidera, ale świetna gra zespołowa.

- wygrana w pomalowanym i punkty drugiej szansy – ostatecznie wygraliśmy w pomalowanym 64-52 i w punktach z ponowienia 18-6. Dobra gra na atakowanej desce się opłaciła.

MINUSY:

- druga połowa – może nie jakiś wielki minus, ale Bulls stracili w drugiej połowie aż 36 z 52 punktów w całym meczu ze strefy pomalowanej, pozwalając Hornets podejść pod kosz i zbliżyć się w wyniku.

- mniejsze minuty Patricka Williamsa – nasz debiutant zagrał tylko 16 minut, 4 punkty 6 zbiórek, ciężko było mu się wstrzelić w ten mecz, nie znamy przyczyny, czemu zagrał tak mało, ale z pewnością coach Donovan chciał go oszczędzić po meczu nieobecności spowodowanym urazem biodra.

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież