Zaloguj

Zaloguj

Bobby Portis 5

Ekipa Byków bardzo dobrze zniosła podróż z mroźnego Chicago ( temperatura odczuwalna tej nocy to nawet -50stopni! ) do słonecznej Florydy. Prowadzeni przez duet Portis/Selden podopieczni Boylena byli po prostu dużo lepsi od grających dziś na fatalnej skuteczności gospodarzy. Miami Heat bez większej presji obrony Byków skończyli spotkanie na 38% z gry i 25% z obwodu.

Mecz rozpoczął się od mocnego uderzenie gości, najpierw zespołowo grające Byki objęło prowadzenie po punktach kolejno Lauriego, Krisa i Lopeza, w drugiej części pierwszej kwarty 10 punktową przewagę zbudował Portis przy drobnej pomocy Arcidiacono i Harrisona.

Drugie 12 minut to lekka dominacja Miami i powolne, bardzo żmudne odrabianie strat, mimo bardzo kiepskiej formy rzutowej Lauriego ( jemu akurat mrozy służą ) Chicago nie pozwoliło jednak oddać prowadzenia.

W drugiej połowie gracze Erica Spoelstry zaczęli grać bardzo szybko i agresywnie w efekcie czego udało im się wyjść nawet na 3 punktowe prowadzenie. Byki odpowiedziały paroma celnymi trójkami, a wspomniani wcześniej Selden i Portis w praktycznie każdym kolejnym posiadaniu mieli udział przy punktach zespołu.

Gracze Heat długimi fragmentami wyglądali na po pierwsze zagubionych, po drugie przemęczonych. O ile to pierwsze można wyjaśnić nieobecnoscią Dragica i Wade’a, o tyle drugie jest dość dziwne i abstrakcyjne. Pamiętacie z 3-4 sezony temu hype i chęć podpisania przez Chicago Tylera Johnsona z Miami? Jeśli nie pamiętacie to dobrze, gość zarobi w tym roku 19mln$ a jest tragicznie-fatalny, serio wole już Parkera.

Koniec końców Chicago dość pewnie dowiozło wygraną nad bezradnymi gospodarzami, bilans 12-40 to dalej 4 od końca rekord w NBA, więc nie panikujmy tylko, że Bulls nie potrafią tankować, zostało 30 spotkań i nikt z chętnych na usługi Ziona nie przegra 100% spotkań.

Plusy:

Bobby Portis – 26 punktów, (15 w 4 kwarcie), 10/17 z gry, w końcu dostaliśmy dziś takiego Bobby’ego jakiego zapamiętaliśmy z poprzednich rozgrywek

Wayne Selden – 20 punktów, 4/6 z obwodu, 8 asyst! Kolejna perełka wyłowiona przez Byki. Potrafi bronić, jest atletyczny, coraz pewniej rzuca. Znając życie skończy jako Dinwiddie i Moore i nie zobaczymy go w przyszłym roku w Chicago.

Lauri Markkanen – 14 punktów, 13 zbiórek i trzeci kolejny mecz z double-double. Nawet jak fatalnie rzuca jest na parkiecie coraz bardziej produktywny, niech Nam się rozwija!

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież