Zaloguj

Zaloguj

zach lavine

Każda seria ma swój koniec, seria 10 kolejnych porażek Chicago została zakończona na parkiecie bezdyskusyjnie najgorszej ekipy w NBA na ten moment.

Od samego początku spotkania Chicago wyglądało na team zdecydowanie „bardziej” poukładany. Mimo paru pudeł w pierwszych minutach meczu, dość łatwo punktowali Zach, Lauri i Robin a kolejne asysty rozdawał Kris Dunn. Byki dość szybko zyskały dwucyfrową przewagę, a po wejściu na parkiet Bobby’ego Portisa różnica pomiędzy drużynami wynosiła niemal 20 punktów w 10 minucie gry. Ostatecznie pierwsza kwartę goście z Chicago wygrali 31-18 i pozwoliło to ekipie Jima Boylena kontrolować wynik i przebieg meczu do samego końca.

Tankowanie, tankowaniem, ale umówmy się że każda osoba oglądająca wczorajsze „widowisko” byłaby ostro poddenerwowana jeśli Byki zaliczyły porażkę z drużyną, która jest „gwiazdozbiorem” niechcianych odpadów z innych ekip. Ktoś w trakcie czatu meczowego słusznie zauważył, że porównując potencjał i miejsce w jakim znajdują się oba przebudowywane zespoły, Byki są w naprawdę komfortowej sytuacji.

Odzwyczailiśmy się od momentu kiedy Byczki dominowały przebieg meczu, kiedy dominowały w statystykach i cyfrach. Bulls wygrali walkę na desce 50 do 34, znacznie częściej dostarczali kluczowe podania, 24 do 16 w asystach, oraz przede wszystkim skończyli mecz z 50% skutecznością na obwodzie.

Plusy:

Zach LaVine – na tle graczy Cleveland ponownie momentami wyglądał jak gracz formatu All-Star. 25 punktów, 9/15 z gry, 2 przechwyty

Lauri Markkanen – przetoczył się przez ten mecz. 5/11 z gry, 3/5 z obwodu, mechanika rzutu to poezja

Bobby Portis – wszedł na parkiet w połowie 1 kwarty i rzucił 13 z 16 punktów Bulls. Im dalej w mecz tym bardziej niewidoczny. Jest jeszcze parę spotkań żeby pomyśleć czy warto dać mu wieloletnią umowę

Minusy:

Kris Dunn – tak rozdał 9 asyst, z czego 6 w pierwsze 8 minut. Ostatnio razem z Bartkiem prowadziliśmy dyskusje czy Kris to Nasz PG na lata. Mam z każdym meczem coraz większe wątpliwości. Przestaje go cechować dynamika, przestaje go charakteryzować ciąg na kosz z czego dał nam się bardzo polubić w zeszłym roku. Fajnie, że lubi klepać piłkę, fajnie że pracuje nad rzutem bo jego floatery z 3-4 metra są naprawdę przyjemne dla oka. Ale osobiście nie widzę Krisa Dunna jako playmakera drużyny która w przyszłości (1-2 lata) bije się o playoffy? Bo przecież taki cel musi przyświecać tej organizacji.

 

Dla wszystkich narzekających, że tak się nie tankuje przypomnijmy tylko, że przegrywając WSZYSTKIE mecze można sobie bardziej zaszkodzić niż pomóc, a kolejne spotkania Byków to kolejno Atlanta, LA Clippers, ponownie Cavaliers, Nets i Heat. kolejne 0-6 lub 1-5 wpadnie nie popadajmy w rozpacz po 1 zwycięstwie.

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież