Zaloguj

Zaloguj

CHI vs LAL

Do starcia w Mieście Aniołów ruszyliśmy standardową piątką, która nie wyglądała źle przy braku w składzie przeciwników Lebrona i Rondo.

Punktować zaczął Lavine po zbiórce w ataku. W tych pierwszych minutach całkiem nieźle wyglądaliśmy w obronie. Agresywne krycie poskutkowało przechwytem. Dobrze pokazał sie Wendell Carter Jr. po którego 4 punktach LAL postanowili trochę podyskutować. Po kilku niecelnych rzutach, oraz nie wiadomo czemu niezaliczonych punktach, LAL zaczęli nam uciekać, jednak kilka szybkich punktów Hutchisona pozwoliło utrzymać się blisko przeciwnika. Końcówka pierwszej kwarty to bieganina od kosza do kosza, w której to żaden z zespołów nie zdołał za mocno odskoczyć. Po tej części meczu przegrywaliśmy 18 do 19.

Punkty Portisa otworzyły drugą odsłonę meczu. Dobrze do gry wszedł Parker. Piękny wsad a potem pierwsza trójka (tak, zagraliśmy kwartę bez celnej trójki) meczu dały bykom prowadzenie 25 do 24. Festiwal strat ze strony Lakers ułatwiał nam grę. Mecz toczył się akcja za akcję i żadna z drużyn nie potrafiła odskoczyć. Niska skuteczność i sporo strat sprawiały, że nie oglądało się tego widowiska z wypiekami na twarzy. Akcja za akcję, nikt nie jest w stanie odskoczyć na więcej niż 4 punkty. Na dwie minuty przed końcem kwarty trójkę wrzucił Lauri, który za mocno nie zaznaczył swojej obecności na boisku. Na przerwę schodziliśmy przegrywając 44 do 43 a ja za wyczyn uważam fakt, ze udało mi się nie zasnąć. Mecz przypominał raczej ten z przed sezonu. W pierwszej połowie trafiliśmy dwie trójki na 14 oddanych prób co w obecnej lidze wygląda śmiesznie. Szczęśliwie LAL się dziś do nas dostosowali i trafili tyle samo trójek jednak potrzebowali do tego o jeden rzut więcej.

Drugą połowę otworzyła celna trójka Markannena. Kolejne punkty zdobył Zach. Gra jednak toczyła się podobnie jak w pierwszej połowie. I muszę tu powiedzieć, że obraz gry, jaki prezentowali gracze Byków nie napawał optymizmem. Nijaki Lauri, Zach, który już nie błyszczy jak we wcześniejszej fazie sezonu, do tego bez błysku grający Dunn. Nie tak miała wyglądać nasza młodzież. Kolejne minuty to kolejne straty i powolne ciapanie punktów. Po dwóch trójkach Balla z rzędu tablica wyników pokazywała  56 do 48 dla LAL. Kilka punktów Lauriego, dodał coś Zach i Hutch i wynik cały czas pozostawał na styku. A ja zaczynałem powoli zasypiać pytając sam siebie po co ja to oglądam. Proszę, Choć trochę emocji! Przy wyniku 76 do 68 dobrnęliśmy do końca trzeciej kwarty.

W czwartej kwarcie gra toczyła się niemal identycznie jak w poprzednich odsłonach z tym, że gospodarze uciekali nam coraz bardziej. Na 7 minut przed końcem przegrywaliśmy już 11 punktami. O grze Byków niewiele dało się powiedzieć. Kolejne straty i niecelne rzuty i już 15 punktów w plecy. W końcówce nasze rezerwy bardzo dobrze udawały, że jednak walczymy o zwycięstwo co przy starterach siedzących na ławie było nawet zabawne. Pięć minut później myślałem tylko - niech to się już skończy! A panowie komentujący mecz mieli niezłą zabawę widząc jak Byki faulują do samego końca próbując niby to wygrać ten mecz.

Spokojna, nieemocjonująca przegrana pokazuje na jakim etapie przebudowy jesteśmy. Tank odpalony. Rozumiem ideę, żałuję jednak, że talent naszej młodzieży nie ma szansy by wykuwać się w ogniu walki. Po tym meczu można powiedzieć tylko, że nie jesteśmy już fajni do oglądania. Na naszą grę ciężko patrzeć. Mam jednak nadzieję, że nasz trener to nie kolejny wariat i wie co robi a ten stracony sezon przyniesie nam naprawdę wymierne korzyści. Oglądajmy jednak Byki dalej, bo cóż nam pozostaje.

Plusy:

 - Jabari Parker (bo coś tu jednak wypada napisać)

- Przegrana (w obecnej sytuacji wydaje się to bardzo rozsądne)

- Śmieszna aczkolwiek mocno irytująca końcówka

Minusy

- nie widać Lauriego

- Zach już nie błyszczy

- Bardzo słabo za 3

- Kompletny brak zaangażowania

- straty

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież