Zaloguj Zarejestruj

bobby portis 1538368706

Ostatnia relacja wjechała na stronę dość dawno temu, zmobilizowałem się na mecz z GSW i...i co tu opisywać. Byki dostały kolejny raz mocną lekcję od Mistrzów. Lepsi w każdym aspekcie koszykówki, szybsi, mądrzejsi, skuteczniejsi, różnica kilku klas - takie mamy na dziś realia.

Zaczęło się od 3 szybkich trójek Klaya Thompsona ( w całym meczu trafił 7 z 11 rzutów zza łuku ). Warriors prowadzeni przez Curry'ego i Duranta grali szybki, skuteczny basket, w pierwszej kwarcie praktycznie każda akcja gospodarzy kończyła sie rzutem z czystej pozycji. Jedynym po stronie Chicago, który podjął rękawicę był Zach LaVine, kroku starał mu się dotrzymywać Bobby Portis, który z ławki dał sporo punktów, energii i trash talkingu :) Pierwsze 12 minut przegrane 17-43 to najwyższej przegrana kwarta w historii organizacji.

W drugiej kwarcie Warriors zwolnili tempo, Chicago głównie za sprawą Zacha starało się nie tyle gonić wynik, co nie dać odskoczyć Warriors na więcej niż 25 punktów. Sam LaVine zdobył w tej ćwiartce 19 ze swoich 29 punktów.

Można mówić o progresie, w Listopadzie Byki straicły z GSW do przerwy 92 punkty, dziś "jedynie" 76.

Po przerwie obraz gry nie zmienił się, Curry, Durant i Thompson raz po raz karcili Chicago łatwymi punktami, w odpowiedzi Zach, Kris czy Lauri starali się grać izolacje, izolacje, do znudzenia izolacje w post. 

Tutaj mój wielki zarzut do Boylena w 2 tematach

- jak można na szybko grający team, aktualnych Mistrzów NBA wystawić na parkiecie jednocześnie Portisa/Markkanena i Cartera Jr. Efektem tego eksperymentu był w pewnym momencie run 15-2 i różnica między zespołami przekroczyła chwilowo 40 punktów

- nie możesz z Golden State przegrywając 20-30 czy 40 punktami grać izolacji i w każdej akcji korzystać z pełnych 24 sekund...to antybasket

W czwartej kwarcie udało się delikatnie odrobić parę punktów straty za sprawą rezerwowego duetu obwodowych. Blakeney i Arcidiacono zdobyli w sumie 22 punkty, co pozwoliło wygrać czwartą kwartę i uniknąć totalnego blamażu.

Plusy:

Bobby Portis - w moich oczach to jedyny gracz tego zespołu, który bez kompleksów wychodzi co wieczór i niezależnie kto gra po drugiej stronie, Bobby po prostu robi swoja robotę. 

Robin Lopez - w czasie 13 minut gry, Byki były z nim +10 a w dodatku Lopez kolejną celną trójką może sobie budować wartość przed trade deadline

Minusy:

Team - gramy młodą rotacją, ale momentami na tle kompletnej drużyny z Golden State wyglądamy kolejny raz jak juniorzy z liceum...Tej drużynie potrzeba gwiazdy, lidera, ALL STARA!

Obrona - czy można jakkolwiek komentować defensywę Byków, kiedy Klay Thompson rzuca 3 trójki w pierwsze 90 sekund meczu, a w totalu Byki tracą kolejny raz niemal 150 punktów...złe decyzje, złe przejęcie, zły powrót. Wszystko do poprawy

Kolejne spotkanie w nocy z soboty na niedzielę z Portland Trail Blazers.

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież