Zaloguj

Zaloguj

bulls bucks

Od czasu do czasu Chicago zdarza się rozegrać całkiem wyrównany mecz, nawet przeciwko solidnym drużyną. Za taki pojedynek uznaję to starcie z Bucks, gdzie do końca Bulls mieli szansę, by wyjść na tarczy. Kilka kontrowersyjnych decyzji i rzut Middletona pogrzebały te nadzieje.

 Celną trójką ze swoją dawną halą przywitał się Jabari Parker, jego wyczyn powtórzył LaVine i po 90 sekundach przyjezdni z Wind City prowadzili 8-2. Niemal perfekcyjna egzekucja sprawiła, że trener Budenholzer musiał już w trzeciej minucie spotkania brać pierwszy timeout. W 5 minucie – kolejna trójka doskonale znającego te kosze Parkera – dała Bulls prowadzenie 20-9. Genialny przechwyt i fatalny layup w jednej akcji zaliczył Ryan Arcidiacomo, chwilę później trafił za trzy. Niemniej jednak PG Byków walczył ambitnie i naprawdę ciężko nie docenić jego progresu i woli walki. Po mega efektywnej ofensywnie kwarcie Bulls prowadzili 40-30. Goście trafili 67% rzutów (12/18 FG) w tej części i 5/8 zza łuku. Z tego 10 punktów dostarczył Parker.

Chicago nie kontynuowała dobrej skuteczności w drugiej kwarcie i szybko pozwolili Milwaukee na zmniejszenie dystansu. Spodziewanie Bulls nie za bardzo byli w stanie uniemożliwić punktowanie Antkowi. To za sprawą jego wjazdów i trójkom Brongdona już w 5 minucie gospodarze doprowadzili do remisu. Hoiberg kombinował z ustawieniem smallball, gdzie jednocześnie na parkiecie byli Arcidiacono, Payne i LaVine, a uzupełniali ich Holiday i Carter. Nie wiem jak to ustawienie oceniać, ale gracze w czarnych strojach zdobyli zaledwie 15 punktów w 9 minut drugiej kwarty. W połowie meczu było 63-63 dla Milwaukee.

 Arcidiacomo zabierający piłkę wprost z rąk Antka i trafiający 2 razy z rzędu z rogu – takie rzeczy działy się w trzeciej kwarcie tego spotkania. Bucks miewało problemy w ataku, dzięki całkiem solidnej obronie gości. Jednak 5/5 za trzy Brogdona pozwalało im te niemoce przełamywać. Zaowocowało to wynikie 92-89 dla gospodarzy po trzech rozegranych ćwiartkach.

Bliski wynik sprawiał, że akurat w tym meczu fakt wystąpienia czwartej kwarty miał sens. Bucks nieznacznie uciekli na początku tej odsłony, ale Byki prowadzone przez skutecznego Parkera nie pozwalały im na to. Wybitnie burzyli widowisko błędnymi decyzjami sędziowie i niestety dawało się odczuć, kogo wspierają. W połowie kwarty był remis po 100 i chociaż wówczas miejscowi prowadzeni przez Giannisa ‘Traveling’ Antetokounmpo Chicago odrobili straty na i na 120 sekund do końca był remis po 109. Pod koszem potrzebę istnienia centrów we współczesnej lidze udowadniał RoLo, a i ulubieniec publiki, włoski ogier Arcidiacomo poczęstował rywali trójką.

Middleton i jego rzut w ostatnich sekundach, po tym, jak odpuszczony przez sędziów został błąd kroków Brooka Lopeza, dał MIL zwycięstwo 116-113. Holiday miał swoją szansę z czystej pozycji za trzy, ale nie trafił.

 

Plus:

- Od początku nie rozumiem trochę tej nagonki na Jabariego Parkera. Ja jestem fanem jego wspaniałych możliwości ofensywnych i w tym spotkaniu kilka razy postarał się też defensywnie. 24 punkty, 8 zbiórek, 5 asyst.

- Ryan Arcidiacomo - zdobywa moje serce. Cofam słowa, że nie nadaje się do NBA. Taki trochę gość w stylu Dellavedovy. Stara się po obu stronach parkietu. Grozi rzutem za trzy i jak trafia, jest niezwykle przydatny. Obok 22 punktów i 5/9 za trzy, miał dodany współczynnik (+3).

- Całkiem efektywny Robin Lopez - 17 punktów i 5 zbiórek. Nie było zbyt dużo pojedynków braci w tym meczu, ale Robin całkiem nieźle wykorzystywał, gdy miał przeciwko sobie niższego rywala.

Minusy:

- Wendell Carter Jr - trochę przerasta go jeszcze gra w lidze z taką odpowiedzialnością, jaką dostaje i czasami się gubi. Nie ma szczęścia do sędziów, bo łapie faule, za naprawdę lekkie przewinienia.

- Justin Holiday - nadaje się jako role player, ale niestety (w obliczu plagi kontuzji) wybiega przeciwko pierwszym piątkom rywali i tej nocy akurat nie dał rady.

- Za mało minut Hutchisona.

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież