Zaloguj

Zaloguj

bulls bucks

To był mecz dwóch połów i ten kto tego nie widział, na pierwszy rzut oka patrząc na wynik mógłby powiedzieć, że było to spotkanie jednostronne. Jednakże nie do końca, bo Byki po raz kolejny w tym sezonie przegrali tak naprawdę wygrany mecz. Można by się zapytać: Ile jeszcze razy?

Pierwsza połowa należała zdecydowanie do nas i właśnie takich Bulls chciałbym jak najczęściej oglądać. Nie było widać, że gramy z drużyną, która rzuca najwięcej punktów w lidze i trafia 15 trójek na mecz, w czym jest lepsza od Warriors. To co sprawia, że grają tak świetnie to ich stały lineup. 15 mecz niezmiennie coach Budenholzer wystawia tę samą piątkę.

Od pierwszych minut aktywny w ataku był Jabari Parker, który w środę w Q1 meczu z Celtics trafił 14 oczek. Tym razem również szukał pozycji do podań od kolegów lub kreował akcję samodzielnie. Efektem było 15 punktów 6-9 i trafione 3 trójki w 10.5 minuty jakie spędził na parkiecie w kwarcie otwarcia. To dzięki niemu nasza przewaga zaczęła rosnąć. Run 14-3 w ciągu kilku minut pozwolił nam odjechać na 10 punktów.

Gra na dystansie była prawie idealna. Do trafiającego Parkera szybko dołączył Holiday, trafiając 3-3 w pierwszej kwarcie. Ogólnie trafiliśmy tutaj 7 z 11 trójek(63.6%). Z gry mieliśmy ponad 61% skuteczności (16-26).

Co warto zauważyć to dobrze funkcjonująca obrona w pierwszych dwóch kwartach. Od początku miesiąca nasz defensywny rating(103.7 pkt na 100 posiadań) jest trzecim najlepszych w lidze. Po pierwszej trójce Antka chwilami nasi obrońcy naprawdę dawali radę wychodząc wyżej do rzucających graczy ekipy Kozłów. Na dystansie w Q1 graliśmy z różnym skutkiem (5-9 3-pt Bucks). Gospodarzom udało się nas chwilami wepchnąć w pomalowane, a błędy podwajania skutkowały oddaniem piłki na czystą pozycję gdzie często były formalnością i trafieniem.

Gra Bucks w pierwszych minutach szybko zaczęła być nieco nerwowa. W rezultacie w ciągu 12 minut popełnili oni aż 7 strat, podczas gdy Byki zaledwie jedną. Tempo gry nabierało rumieńców i dobrze było oglądać dzielących się piłką naszych zawodników. Do gry coraz częściej podłączał się Zach Lavine, autor 7 oczek w pierwszej kwarcie. Dodatkowo 10 asyst przy 16 rzutach Byków to całkiem dobry wskaźnik. To była jedna z lepszych pierwszych kwart w tym sezonie – 40 punktów w tym 15 zdobyte po stratach gospodarzy. Gdybyśmy tak grali częściej…

W drugiej kwarcie nadal utrzymywaliśmy szybkie tempo gry w ataku. Straciliśmy nieco na skuteczności, ale poprawiliśmy się jeszcze bardziej w defensywie. Udało się zatrzymać Bucks na 35% z gry a na dystansie trafili tylko 1 z 8 prób. Robiliśmy dobrą robotę w obronie, nawet na plus można uznać tutaj grę Robina Lopeza i jego blok na Makerze. Nieskuteczny był niestety LaVine, ale za to jego koledzy trafiali jak trzeba. On był bardziej użyteczny w kreowaniu gry.

To była kwarta, w której udało nam się utrzymać przewagę, a nawet ją powiększyć. Z dumą patrzyło się na młode Byki, którym Bucks trafili trójkę dopiero na 2.5 minuty do końca pierwszej połowy. A przecież wiodą w tym prym ! W końcówce drugiej kwarty, przy chwilowym przestoju punktowym jeszcze raz zabłysnął nam Justin Holiday. Nasz skrzydłowy był dziś gorący w 1 połowie. Przed przerwą w odstępie 15 sekund trafił dwukrotnie z dystansu, łącznie rzucał bezbłędnie – 6/6 zza łuku. Rezerwowi byli z niego dumni:

To dzięki tym trójkom udało nam się odskoczyć w końcówce Q2 aż na 22 punkty przewagi. Do przerwy prowadziliśmy 63-45(35 punktów duetu Holiday-Parker, 9 z 11 trójek drużyny) i mieliśmy ogromne nadzieje, że możemy w Fiserv Forum sprawić niemałą niespodziankę.

Na tym jednak skończyło się wszystko co pozytywne w tym meczu… Po przerwie nagle gra stanęła jakby Bykom ktoś odciął dopływ paliwa. Pozwoli wrócić do tego meczu ekipie Kozłów i uwierzyć, że mogą odwrócić jego losy. Zaczęliśmy popełniać błędy, wkradła się nerwowość, której nie powinno być mając dwucyfrową przewagę. Chociaż chwilami nasz ruch piłki nadal wyglądał jak z pierwszej połowy, to wykończenie akcji było dalekie od ideału. Kozły nas rozstrzelały zza łuku. 7-13 z dystansu w Q3, czym pokazały, że ta filozofia, w którą poszła ta ekipa jest skuteczna. Statystycznie trafiają o około 6 rzutów z linii 7,24m więcej niż w poprzednich rozgrywkach. Nie mieliśmy na to odpowiedzi. Jedyna trójka Zacha na 10 prób drużyny to tyle na co nas było stać w trzeciej kwarcie. Do tego tylko 6 celnych akcji  i 26% skuteczności z gry.

Na 4 minuty przed końcem Q3 Bucks w końcu nas dogonili i wyrównali stan meczu… Odtąd przejęli nad nim kontrolę w zupełności. Middleton i Antek zdominowali nas w pomalowanym, czuli się pewnie wjeżdżając pod kosz coraz bardziej rozbitej obrony. 46 punktów jakie straciliśmy w tej odsłonie powinno jak najszybciej być zapomniane przez naszych chłopaków, by więcej się to nie powtórzyło.

Na ostatnią odsłonę coach Hoiberg rzucił już przysłowiowy ręcznik. Carter i LaVine rozegrali niewielkie minuty. Głównie punktował drugi garnitur a pierwszy skład zdobył tylko 2 z 24 oczek. Drużyna Kozłów szybko rozbiła nasze marzenia o jakimkolwiek odrabianiu strat kolejnymi trójkami. Szybko zrobiło się +18 dla Bucks i do końca meczu gospodarze trzymali już nas na dwucyfrowym dystansie. Na plus w tej kwarcie i drugiej połowie zasługuje tak naprawdę tylko Antonio Blakeney (13 pkt, łącznie 18 pkt 8-14 2-4 3pt), który jako jedyny po przerwie osiągnął dwucyfrowy wynik. 78-41 to wynik drugiej połowy; 34-18 porażka na deskach. Co można więcej powiedzieć? Szkoda, że mecz nie zakończył się po dwóch kwartach…

Plusy:

Można je podzielić tak jak ten mecz na pierwszą i drugą połowę.

 - dobra gra na dystansie w 1 połowie (11-17 zza łuku) i hot arc shooter w osobie Justina Holidaya 6-6, którego wspomógł Parker 3-4 za trzy

- aktywni Holiday i Parker, którzy w pierwszej odsłonie rzucili 35 punktów na 63 całego zespołu; po zmianie stron obaj mieli zaledwie 6 oczek…

- dzielenie się piłką, gra zespołowa – 17 asyst na 25 trafień

- obrona na dobrym poziomie ale tylko w pierwszej połowie( Bucks zatrzymani na 42.9% i 35.3% zza łuku, Byki wymusiły ich 11 strat i dzięki temu zdobyli 21 punktów do połowy meczu)

W drugiej połowie jedynym plusem gry Bulls były trafienia Blakeneya. Młody naprawdę imponuje i daje nam przebłyski radości. Po zmianie stron zdobył 13 z 18 punktów. Nawet jeśli nie było już nadziei na zmianę wyniku ciekawie oglądało się jego grę na piłce i trafienia z półdystansu.

Minusy:

 - cała druga połowa, na której lepiej spuśćmy zasłonę milczenia – 33.3% z gry, 12.5% z dystansu, wszyscy oprócz Felicio i Payne’a mieli ujemny wskaźnik +/-

- przegraliśmy na deskach aż 36-55, w tym w ataku 4-11

- kolejny słabszy mecz Lavine’a 15 pkt 5 zb 4 ast – nikt nie oczekiwał, że będzie co mecz zdobywał 25 i więcej punktów, ale dziś zabrakło jego trafień, szczególnie w drugiej połowie by utrzymać przewagę

- być może byliśmy zbyt pewni siebie po wygranej pierwszej połowie i przegraliśmy to spotkanie w głowach, ale widać było, że zabrakło nam odpowiedzi na przebudzenie Kozłów po wyjściu z szatni

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież