Zaloguj

Zaloguj

bulls mavs

Fred Hoiberg po raz kolejny nie pokazał, że jest jakiś sens jego obecności na boisku. Brak pomysłu na skuteczną grę w czwartej kwarcie uniemożliwił Bulls walkę do końca. Mimo niezłej postawy w defensywie ekipa z Chicago nie dała rady, po raz drugi w sezonie, drużynie prowadzonej przez pierwszoroczniaka z Europy. Bilans 4-10.

Kilkoma cegiełkami poczęstowali obręcz gracze Mavericks na początku spotkania i Bulls prowadzili 5-0 chwilę po jego rozpoczęciu. Niedługo później nie mniej widowiskowymi pudłami popisali się miejscowi. Szybkie wejście Hutchisona i small ball z Parkerem na środku dał Bykom fajnej energii i udało się im zbudować kilkupunktową przewagę. Szybko na parkiet wbiegł też RoLo, bo w zasadzie jest jednym graczem w Chicago, który może fizycznie rywalizować z DeAndre Jordanem. Mimo to, Mavs zaliczyli run 10-0 w trzy minuty. Dopiero odważny wjazd pod kosz Holidaya dał miejscowym przełamanie. Po 12 minutach to jednak goście prowadzili 25-20.

Kolejna kwarta zaczęła się dla gospodarzy jeszcze gorzej. Parker miał tej nocy problemy z trafianiem z wolnych pozycji (5 kolejnych 'pudeł' na początku drugiej odsłony), Blakeney zostawił rozsądek w szatni i po dwóch minutach goście prowadzili aż 13 punktami. Hoiberg, próbując reagować na słabszą grę ekipy, rotował wręcz kosmicznie składem. Zmieniał co kilka minut prawie całą piątkę. Znalazł w końcu optymalną, gdy zostawił na parkiecie Hutchisona i Lopeza.

Rezerwowi z wietrznego miasta zaliczyli run 8-0 i sprawili, że gra znów toczyła się do dwóch koszy. Wysiłek w obronie pozwolił gospodarzom na dogonienie wyniku, lecz zaprzepaszczone to zostało w ostatniej minucie i choć był juz wynik 50 do 48 dla Mavs. To ostatecznie do szatni goście schodzili z prowadzeniem 56-49.

W drugiej połowie uaktywnił się mocno Zach LaVine i swoje celne rzuty przypieczętował tak efektownie zakończoną kontrą:

Kilka alley opów do Jordana i rywale z Teksasu szybko odzyskali przewagę. W połowie kwarty było 9 oczek na korzyść Doncicia i spółki. Z każdą minutą gospodarze poprawiali jednak swoją ofensywę, mocno opartą na izolacjach pod liderów. W końcówce kwarty ciężar punktowania wziął na siebie Jabari Parker i znacznie przyłożył się do faktu, że przed decydującą odsłoną Byki przegrywały tylko 75-78. Sam PF Byków dołożył 7 punktów w samej trzeciej kwarcie.

Kwarta czwarta to po raz kolejny prosta taktyka w wykonaniu Byków: „Daj piłkę Zachowi i zobacz, co zrobi". Niestety tej nocy. lider Byków potrafił w banalny sposób gubić piłkę. Rzucił też airballa. Bulls przeplatali zaprzepaszczone wolne pozycje, świetnymi zagraniami – na mnie wrażenie zrobiła sytuacja, gdy Arcidiacono po prostu wziął sobie piłkę z rąk DeAndre Jordana, gdy center gości próbował złapać kolejną zbiórkę w ataku.

Dallas kontrolowali w dalszej części spotkania, by ich przewaga nie spadła poniżej 5 oczek. Wybitnie pomagał im w tym numer 8 z Chicago. Gospodarze w zasadzie nie wymyślili nic mądrego w końcówce i niespecjalnie przeszkodzili przeciwnikom w osiągnięciu wygranej.

Byki po raz 3 w 4 ostatnich latach przegrywają oba spotkania przeciwko Mavs.

 Plusy:
- Hutchison nie jest jeszcze demonem ofensywy, ale uwielbiam sposób, w jaki zbiera piłki, łapie je tak mocno jakby liczył, że wyciśnie z nich powietrze.
- Niezłe wolne – 20/22 całej ekipy z linii.
- Lepsze niż zwykle zastawienie własnej deski i mimo obecność Jordana – tylko 7 zbiórek ofensywnych gości.


Minusy:
- Pudłujący na potęgę Jabari Parker – 6/17 FG. Miał okres w drugiej kwarcie, gdzie nie trafił 6 razy z rzędu.
- Carter Jr miał mieć w miarę szeroki zasięg rzutowy. DeAndre ostentacyjnie odpuszczał jego rzuty z dystansu i center Byków koszmarnie pudłował.
- Fatalnie pudłujący w czwartej kwarcie LaVine (spudłował chyba 5 razy z rzędu) i bezsensowna konsekwentna gra Bulls na niego. Miał ostatecznie 8/23 FG. Po co tam jest trener?

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież