Zaloguj Zarejestruj

chiind

Oglądając dzisiejszy mecz miałem wrażenie, że oglądam „Space Jam” w wydaniu Bulls, z których po świetnej pierwszej kwarcie kosmici wyssali energię i zdolności, które prezentowali i oddali je naszym przeciwnikom. Niestety w porównaniu do „Space Jam” Byki nie zaliczyli happy end’u.

Pierwsza kwarta to moim zdaniem styl, który Bulls powinni zachować i dążyć do ustabilizowania go. Grali spokojnie, nie szarpali gry, zaangażowanie w obronie, szybkie przejmowanie zasłon, podwajanie pod koszem, kiedy wolny zawodnik Pacers dostawał podanie od razu znajdował się przy nim, któryś z graczy Bulls z ręką w górze utrudniając rzut, na pochwałę też zasługuje aktywność na atakowanej desce, m.in. ta dobitka Cartera Jr po nietrafionym floaterze Parkera! No majstersztyk! Chicago objęło od początku kwarty prowadzenie i do jej zakończenia Pacers nie byli nawet blisko, żeby je odebrać. Świetny ball movement, szukanie kolegów z drużyny na lepszej pozycji do rzutu. Dobrą zmianę dał Felicio, robił wszystko co do niego należało, postawił zasłonę, zrollował potem pod kosz, zebrał piłkę, dobił nietrafiony rzut. W takim wydaniu właśnie go potrzebujemy, ale czy tylko mi się wydaje czy nasz Brazylijczyk stał się szybszy na nogach? W każdym razie wielkie brawa dla całego zespołu za tą kwartę!

Na drugą kwartę wyszliśmy z solidnym 15 punktowym prowadzeniem. Jednakże jak to się mówi, łatwo przyszło i łatwo poszło. Bulls stracili swoje prowadzenie i na przerwę schodzili z dwu punktową stratą (60-58 dla Pacers). Co można powiedzieć o tej kwarcie? Rozkojarzenie? Zbyt duża pewność siebie? Faktem jest, że w tej kwarcie nie widziałem żadnego pomysłu na grę ze strony Chicago. Przestali szukać kolegów na parkiecie, forsowali rzuty, tracili piłkę przez wejścia pod zatłoczony kosz. Całkowite przeciwieństwo pierwszej kwarty. Odpuściliśmy w obronie, poleciało kilka gwizdków dla Pacers, którzy bezlitośnie wykorzystywali okazję na łatwe punkty. Ciężko znaleźć pozytywne aspekty tej kwarty, Pacers przejechali się po nas tak jak my po nich w pierwszej kwarcie.

Trzecia kwarta smutna jak dzisiejsza pogoda w Tomaszowie Mazowieckim. Granie pod izolacje, nijakość, brak woli walki ze strony starterów. Czekam tylko aż wróci Dunn i zmieni Payne’a w pierwszej piątce Bulls, może wtedy zyskamy jakiegoś charakteru na boisku, bo mimo przebłysków Camerona (8 asyst) odniosłem wrażenie, że boi się być na boisku, boi się zaatakować kosz w tej odsłonie spotkania. Do tego nasz dotychczasowy lider Lavine forsował rzuty, szczególnie chciał odpalić trójkę z daleka przez ręce mimo dużej ilości czasu na rozegranie akcji. Jedynymi promyczkami słońca w trzeciej ćwiartce meczu był Antonio Blakeney i jego energia z ławki oraz Justin Holiday i jego gorąca ręka za 3 punkty, która trzymała Bulls jeszcze przy życiu.

Ostatnia kwarta to kwarta zrywów. Pierw do boju ruszyli gospodarze, którzy zaliczyli fenomenalny run 11-0, na który Pacers odpowiedzieli również run’em 11-0. Koniec kwarty to bycza niemoc strzelecka i świetna gra w obronie graczy Indiany. Na 30 sekund przed końcem spotkania przy wyniku 105-101 dla Pacers, Antonio Blakeney trafił rzut za 3 wymuszając faul przy rzucie na Collison’ie. Lód w żyłach, osobisty trafiony i mamy remis. Gracz Indiany nie pozostał jednak dłużny
i trafił jump shot’a z pół dystansu. Chicago miało prawie 18 sekund na rozegranie akcji, piłka powędrowała do Zacha, który miał dziś problem ze skutecznością. Lavine vs Olapido. Zach zmierza do linii końcowej boiska, Turner przejmuje go i utrudnia rzut Lavine’a, którego fadeaway trafia w obręcz. Carter Jr zbija piłkę na obwód do Holiday’a, który nie trafia rzutu za 3 punkty na 6 sekund do końca spotkania, piłkę zbiera Carter Jr, który podaje do Blakeney’a, ale jego rzut blokuje Turner, który zagrał świetny mecz. Wybija dzwonek kończący spotkanie, które przegrywamy 107-105, a 7 porażka Byków staje się faktem.

Plusy:

  • Antonio Blakeney – wychodząc z ławki zdobył 22 punkty (9/13 FG) z czego3/5 za 3 punkty
    i 3 zbiórki
  • Justin Holiday – 19 punktów na 50% skuteczności, z czego 5/11 za 3 punkty (45,5%)
  • 33 asysty
  • 1 kwarta spotkania

Minusy:

  • Kontuzje, przez które brakuje Dunn’a i Markkanen’a
  • Forsowanie gry przez Lavine’a
  • Rzucanie cegieł przez Payne’a
  • 14 strat, których mogłoby być mniej, gdyby Bulls nie szarpali gry
  • Rozleniwienie po objęciu wysokiego prowadzenia, którego nie umieliśmy utrzymać

Miłej niedzieli wszystkim! :)

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież