Zaloguj

Zaloguj

bulls mavs

Powrót Dunna to nadzieja na powrót jakiejkolwiek defensywy w szeregach Bulls, sam Kriss już w pierwszym posiadaniu zaliczył asystę, po pick and rollu z Carterem Jr. Początek meczu nie odbiegał od tego, do czego ekipa z Wind City nas powoli przyzwyczaja: dużo biegania i ignorowanie defensywy na obwodzie. LaVine znów był ofensywną bestią i trafił trzy naprawdę trudne rzuty (8 punktów – 3/3 FG).

 

W końcówce kwarty faul techniczny otrzymał RoLo, bo center Bulls nie wytrzymał psychicznie, kiedy sędziowie odgwizdali mu faul, bo ... próbował bronić.

Niepokojąca jest ta tendencja do ograniczania defensywy w najlepszej lidze świata. Byki przegrywały po pierwszych 12 minutach 28 do 31. Po 8 punktów dali drużynie Parker i LaVine.

 

Po tym, jak w 4 minuty pierwszej kwarty Jabari rzucił 8 punktów, to kontynuował swój popis od początku drugiej.

Dołączył się, po powrocie na parkiet, LaVine, który zaliczył nawet… uwaga…udane zagranie w obronie dwóch na jednego. W połowie drugiej kwarty SG/SF Byków miał już 18 punktów na koncie i żadnego spudłowanego rzutu – w tym 3/3 za trzy.

Opierając atak na parze Jabari-Zach (34 punkty duetu) i zaliczając pojedyncze udane akcje w obronie, gdy akurat Mavs nie próbowali rzucać za trzy (23 próby rzutowe zza łuku z 44 łącznie miejscowych), Bulls wyszli w końcówce kwarty na prowadzenie i utrzymali je do przerwy. Do szatni schodzili z prowadzenie m 61-59. W ekipie gospodarzy błyszczał nie kto inny, tylko Luka Doncic z 13 punktami i 4 asystami.

Dopiero w 19 minucie swojego przebywania na boisku LaVine spudłował pierwszy rzut (miał 7/8 FG). W drugiej połowie wszyscy kontynuowali swoje zachowanie z pierwszej: Mavs rzucali na potęgę zza łuku, Bulls biegali i szukali liderów w ofensywie, a sędziowie gwizdali taką aptekę, że aż się przykro robiło. Żadnej drużynie nie udało się odskoczyć na większą przewagę i oglądaliśmy jedynie kilkupunktowe runy.

Przed ostatnią minutą kwarty Bulls prowadzili jeszcze jednym punktem, by stracić całą przewagę w samej końcówce. A po żałosnym flopie Powella, ewidentnie nielubiany przez prowadzących spotkanie sędziów Lopez otrzymał piąty faul i Barea zdążył powiększyć przewagę Dallas do 88-84, rzutem z 9 metrów.

  

 

Decydująca kwarta źle zaczęła się dla Bulls, a nam na czacie czas umilało narzekanie na odgwizdywanie w obronie najlżejszych przewinień i niepokojący trend w jakim zmierza NBA. Byki były już -10 w tej części, a różnicę pod koszem robił Dwight Powell. W końcówce Mavs dalej rzucali za trzy i trafiali ponad 40%, sędziowie skutecznie zniechęcali nas od oglądania ciągłym gwizdaniem, a Bulls prześcigali się w tym, kto tym razem wyrzuci piłkę w trybuny. Na 90 sekund przed końcem za 6 fauli zszedł próbujący bronić Dunn. W pojedynku koszykarskim Bulls ulegli flopującym, bombardującym zza łuku Mavs. Gospodarze poza przebłyskami geniuszu Doncicia, 6 zbiórkami ofensywnymi DJ-a, pokazali jedynie właśnie seryjnie oddawane rzuty za trzy. Inna sprawa, że z czystych pozycji.

Plusy:

- Bestia ofensywna LaVine: 34 pukty (11/15 FG i 5/7 za trzy).

- Fajne wsparcie od Parkera: 20 oczek z ławki (8/14 FG).

- Powrót do gry Dunna: 9 punktów, 4 zbiórki, 7 asysy, ale i 6 fauli.

- Większe minuty Hutchisona (niż zwykle) i pierwszy kosz rookie w NBA.

- Z wendellem Carterem Jr. Bulls mieli +5 punktów względem przeciwnika.

Minusy:

- Każda próba obrony odgwizdywana jako faul - nie wiem czy to sędziowie, czy chore przepisy.

- Mavs nie robili wiele więcej niż rzuty za trzy.

- Faule odgwizdane na Lopezie i frustracja centra Bulls.

- Obrona LaVine – Holiday na dystansie to coś, czego nie powinniśmy próbować w meczach.

- Wciąż za mało Hutchisona.

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież