Zaloguj

Zaloguj

lavine shot

Pierwszy mecz sezonu za Nami, po „takim” meczu wypadałoby zacząć relację od słów; skandal, żenada, blowout, ale nie, nie tym razem. To po pierwsze inauguracja rozgrywek, po drugie Chicago grało bez dwóch starterów, którzy są podstawą tego projektu, po trzecie dlatego, że poza momentami fatalnymi, były szczególnie na początku i końcu spotkania rzeczy pozytywne.

Mecz zaczął się kanonadą i wymianą ciosów z obu stron. Wsród gospodarzy prym wiódł zmobilizowany Embiid, który co chwila szkolił debiutującego Wendella. Po stronie gości szaleli LaVine, Portis i w paru akcjach Holiday dla którego były to jednak dobre-złego początki.

Philly próbowała kilkukrotnie zbudować sobie przewagę, jednak ofensywa Chicago była przez pierwsze 12 minut naprawdę imponująca. Praktycznie każde posiadanie kończyło się maksymalnie w 10 sekundzie akcji, 3-4 podania i basket, prosta koszykówka. 41 punktów rzucone przez zespół Hoiberga w pierwszych 12 minutach to rekord w historii organizacji, za to wielkie brawo.

Od początku 2 kwarty widać było, że brakuje w zespole kreatora, zawodnika który poza kozłem napędzi atak, da impuls do przede wszystkim ataku pomalowanego, penetracji, rozciągnięcia gry. W momencie kiedy przestał siedzieć rzut, bardzo zabrakło zawodnika który spróbowałby minąć swojego gracza, stworzyć przewagę, odegrać piłkę w biegu. Statyczna gra + zła selekcja rzutowa, bardzo często po nieprzygotowanych pozycjach spowodowała, że 76ers bardzo szybko odskoczyli na kilkanaście punktów, dodać trzeba, że w 3 kwarcie po trójkach Reddicka i Shameta Philly zrobiła run 17-0.

Ostatnia kwarta nieco poprawiła odbiór artystyczny spotkania głównie za sprawą Zacha, który dwukrotnie kończył akcje 2+1 (szkoda, że dopiero w Q4) oraz niespodziewanie dzięki Ryanowi Arcidiacono. Filigranowy rozgywający, którego nazwałem w ostatnim podcaście kelnerem, był o klase lepszy od Camerona Payne’a. Dwie trójki, dobry przegląd i efektowne podania w pomalowane, naprawdę udany występ tego gracza.

Wynik 127-108 to nie za wysoki wymiar kary bo mogło to się skończyć zdecydowanie gorzej, Philadelphia udowodniła, że na dziś jest zespołem zdecydowanie lepszym, Chicago pokazało w sumie to czego się spodziewaliśmy, to znaczy mocne tempo i bardzo kiepską defensywę. Oby Kris i Lauri wrócili szybciej niż później do gry.

Plusy:

Zach LaVine – bardzo dobry występ w ataku, w obronie na dobra sprawę też ciężko się do niego o cokolwiek przyczepić. Parę razy się spóźnił, popełniał błędy przy zamianie krycia, ale nie można mu odmówić zaangażowania i ruchu w defensywie. 30 punktów, 11/19 z gry, 5 zbiórek, 3 asysty, 3 bloki!

Bobby Portis – W pierwszej kwarcie zaczarował obręcz i trafiał wszystko, w pozostałej części spotkania zgasł i dostosował się poziomem do reszty drużyny. 20 punktów, 11 zbiórek, 3/6 zza łuku. Bobby pracuj nad obroną będziesz wtedy guru fanów w Chicago.

Ryan Arcidiacono – 8 punktów, 8 asyst i aż 28 minut gry. Dziś był Najlepszym playmakerem Byków!

Antonio Blakeney – 15 punktów, 5 zbiórek, 2 asysty. Jedyny gracz dzisiejszego spotkania, który zakończył mecz ze wskaźnikiem +/- na plusie kiedy był na parkiecie.

Tempo – kolejny raz Byki przekraczają barierę 100 oddanych rzutów z gry w trakcie spotkania. W tym wariactwie i up-tempie brakuje czasami spokoju, cwaniactwa i wymuszenia fauli, gry na kontakcie z obrońcą, ale chwali się, że jak Chicago było w gazie, to pierwsza piątka Philadelphii tylko statystowała na parkiecie.

Minusy:

Jabari Parker – skończył ten mecz z 15 punktami, ale za powrót do obrony, walke na desce powinien dostać w łeb i to porządnie. Zero zaangażowania, zero walki, dyscypliny, orientacji…1+ i to tylko i wyłącznie za kilka efektownych wsadów.

Wendell Carter jr. – nie ma co się pastwić nad debiutantem, dostał dziś porządną lekcje od Embiida

Cameron Payne – byłem w błędzie i przestaje być jego ostatnim adwokatem w tym wszechświecie, był beznadziejny i sorry, kiedy dostajesz szansę pełnienia roli startera to gryziesz parkiet żeby tą szanse wykorzystać.

Justin Holiday – Fatalne błędy w obronie, kilkukrotnie po jego spóźnieniu otwarte pozycje na dystansie mieli Covington i Shamet. Bardzo kiepski mecz.

Obrona – Brak, nawet nie ma nad czym się tutaj rozwodzić. Otwarte pozycje graczy 76ers, oddanie 11 ofensywnych zbiórek (w tym 3 Fultzowi)!

Hoiberg - za momenty, kiedy na parkiecie jednoczesnie byli Payne i Arcidiacono

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież