bulls nets

Finisz sezonu dla Byków. Przedostatni pojedynek został zgodnie z planem przegrany. Markkanen dobił to kapitalnych liczb w punktach i zbiórkach, jako rookie. Kilpatrich walczy o kontrakt. Podobnie jak Payne. Niewykluczone, że obaj go dostaną, bo byli jednymi z bardziej pozytywnych postaci tego meczu.

 

Przez pierwsze minuty obie ekipy usilnie szukały rzutów trzypunktowych i w tym elemencie lepsi okazywali się miejscowi, którzy rozpoczęli pojedynek od prowadzenia 13-4 (run 10-0). W odpowiedzi (po czasie) sam Holiday zdobył 10 oczek dla Byków. Był to jedyny przebłysk Chicago w tej części, bo pozbawieni większości podstawowych graczy goście, nie przejawiali chęci do lepszej gry. Mimo to przegrywali jedynie 26-29 po 12 minutach gry. Grali przy tym bardzo zespołowo, bo poza Holidayem nikt nie miał więcej od 4 punktów.


W drugim unicie Byków pojawili się (jeszcze w pierwszej odsłonie) Omer Asik oraz Kilpatrick. Na PG grał Arcidiacono – drużyna Byków wyglądała trochę jak skład ekipy Wind City Bulls. Chicago w tym ‘porywającym’ widowisku udało się stracić dziesięciokrotnie piłkę w zaledwie 20 minut gry. Chociaż w ekipie z Wietrznego miasta nie brakowało dalekich rezerwowych, to i tak większość zawodników Nets, mogłoby mieć na koszulkach napis ‘No Name’, bo ich nazwiska nie przywodziły mi na myśl kompletnie żadnych skojarzeń. Mimo tego gospodarze prowadzili w połowie pojedynku 62-55. 29 punktów zdobył dla nich Crabbe. Dla Bulls 13 dał Holiday, 10 dołożył Felicio (w 12 minut na boisku) i 7 Arcidiacono (3/3 FG).

 

Sporo strat, fauli, prostych błędów – to najkrótszy opis tego, jak wyglądał początek drugiej połowy. Lauri przekroczył 140 trójek w sezonie. Niespodziewanie to Payne stawał się najlepszym strzelcem, bo w połowie kwarty miał 15 punktów na koncie. Jednocześnie goście dbali, by przewaga była po stronie przeciwnika i przez całą trzecią kwartę Nets posiadali zapas kilku punktów. Jednak w ostatniej minucie Kilpatrick trafił za trzy i po skończeniu tej części, było tylko 83 do 86 dla ekipy z Nowego Jorku.

 

W trakcie tej kwarty Markkanen przekroczył 500 zbiórek i 1000 punktów w tym sezonie, co zdarzyło się pierwszy raz od czasów gry Eltona Branda w Bulls.

Obraz gry w czwartej kwarcie nie zmienił się znacząco, Drużyny delikatnie przeszkadzały sobie w zdobywaniu punktów. Od święta, ktoś trafiał za trzy i wynik ciągle rósł, ale cały czas to Nets byli o kilka oczek lepsi. Na chwilę przestraszyłem się, że Byki mogą chcieć wygrać, gdy zmniejszyli straty do 2, ale w końcówce miejscowi odskoczyli na 10 oczek. Utrzymali przewagę i wygrali ostatecznie 114-105.

Plusy:
- Nie wiem, czy macie świadomość, ale to była przedostatnia okazja, by oglądać Bulls na żywo w tym sezonie. Jedno ostatnie spotkanie w środę z Pistons dzieli nas, by koszmar tankowania się skończył.
- Payne – miał kilka świetnych akcji. Radził sobie z wyprowadzaniem piłki. Wykorzystuje szanse, by się pokazać. 15 punktów, 6 asyst.
-Nwaba – miał 6 ofensywnych zbiórek – rekord kariery w tym elemencie. Walczył na deskach jak mógł. Nie miał szczęścia w trafianiu do obręczy - tylko 5/11, ale double dobule 11-10 zrobił.
- Arcidiacono – ustanowił swój rekord kariery w punktach w NBA – 9, dodał 4 asysty/
- Kilpatrick. Robił, co chciał w ofensywie. Blakeney powinien się martwić, bo nie wiem, który z nich więcej potrafi.

Minusy:
- Asik to była jakaś tragedia jak wchodził na boisku. Ociężały, spóźniony i zmęczony trzy sekundy po tym, jak dotknął parkietu. Z całą pewnością, nie tak miała rozwinąć się jego kariera.
- Mnóstwo strat Bulls.
- To był nudny mecz.

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież