bulls pistons

Odliczamy mecz do końca sezonu. Bulls dzięki porażce przesunęli się pozycję wyżej w loterii draftowej. My dostaliśmy kolejne bezbarwne spotkanie, które każe zastanowić się nad sensem tak długiego sezonu i koniecznością zmian zasad przydziału pozycji w drafcie, aby ekipy nie miały interesu w przegrywaniu spotkań.

 

W pierwszej piątce Bulls tym razem wybiegł podkoszowy duet Vonleh-Lopez. Taki układ pozwalał Pistons rozciągnąć grę na obwód i zaczęli spotkanie od trzech celnych trójek. W połowie kwarty gospodarze prowadzili 16-8. Fatalnie pracowali natomiast sędziowie, którzy potrafili udać, że nie widzą, jak przeciwnik ciągnął Lopeza dwoma rękoma pod koszem. Pistons trafiali niesamowicie często za trzy i wygrali pierwszą kwartę aż 36-22.

W drugiej kwarcie pojawił się Portis i nieco tradycyjnie dał sporo energii drużynie z ławki. Trafiał swoje rzuty i utrudniał, jak tylko mógł życie Drummondowi. Zespołowa gra (16 podań przy 19 trafieniach), 'dzień konia' Tollivera (4/5 za trzy) sprawiały, że ekipa z MoTown wyraźnie prowadziła i w połowie drugiej kwarty różnica oscylowała wokół 20 oczek. Chicago już wtedy wyglądali na pogodzonych z losem i jedynie niesamowita pewność siebie Valentine zasługiwała na uwagę. Denzel uzbierał 11 punktów, a jego ekipa przegrywała na wyjeździe 47-66 w połowie spotkania.

W dalszym ciągu w drugiej połowie wszystko, co dobre po stronie Chicago, trzeba było łączyć z Valentine’em. W połowie kwarty, Nwaba popchnął wchodzącego pod kosz Drummonda i doszło do małego spięcia, w konsekwencji czego Dawid dostał technika. Wynik natomiast był ‘niezagrożony’ i po 36 minutach, wątpliwej urody widowiska było 95 do 76 dla miejscowych.

Czwarta kwarta to ‘garbage time’, mimo pojawiania się starterów, obyło się bez zwrotów akcji czy efektownych runów.

 

Plusy:

- Znowu Denzel Valentine. 18 punktów (4/7 za trzy), 3 zbiórki i 3 asysty. Jeden z najbardziej korzystających na tankowaniu Bulls.

- Solidny Nwaba – dostał 25 minut – 13 punktów i 7 zbiórek.

- Grant znów pokazał, że wnosi trochę wartości z ławki – miał double double – 10 punktów, 10 asyst.

- Felicio miał 10 punktów i 9 zbiórek (4 w ataku). Robi to, co od niego się oczekuje.

Minusy:

- Zipser – był fatalny (16 minut – 0 punktów, przestrzelony layup). Chyba Bulls nie powinni wiązać z nim przyszłości.

- Portis dobrze zagrał tylko w drugiej kwarcie. Potem sporo pudłował i skończył z 5/13 z gry. Pewnie dostanie kontrakt, ale jak dla mnie nigdy nie przeskoczy poziomu solidnego role playera.

- Nie było nawet chwili walki w tym meczu, od prowadzenia Detroit na początku do końca spotkania widzieliśmy bezbarwne, pozbawione emocji i widowiskowości wydarzenie.

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież