Zaloguj

Zaloguj

 summary 12 13

W pojedynku z wirtuozami tankowania, jakimi okazują się Grizzlies, Chicago przegre... to znaczy wygrali jednym punktem, bo przeciwnicy co prawda wsadzili piłkę do kosza w swojej ostatniej akcji, ale zrobili to już po syrenie kończącej pojedynek. Do końca sezonu jeszcze 14 spotkań.

 Grizzlies zaczęli naprawdę mocno spotkanie i dzięki trzem stratom Byków prowadzili aż 13-3. Kilka słów Hoiberga i po czasie goście zrobili run 6-0. Gospodarze radzili sobie lepiej, ale w miarę jak na boisko wchodzili rezerwowi Byków – przewaga malała. Na 3 minuty przed końcem było 29-21. Od tego czasu jakimś cudem miejscowym nie udało się zdobyć ani jednego kosza, a Bykom jeden. Po 12 minutach Gasol i spółka prowadzili 29-22.

Trójkę w pierwszej minucie drugiej kwarty walnął Blakeney, co akurat mnie cieszy, bo podobają mi się umiejętności ofensywne tego chłopaka i uważam, że powinien znaleźć swojej miejsce w obecnej ‘rozrzucanej’ NBA. Tymczasem szalał też Portis, po którego trójce Byki wyszły na prowadzenie. Druga kwarta jeszcze przypominała koszykówkę i gracze raczej próbowali pokazać się najlepszej strony. Vonleh kolejny raz pokazywał, że ma spory potencjał, Blakeney imponował szybkich rzutem i wszechstronnością ofensywną. Jedynie LaVine po raz kolejny przechodził trochę koło meczu. W połowie pojedynku było po 52 i w zasadzie nie oglądaliśmy nawet zbyt wielu efektownych akcji.

Z szatni zmotywowany najbardziej wyszedł LaVine i szybko powiększył swój dorobek do 13 punktów, ale nie w smak jego popisy były rywalom. Dillon Brooks i Tyreke Evans poprowadzili swój team do runu 8-0. Drużyny grały na stykowym wyniku, ‘starając się’, by żadne nie odskoczyło na większa przewagę. W tej części więcej zagrał Zipser i doskonale tankował, ale obok miał Portisa, który bardzo chce pokazać swoją wartość. Nie miał jednak szczęści.a Po trzech kwartach, mimo prowadzenia 78-75 gości, zaliczał skromne 7 punktów (2/7 FG) i 4 zbiórki.

Chicago wpadało wszystko na początku decydującej części. Grizzlies też starali się odpowiadać. Mieliśmy - jak to nazwał Spoon – „3pt showtime”, kiedy to gracze obu drużyn bez najmniejszej spiny oddawali rzuty zza łuku do kosza - większość trafiając. Błyszczał Denzel Valentine, który z 5/7 z dystansu był najlepszym w tym elemencie. Cała drużyna Bulls trafiła 15 trójek i prowadzili już 100 do 93. W tym samym czasie na czacie ubolewaliśmy nad bezradnością ekipy z Chicago, która jak na złość gryzła parkiet i próbował pokonać przeciwników z miasta Elvisa Presleya. Memphis jednak odrobili na 150 sekund do końca, gdy było po 101. Bulls nie umieją nawet tankować. Nagle w końcówce swój jedyny rzut trafił Zipser, Payne pobiegł do kontry i złapał bezpańską piłkę, jakby od tego zależało jego życie. Felicio, okazał się egzekutorem kluczowych wolnych. Chicago prowadzili 109-108 na 40 sekund do końca. Memphis trafili spod kosza i wystarczyło spudłować ostatni rzut, żeby przegrać mecz. Gospodarze byli sprytniejsi: faulowali Blakeneya, a ten trafił dwa wolne i dał Bykom niepotrzebną wygraną.

Plusy:

- 5/7 za trzy Denzela. Gra ostatnio bardzo równo.

- Występ Blakeneya i 10 oczek.

- Walczący w ostatniej kwarcie Portis - 17 punktów, 5 zbiórek.

Minusy:

- Bulls mogli ten mecz przegrać i zbliżyć się do wyższego miejsca w drafcie, ale nie - grali do końca. Rozumiem młodych graczy, ale ta wygrana to bardziej porażka.

- NBA musi coś zrobić z tankowaniem, draftem itp. bo to co się działo na parkiecie, to bylo mega nudne momentami.

- LaVine coś za dużo nie trafia. Nie wiem na ile to tank, na ile faktycznie nie ma formy.

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież