Zaloguj

Zaloguj

 bulls wolves

Jimmy Butler i Taj Gibson wrócili do United Center. To musiał być mecz przyjaźni, bo wciąż nie brakuje w wietrznym mieście fanów tych sympatycznych zawodników, a ostatnie plotki mówią o tym, że Wilki mogą być reedycją ekipy Chicago Bulls z 2012 roku.

 

Mecz zaczął się bardzo spokojnie, jedynie Karl Anthony-Towns pogubił się na początku, bo złapał dwa proste faule w pierwsze trzy minuty gry. Kibiców ożywił LaVine, gdy dynamicznie zakończył wsadem bieg spod swojego kosza.


Pierwsza kwarta była toczona z ograniczoną obroną, zawodnicy nie przesadzali z walką fizyczną. Wiggins zaczął od 5/5 z gry, dwukrotnie dunkując sobie na pusty kosz. Goście 20 z 24 pierwszych punktów zdobyli z pomalowanego. W ostatniej minucie tej części za trzy trafił jeszcze Arcidiacono i Byki prowadziły 30-27.

 Tak zaczęła się druga kwarta:

 Ten sam Amerykanin z włoskim obywatelstwem pokazywał na początku drugiej kwarty, że nie jest graczem formatu NBA, ale dzielnie walczył przez kilka minut. Obecna druga piątka Byków z Portisem na centrze, słabym fizycznie Zipserem jako PF, czy wspomnianym Arcidiacono na rozegraniu, powinna nosić nazwę ‘Tank unit’, bo momentami wyglądali kompletnie nieudolnie. Wolves się na to nabrali i trochę ich lekceważyli. Na szczęście szybko Lauri wrócił do gry, a po nim kolejni starterzy, a wraz z nimi – jakość. Tymczasem goście uciekli na 10 punktów (dzięki celnym trójkom m.in. Butlera). Od swojego wejścia prawdziwe show robił LaVine, który kąsał z półdystansu. Jego atletyzm naprawdę robi wrażenie, a fakt, że dopiero wraca po kontuzje, nakazuje wierzyć, że będzie jeszcze lepiej. Równo z syreną na koniec pierwszej połowy z połowy trójkę trafił Butler i wydawało się, ze Bulls na włączonym tank mode zgodnie z planem przegrywali wysoko 56 do 67.

 

Po dwóch trójkach na początku drugiej połowy goście z zimnej Minnesoty prowadzili już 17 punktami. Bardzo ich to uspokoiło, Butlerowi i spółce wydawało się, że spokojnie kontrolują pojedynek. Bulls to jednak kilku młodych kandydatów do All Stars i w tym meczu LaVine i Markkanen zaczynali to pokazywać. Zach momentami nic nie robił sobie z prób zatrzymania go przez JB21, a Lauri łatwo wykorzystywał switchowanie w obronie i bez problemów ogrywał niższego Teague’a. Sześć minut - to czas jaki Byki potrzebowały, aby zmniejszyć o 16 stratę punktową.

Duetowi liderów pomagali, jak mogli, Grant i Holiday. Prowadzenie Chicago przejęli w dziesiątej minucie drugiej połowy. Utrzymali je do końca kwarty, a buzzera o tablicę trafił, słabszy tej rzutowo tej nocy, Denzel Valentine.

Tę odsłonę gospodarze wygrali 33-19. Wywołali też kilka ataków frustracji coacha Thibodeau.

 

Goście szybko wrócili na prowadzenie po runie 6-0 na starcie finalnej części. W czwartej minucie Thibodeau doczekał się przewinienia technicznego za dyskusje, choć jak sam twierdził – mówił do swojego gracza. Ustawienie z Nwabą i Denzelem na boisku nie zdawało egzaminu i szybko Hoiberg przywrócił starterów na boisko. Po drugiej stronie Butler zaliczał dziesiąty występ z ponad 30 punktami w tym sezonie. LaVine miał w połowie kwarty 22 oczka.

Potem Portis zmasakrował Townsa pod koszem.
Na 80 sekund przed końcem to Minnie i 36 punktów Butlera prowadziło 111-106. Wtedy Lavine zrobił to:

A potem to:

 

I był remis.
I LaVine miał ponad 30 punktów (32) na koncie.
Po stronie Wolves nie zawiódł Butler, trafiając o deskę. To jednak nie on miał być bohaterem tego meczu. Jimmy sfaulował LaVine’a przy rzucie za trzy. Oglądaliśmy milion powtórek, więc raczej to był słuszny gwizdek.
Zach trafił trzy na trzy z linii i wygrał Bulls mecz. Jimmy miał jeszcze swoją szansę, ale chyba nie miał serca, by zabrać tę wygraną swojej dawnej drużynie.

Plusy:
- Zach LaVine – 35 punktów. 15 w ostatniej kwarcie, trafione decydujące rzuty wolne. Dobrze – takie mecze przekonują mnie i pewnie innych niedowiarków, że może być z tego młodzieńca gracz wielkiego formatu. Jimmy, który go krył, nie wyglądał jak dzisiaj w nocy jak elitarny defensor.

- Lauri Markkanen. Na korzyści tego chłopaka przemawiają przede wszystkim: stabilność i inteligencja boiskowa. Jest bezlitosny, kiedy tylko zauważy słabość obrońcy. 12 punktów, ale aż 5/7 z gry i 2/3 za trzy.

- Lopez nie robił sobie niż z Gibsona czy Townsa. Miał 19 punktów, trafiając 8/11 z gry.

- Owacja na stojąco dla Thibsa, Butler i Gibsona oraz to (ciężko się nie wzruszyć, Taj i Jimmy to 2 z 5 moich ulubionych graczy Bulls ever):

Thanks for the memories, Jimmy Butler and Taj Gibson! pic.twitter.com/fIH6NudGdD

— Chicago Bulls (@chicagobulls) 10 lutego 2018

Minusy:
- Nie potrafię się zachwycać Portisem. Według mnie, przede wszystkim ma bardzo niskie koszykarskie (nie chcę mówić jak z życiowym) IQ. Ponadto fatalny przegląd pola, mnóstwo egoizmu i potrzeby udowodniania czegoś w swojej grze. Na pewno na plus jego atletyzm i waleczność.

- Valentine, Zipser, Arcidiacono – kompletnie niepotrzebni w rotacji. Denzel skacze z formą już kolejny sezon, ciężko, żeby Bulls stawiali na niego w przyszłości. Czekam już na grę Asika.

- Nwaba – niby grał, ale był kompletnie pogubiony i niewidoczny.

- Czemu tak mało minut dostał Portis (22), a tyle czasu musiałem oglądać Zipsera (9).

- Wyraźnie przegrana deska 39 do 46.

- Gdyby Chicago przegrali tem mecz, zajmowaliby drugie miejsce w Tank Rankingu w swojej konferencji.

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież