Zach LaVine Bulls 2018 AP

Są czasem takie mecze, w których po pierwszych akcjach wiesz i widzisz, że końcowy wynik jest już ci znany a dalsze oglądanie spotkania to po prostu chore hobby katowania sie koszykówką przed 5 rano. Tak było dzisiaj, pierwszą kwartę Bulls przegrali 19-28 ale nie z Portland, z CJ McCollumem, całe Portland zdobyło w pierwszej ćwiartce 43 punkty i końcowy wynik to i tak delikatny wymiar kary.

W pierwsze 12 minut CJ trafił 11 z 14 rzutów z gry, 4/5 trójek i był po prostu genialny, do kosza wpadało wszystko. Momentami był jeszcze bardziej gorący niż Klay Thompson który 2 lata temu zaszalał i rzucił 37 punktów w 11 minut.

Po stronie Chicago cięzko napisać cokolwiek pozytywnego, zaliczając, że starterem był dzis Paul Zipser jest to podwójnie ciężkie zadanie. Wogóle to o był o tyle dziwny mecz, że Bulls wyglądali na parkiecie fatalnie, ale nie tracili piłek ( 6 strat w całym meczu to najlepszy wynik w sezonie ) Grant, Holiday, Zipser, Lopez wyglądali po prostu nieporadnie.

Pierwsza kwarta ustawiła mecz i w przeciągu kolejnych 36 minut najważniejszymi wydarzeniami były celne rzuty LaVine'a oraz minuty Cristiano Felicio. Brazylijczyk dostał w końcu więcej minut i w tej swojej ciapowatosci był tak uroczy, że najlepszy w Chicago. Na tle rezerwowego lineupu Portland wyglądał jak Pan koszykarz, miał też dzis najwyższy wskaźnik +/- z nim na parkiecie.

Wyjątkowo zacznę dzis od minusów:

Justin Holiday, Robin Lopez - Panowie są w tej drużynie "weteranami", są od dłuższego czasu zawodnikami podstawowymi. Z całym szacunkiem do Holidaya, ale Zipser wyglądał dzis momentami przynajmniej w obronie gdyby był o klasę lepszy. 6/21 z gry i zero zaangażowania.

Fred Hoiberg - CJ McCollum wygrał dzis mecz z Chicago w 6 szybkich minut po których było zdaje sie 23-2! Rozumiem że bez Markkanena, Miroticia i Dunna nie było wielu koncepcji na rozgrywanie ataku, kończenie akcji, ale to jest NBA i dorosły basket. Pierwsza kwarta i reakcje na wydarzenia na parkiecie to w dniu dzisiejszym kryminał

Paul Zipser, Jerian Grant, Bobby Portis - o tym jak gramy decyduje trener, ale o tym czy potrafimy grać decyduje gracz a weryfikuje parkiet. Forsowane rzuty, brak defensywy, brak komunikacji, brak przyspieszenia gry, przewidywalnosć, kurcze tutaj naprawdę momentami ta gra wyglądała jakby stali obok siebie obcy ludzie na korytarzu w liceum.

Plusy:

Zach LaVine - po niemrawym początku i paru przestrzelonych rzutach później złapał rytm. W obronie fatalny, w ataku w końcu przyjemny dla oka. 23 punkty, 8/13 z gry, 3/4 z obwodu, 2 przechwyty

Cristiano Felicio - 12 punktów, 5/9 z gry, 5 zbiórek, 3 asysty. Dalej biega niczym sarenka z nadwagą, ale przynajmniej walczył i pokazał charakter na parkiecie.

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież