Zaloguj

Zaloguj

bulls bucks

Chyba znów tankujemy. Chicago nie mają zbyt wielkich szans na play-offs, powrót Dunna nieznany, LaVine szuka formy rzutowej, a coach Hoiberg dba by nikt się nie wychylał. Jeśli pamietacie początek sezonu to możecie mieć déjà vu. To był 50 mecz sezonu. Obawiam się, że jeszcze 32 takie...

Wyrównana pierwsza połowa kwarta, została przez zawodników obu drużyn okraszona niezliczoną ilością strat, niecelnych rzutów (brylował LaVine) i garstką dobrej defensywy.

Gracze z Milwaukee lepiej rzucali i szybko odskoczyli na kilka punktów. Iskierką nadziei było wejście Denzela, który zaprezentował publice trzy celne, powitalne rzuty.


W ostatniej minucie jeszcze Nikola trafił za trzy, co było jego 431 trafieniem z dystansu dla Bulls. Tym koszem wyprzedził Steve Kerra, na liście wszechczasów organizacji z Chicago pod względem celnych trójek.

 

 

Tyle z pozytywów. Po 12 minutach goście prowadzili 26-20.

 

Fatalnie rozpoczęła się dla Byków druga kwarta. Dwa razy poraził ich zza łuku weteran Terry (3/3 za trzy w 5 minut) i Hoiberg brał czas po runie 8-2 gości. W obronie nad Antkiem czuwali LaVine i Nwaba.

David Nwaba block on Giannis pic.twitter.com/WTTyU7Jh06

— ⓂarcusD (@_MarcusD2_) 28 stycznia 2018

Ich starania naprawdę trzeba docenić. Bucks mieli dość dobry dzień strzelecki i nie potrzebowali grać na siłę pod kosz. Chicago odwrotnie.


Poza tym, gospodarze skupili się na domaganiu się odgwizdania fauli zamiast na grze w koszykówkę. W efekcie rywale z każdą minutą zwiększali swoje prowadzenie. Nie przeszkadzało im w tym 9/14 za trzy całej ekipy przyjezdnych. Po fatalnej kwarcie, przegranej 22 do 35, Byki z opuszczonymi głowami udawali się do szatni. Jedynie Valentine, autor 16 oczek, w jakikolwiek sposób dawał opór rozpędzonym 'Kozłom'.

Od kilku trafień Bulls zaczęli drugą połowę i jedynie Greek Freak był dla nich nie do powstrzymania. Delikatnie przebudził się RoLo, którego można było nie zauważyć przez pierwsze 24 minuty.


Młodzi Bulls sprawiali wrażenie, że nie znają jednej zasady, która mówi, że aby prowadzić, nie wystarczy punktować, trzeba też tracić mniej od przeciwnika. Przewaga przyjezdnych była bezdyskusyjną, a Bulls w obronie miotali się jak dzieci we mgle. Jedynie pojedyncze akcje warte były uwagi.

Po bronionej stronie parkietu graczy z ‘Wietrznego miasta’ mogło zastąpić grupa statystów. Delikatny zryw w końcówce kwarty pozwolił Bykom, zmniejszyć stratę z ponad dwudziestu punktów do 14. Imponująco z rogów trójki rzucał Holiday i miał 4/8 za trzy (to był jedyny sposób, w jaki punktował w trzy pierwsze części meczu).

 

Coś tam Bulls próbowali jeszcze zrobić na początku czwartej odsłony. Portis walczył na tablicach i Bucks nie radząc sobie z nim – faulowali.

Giannis robił jednak swoje w ataku i szybko Bucks wrócili na 20 punktowe prowadzenie. Ciekawostka, że LaVine przełamał się przy 10 próbie, trafiając pierwszy raz tej nocy do kosza (1/10 FG). Gra Byków zaczyna śmierdzieć tankowaniem, bo kto logicznie wytłumaczy fakt, że Valentine, po tym, jak zdobył (najwięcej) 16 punktów w pierwszej połowie, kolejny rzut oddał dopiero w czwartek kwarcie (BTW - celny). W połowie ostatniej ćwiartki goście prowadzili 100-85. Na ostatnie 100 sekund weszli dalecy rezerwowi, bo nie było już o czym myśleć w tym spotkaniu. Ostateczny rezultat to: 110-96. Felicio oddał ostatni rzut w meczu - prawie za trzy... niecelny.

 

Plusy:
- Denzel Valentine – jedyna stabilna ofensywa broń Bulls w tym meczu. Czy jest ktoś w stanie stwierdzić, czemu praktycznie nie rzucał w drugiej połowie?
- Grant wyglądał dobrze statystycznie. 15 punktów, 4 zbiórki, 5 asyst. Jak się patrzyło na grę na boisku, to już nie było tak kolorowo. Znów schowany, znów nijaki i kompletnie zagubiony w defensywie.
- Lauri Markkanen – robił swoje, chociaż bez fajerwerków. 17 punktów, 10 zbiórek i 2 asysty.

Minusy:
- Zach LaVine – policzono mu, że do momentu przełamania w czwartej kwarcie nie trafił 24 z 27 prób w trzech spotkaniach. Ten mecz też nie był jego. Fatalne 2/11 z gry (trafienia spod kosza) i sporo nijakości.
- Rozczarowuje mnie RoLo. Nie widzę w jego grze zaciętości, nie rzuca praktycznie z półdystansu. Przyzwyczaiłem się, że daje więcej drużynie.
- ‘Geniusz taktyki’ Fred Hoiberg. Wystawianie Holidaya do krycia Giannisa, czy zabieranie rzutów Denzelowi. Chciałbym usłyszeć tłumaczenie, w jaki sposób on chciał wygrać ten mecz. No, chyba że nie chciał...
- Chyba najtrafniejszy cytat z twitera o tym meczu:
"Bulls look really really awful and that's a good thing because the tank is back on!"

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież