valentine2

Spotkanie obie drużyny rozpoczęły bardzo niemrawo, pierwsze punkty w meczu zdobył po 2 minutach rzutem z dystansu Zach LaVine. Lakers bardzo szybko zbudowali sobie kilku punktową przewagę, a Bulls tylko dzięki rzutom z dystansu nie pozwolili odskoczyć gościom na ponad 20 punktów.

Nieskuteczni byli Holiday i LaVine, dopiero wejście Bobby’ego Portisa dało impakt drużynie na atakowanej połówce. Dzięki bardzo dobrej końcówce kwarty w wykonaniu Denzela po 12 minutach Chicago traciło tylko 7 punktów.

Druga ćwiartka rozpoczęła się dla Byków zdecydowanie lepiej. Skuteczni Portis i Nwaba + dwie trójki Markkanena szybko pozwoliły zniwelować całą stratę. Były w grze Byków efektowne fragmenty, ale ponownie były i serie dziecinnych strat i tracenie głowy w ataku.

Trzecia kwarta przypomniała koszmary z czasów Thibsa. Po celnym rzucie Zacha na otwarcie drugiej połowy

nastąpił ponownie długi przestój który wykorzystali gracze z Los Angeles. Ingram do spółki z Lopezem punktowali systematycznie, swoje dorzucił Clarkson i Caruso w efekcie czego po 36 minutach, Jeziorowcy mieli ponownie +10 punktów przewagi.

W ostatniej kwarcie niespodziewanie sygnał do odrabiania strat dał niewidoczny do tej pory Niko. Mirotic trafił dwie kolejne trójki,

trzecią dołożył Valentine

i nagle z niczego przewaga Lakers zeszła jedynych trzech punktów. Denzel był zresztą w tym fragmencie meczu wszędzie. Genialna obrona, zbiórki w ataku, w końcu po jego szalonej trójce Bulls wyszli na prowadzenie 92-90.

Ostatnie 3 minuty to był niestety festiwal błędów, bardzo widoczny był brak weterana/gracza który pociągnąłby grę na swoich barkach. Starał się to zrobić Zach, niestety nie trafił 2 rzutów osobistych po których goście odskoczyli na 7 punktów i przewagi już nie oddali.

Plusy:

Denzel Valentine - 16 punktów, 11 zbiórek, 4 asysty, 1 blok. Dużo energi z ławki i najważniejszy fakt, widoczny był wtedy kiedy Bulls odrabiali straty, jeden z lepszych występów w sezonie

Bobby Portis - 16 punktów, 9 zbiórek, Bulls z nim na parkiecie byli o 19 punktów lepsi od rywali.

Nikola Mirotic - 3 beznadziejne kwarty by w końcu pokazać momentami perfekcyjny w ofesnwie basket. Nawet w 4 kwarcie kiedy punktował seriami robł głupie rzeczy, ale to jego dwie trójki dały sygnał do pościgu.

Minusy:

Postawa pierwszej piątki i 3 kwarta! - Bez sentymentu, ale za to, jak po raz kolejny momentami wyglądała nieporadność drużyny w trzeciej kwarcie cały podstawowy lineup powinien dostać w kolejnym meczu szanse z ławki. Holiday, Grant, Lopez momentam wyglądali gdyby grali ze sobą pierwszy raz. Szkoda porażki, ale jeszcze bardziej żałuje tego braku stylu

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież