Zaloguj

Zaloguj

bulls pels

Chicago czeka teraz serią pojedynków wyjazdowych, w których radzić musza sobie bez swojego młodego rozgrywającego - Krisa Dunna. W poniedziałek zmierzyli się z drużną Pelicans prowadzoną przez Cousina, który w 51 minut na parkiecie uzyskał rekordowe liczby. Miał 44 punkty, 23 zbiórki, 10 asyst i 4 przechwyty.

 Na sytuacji z kontuzją Dunna zyskuje Grant, który wrócił do pierwszej piątki. Bulls w Nowym Orleanie zaczęli pewnie i po kilku minutach prowadzili 9-2. Zach Lavine potrzebował czterech minut, by dwa razy ‘z góry’ zdobyć punkty.

Anthony Davis wyglądał na początku bardzo źle, a najlepiej jego nieporadność pokazują dwa nietrafione layupy sam na sam z koszem. Kilka akcji Chicago wyglądało tak dobrze, że miało się wrażenie, że to mecz kontendera z tankerem i Pels sprawiali wrażenie tych gorszych. Dość powiedzieć, że przy 19 zdobytych punktach Byki zaprezentowały 5 wsadów i 0 trójek. Kwartę lepiej skończyli jednak miejscowi, którzy dołożyli do swojego dorobku trafienia z dystansu i wobec braku takowych w ekipie z Chicago, Pelicans prowadzili 25-21.

Pelicans postawili w drugiej kwarcie na Cousinsa, który w pojedynkę forsowaćł grę pod siebie i skutecznie kończył akcję, mimo wspólnych wysiłków kryjących go Portisa i Nwaby. Dało to miejscowym szybko dwucyfrową przewagę. Musiał też szybciej niż zwykle wrócić Lopez, bo Bobby jednak ustępował w polu DeMarcusowi. Hoiberg spróbował czegoś nowego i wystawił razem na parkiecie trio: Markkanen-Mirotic-Lopez. Wybaczcie, jeśli przegapiłem, ale ja zaobserwowałem to ustawienie pierwszy raz i z tego, co wiem, to do soboty Niko 100% swojego czasu na parkiecie grał jako PF. Test tego zestawu oceniam jako przeciętny, aczkolwiek na pewno warto będzie spróbować gry tej trójki razem w przyszłości, bo żadnemu z wysokich nie brakuje talentu do dzielenia się piłką. Powrót Holidaya i Granta poprawił ofensywę przyjezdnych i Byki ograniczyły nieco straty, schodząc na przerwę do szatni z wynikiem 48-54.

 LaVine poprowadził run Chciago na początku drugiej odsłony i na tym nie poprzestawał, a swoją szybkością i atletycznością na boisku wlewał coraz więcej otuchy w serca kibiców, oczekujących lepszej przyszłości dla organizacji. Kilka razy pokazał się Markkanen, Lopez znajdywany przez Granta niszczył obręcz. W obronie zaś wszyscy próbowali ograniczyć dwie pelikańskie wieże. Smaczku rywalizacji dodawały bezpośrednie pojedynki braci Holidayów, którzy chcieli bardzo pokazać, kto jest najlepszy w rodzinie. W trzeciej ćwiartce to Byki złapały skuteczność z dystansu pod koniec odsłony. Ostatecznie 36 minut gry pokazało wynik po 81.

 Wjazd Zacha, kolejny nietuzinkowy rzut spod znaku Denzela, Threekola z rogu i po 60 sekundach Alvin Gentry brał czas.

Bulls rozpoczęli 4 kwartę 8-0. W obronie pracował za dwóch Nwaba. Bulls prowadzili po kolejny runie (10-0) 100 do 86. Jerian Grant notował jeden z najlepszych swoich występów, bo w 5 minucie miał na koncie 20 punktów i 11 asyst. W połowie kwarty Bulls jeszcze wysoko prowadzili 17 punktami. Taka sama przewaga minutę później zakładała szczęśliwe zakończenie, ale tak się nie stało. Mnóstwo fauli Byków, proste straty, czuwający commander tanker (Holiday) i kompletny brak obrony sprawiły, że Byki jakimś cudem straciły zapas punktowy. LaVine nie jest jeszcze w trybie clutch i indywidualnie zrobił dużo, by Byki w końcówce pozwolił się Pelicans rozpędzić. To gospodarze wyszli na prowadzenie w ostatniej minucie (112-110), odpowiedział Lauri, faulowany Davis zrobił 114-112. Miller na szczęście sfaulował Holidaya i Justin miał trzy wolne i szansę na wygraną dla Bulls. Ten niestety nie trafił trzeciego rzutu. Overtime.

Bulls do dogrywki wyszli duetem Markkanen-Mirotic pod kosz i ten drugi zaczął ją od akcji 2+1. Niestety z trójkami nie szło mu już tak dobrze i dwukrotnie przestrzelił. W trzeciej minucie pierwszej dogrywki Anthony Davis złapał faul i musiał opuścić parkiet. Nie trafiający Niko nie był wystarczający wartościowy i w jego miejsce wszedł w połowie odsłony RoLo. Bulls spudłowali jednak aż 2 wolne w tej części i nie udało się im przechylić szali na ich korzyść, więc czekała nas druga dogrywka.

Choć gospodarz zaczęli niebezpiecznie od 5-0 dogrywkę, to Bulls szybko zredukowali straty. Nie wiem czemu, ktoś w jakimś podsumowaniu napisał, że bohaterem był Cousins, bo to ex-Bulls Moore rzucił ważne 5 oczek na początku drugiej dogrywki. DeMarcus spudłował swoją próbę w ostatniej minucie, ale jeżeli na parkiecie w decydującym momencie widzisz backcourt: Grant-Holiday-Valentine to wiesz, że trener nie chce wygrać tego spotkania. Justin 'Tank Commander ' Holiday wkozłował sobie piłkę w nogi i choć Lauri zrobił nieprawdopodobny przechwyt na 30 sekund przed końcem i trafił wolne, to dzięki dwóm celnym wolnym Cousinsa gospodarze utrzymali wygraną.

 

 

Plusy:

- Dobry mecz Granta - 22 punkty, 5 zbiórek, 13 asyst i 6/7 z gry.

- Lauri jest już świetny i to był kolejny mecz, gdy udowadnia swoją wartość w ważnych momentach. Coś niesamowitego ten przechwyt w dogrywce. 14 punktów, 17 zbiórek i 2 bloki.

- Robin Lopez. Był niezwykle ważny. Bez niego Chicago nie mieliby odpowiedzi na Cousinsa, który i tak zdobył historyczny wynik statystyczny. Strach pomyśleć, co działoby się bez Robina.

- Zach LaVine. Gra coraz więcej i coraz lepiej, czekamy na to, aż będzie w pełni gotowy do gry.

Minusy:

- Bykom nie siedziała trójka - tylko 8/31.

- Nie wiem, co jest z Holidayem, ale gość ewidentnie gorzej gra w końcówkach spotkań i mam się wrażenie, że specjalnie przegrywa Bulls spotkania.

- Fatalna druga połowa 4 kwarty Bulls. W tym meczu NIE powinno być żadnej dogrywki.

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież