bulls knicks

Ostatni mecz przed powrotem LaVine'a Chicago zagrali dobrze. Znów błyszczał Markkanen. On i Valentine ustanowili swoje punktowe rekordy kariery. Knicks trzeci raz w tym sezonie przegrywają z młodymi Bulls. Kibice mogli zobaczyć emocjonujące widowisko.

 

Próżno na ławce Byków szukać było Nikoli Miroticia. Czarnogórzec jedną nogą jest już poza Chicago i chyba w trosce by nie stracił rynkowej wartości, drużyna nie korzysta już z jego usług. Znów w pierwszej kwarcie Byki grały przeciwko Porzingisowi, który dobrze zaczął mecz i bardzo chciał pokazać Markkanenowi, że na razie on jest gwiazdą w tej lidze. Fin, chociaż nie radził sobie z Łotyszem w obronie, to odpowiadał trójkami w ataku. W pierwszej kwarcie rzucił trzy i był najlepszy strzelcem z 11 punktami. Goście z Wind City, mimo że mieli nawet kilkupunktową przewagę, popełnili kilka słabych prób rzutowych i dali się dogonić Knicks. Po pierwszej kwarcie prowadzili jedynie 26-25.

W drugiej kwarcie pojawił się na parkiecieFelicio, który ma największe szanse na powrót do rotacji w kontekście prawdopodobnego odejścia Nikoli. Tymczasem gwiazdą drugiego unitu Knicks jest (niemal kiedyś wybrany przez Bulls w drafcie) Michael Beasley. Rezerwowi z Nowego Jorku wypracowali szybko przewagę dla swojej ekipy, a Chicago zatrzymali swój licznik na zdobytych 31 punktach przez dwie minuty gry. Dopiero faul na Nwabie dał gościom szansę na trafienie do kosza. Hoiberg w połowie kwarty wrócił do Lopeza, który po raz kolejny robił swoje na parkiecie. Chociaż strata sięgała dwóch cyfr, to nie stanowiło to problemu dla Markkanena. Rookie popisał się kolejną trójką, a wsparty szybkimi rzutami Valentine’a i poprawą gry obronnej całej ekipy doprowadził do stanu 48-52 dla miejscowych na półmetku pojedynku.

 

Na potężną czapę od Porzingisa nadział się na początku drugiej połowy Lauri, ale niezrażony tym faktem, nadal był czołową postacią zespołu. Ciężkie życie miał center Knicks – Kanter, który nie tylko przez cały mecz musiał siłować się z RoLo, ale oberwał też przypadkowo łokciem w twarz, był też dość ostrotraktowany przez obrońców Bulls, kiedy miał pozycje pod koszem. W cieniu dobrej gry Lopeza, lekkiego przebudzenia McDermotta, kwarta numer trzy przeleciała szybko, nie zmieniając zbytnio stanu rywalizacji. Poza tym, że Markkanen trafił siódmą trójkę, przy 9 próbach to jedynie trzy trójki ex-Byka – Douga McDermotta zasługują na wspomnienie.

W ostatniej części, w końcu, z gry trafił Felicio, a sympatię kibiców utrwalał walczący jak lew 'Nłaba łaba'.

Nie specjalnie prezentował się Portis, na którego chyba pozytywnie wpływała rywalizacja z Miroticiem. W piątej minucie Valentine po raz kolejny przymierzył za trzy i ustanowił swój rekord kariery – 20 punktów. Chyba trochę za bardzo chciał pobić rekord trójek Lauri, bo tym razem kompletnie piłka nie chciała mu do kosza wpaść. Na 4 minuty do końca Bulls prowadzili 98-96. Tym razem w końcówce grał na parkiecie Lopez i był nieziemsko efektywny. Najpierw skończył alley oopa, a potem znalazł wolnego Holidaya za łukiem. Na dwie minuty do końca meczu to Byki prowadziły 105-101. W końcówce zawiedli młodzi: Markkanen zbytnio napalił się na trójki, a forsujący grę pod siebie Dunn dwukrotnie przestrzelił z półdystansu. Bohaterem Madison Square Garden byli natomiast Jack i Beasley, to oni trafili swoje próby i czekała nas dogrywka (105 – 105).

 

Overtime trójką zaczął Porzingis, ale Markkanen 40 sekund później odpowiedział mu tym samym. Remis, po 108, utrzymywał się do czasu, gdy zostawało 90 sekund do końca meczu. Wówczas Nwaba, sobie tylko znanym sposobem, wślizgnął się pod kosz i umieścił piłkę w obręczy. Odpowiedział Jack, ale Lopez w kolejnej akcji dobił niecelny rzut Markkanena. Knicks mieli 5 sekund do końca, a Byki zapas fauli do wykorzystania. Wyszło jednak niedoświadczenie zespołu, wykorzystane przez Jacka i Porzingisa. Łotysz wsadem równo z syrenę doprowadził do drugiej dogrywki.

 

Tutaj również nie zabrakło emocji. Szybko dwa wsady zapodał Robin, ale nie wsparli go koledzy. I po serii niecelnych rzutów i strat, znów na 90 sekund do końca czasu był remis (po 116). Wtedy po tym, jak spudłował wcześniejsze pięć jump shotów (w momencie rzutu miał 3/17 z gry) Dunn trafił rzut o deskę.

Po dobrej obronie na Porzingisie faulowany Holiday nie pomylił się na linii. Bulls mieli 4 punkty zapasu i chociaż Kristaps trafił jeszcze trójkę, to Byki nie popełnili błędu. Lauri trafił swoje wolne, a pozbawieni timeoutów nowojorczycy zdążyli oddać tylko desperacki rzut z daleka Jacka.

Plusy:
- Wiadomix. Markkanenowski– 33 punkty (rekord kariery), 8 trójek (trzeba to uczciwie podzielić – pierwsze7 trafił na skuteczności 7/9, a ósma wpadła jako 1/6).
- Valentine. Dostał zielone światło na rzuty i odpalał z szybkością komiksowego Flasha. Ustanowił rekord kariery – 20 punktów, dokładając 9 zbiórek i 4 asysty. Jakby on tylko grał tak zawsze.
- Nwaba. To są spotkania, dla jakich żyje ten koleś. Pracował w obronie za dwóch, i to on w końcu od zatrzymał dobrze grającego w 2 i 3 kwarcie Beasleya. Trafił arcyważne punkty w dogrywce.
- Trójki – 15 celnych trójek. W drugiej kwarcie Chicago jako ekipa notowała 12/17 zza łuku.
- Powrót do rotacji Felicio. Był trochę zagubiony na początku, ale potem pokazał kilka razy swoje mocne strony.


Minusy:
- Słaba ławka. Poza Nwabą rezerwowi wyglądali źle. Brak Nikoli odczuwalny.
- Rzuty Dunna w końcówce. W regulaminowym czasie trener trzy razy pozwolił mu na grania 1 na 1 i rzuty. Trzy razy nie trafił. Ogólnie miał fatalną skuteczność w tym meczu 4/18 FG.
- Hoiberg. Uważam, że nie możemy wobec niego stosować jakichś kryteriów, jakby był jakiś ograniczony. Gdy czytam peny na czacie, bo on właśnie użył tabliczki, by rozpisać akcję, to mnie krew zalewa. Jakby nie sporo szczęścia i umiejętności indywidualnych zawodników, to Fred był bliski, by przegrać Chicago ten mecz. W każdym razie - starał się.

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież