bulls blazers

Po tym, jak Wizards z pomocą sędziów zabrali Bulls zwycięstwo na koniec roku, Chicago nie mieli specjalnie dużo czasu na świętowanie i day-to-day grali noworoczny pojedynek z nieobliczalną ekipą Blazers. Chociaż Portland musieli radzić sobie bez swojego lidera Lillarda, to pokonali młodą ekipę gospodarzy w United Center. Teoria spiskowa mówi, że Nikola nie grał w kluczowych momentach, bo GarPax zarządził powrót do tankowania.

 

Rzutami z zerowego kąta przyjezdni uzyskali na początku spotkania przewagę 10-4, bo w ekipie z Chicago słabo zaczął Dunn, pudłując swoje jump shoty i łapiąc dwa faule w ataku. Szybki czas dla Hoiberga pozwolił na tyle poukładać drużynę, że (głównie dzięki staraniom Lopeza) zaczęli prowadzić wyrównaną grę. Znów dobre wejście z ławki zaliczył Nikola, który pierwsze punkty rzucił 13 sekund, po tym, jak się pojawił w grze. Słaba gra miejscowych w obronie, pozwoliła jednak Turnerowi i spółce na uzbieranie zapasu punktowego, który doprowadził do tego, że po pierwszej kwarcie prowadzili 31-23. Choć obie ekipy rzucały z 50% skutecznością, to 6 strat Chicago sprawiło, że to rywale zdobyli w tej odsłonie więcej punktów.


Od runu 6-0 Bulls zaczęli drugą kwartę. Dobrą robotę na atakowanej desce robił Bobby Portis, który fizycznie przewyższał swoich przeciwników z ławki rywali. Miał 9 punktów w 4 minucie kwarty. Po kolejnym runie 7-0, gospodarze zbliżyli się nawet na jeden punkt straty (36-37). Tym razem nie mógł znaleźć swojego rytmu Mirotic, bo wszystkie jego rzutowe próby za trzy nie lądowały w koszu. Przełamał się w 7 minucie, swoim trafieniem wyprowadzając swoją ekipę na prowadzenie. W tym spotkaniu oba teamy słabo rzucały za trzy, Bulls zaczęli od 2/8, ale ich rywali notowali jeszcze słabsze 1/10 zza łuku. Obie ekipy nieco poprawiły ten element w końcówce pierwszej połowy i zakończyła się ona wynikiem 53-52 dla gospodarzy.


Wymianą ciosów zaczęła się druga część: drużyny jednak głównie punktowały spod kosza, z wolnych lub z otwartych jump shotów. Ciężko było nazwać obronę agresywną. Jedynie Markkanen i McCollum celnie przymierzyli zza łuku, dodając widowisku różnorodności. Dunn (wyraźnie nielubiany przez arbitrów tego pojedynku) złapał trzeci faul w ataku w piątej minucie tej części. Wynik był na styku przez większość kwarty, dopiero wejście duetu, bo myślę, że mimo osobistych antypatii można ich tak nazwać, Portis-Mirotic trochę rozruszało Byki. Głównie dzięki Bobby'emu miejscowi prowadzili po trzech kwartach w punktach drugiej szansy 21-10. Po trafionych w ostatnich minutach trójkach Portisa i Holidaya Chicago prowadziło po 36 minutach gry 87-83.

 


Dość wyrównaną rywalizację obu ekip na początku ostatniej części ozdabiał swoimi popisami duet Bobby-Nikola.

Oddam, że gościom (tak gościom!) w utrzymaniu akceptowalnego rezultatu pomagali często sędziowie, dostrzegając chętniej faule na jednej ekipie. Chicago grali jednak swój basket i dzięki celnym trójką to oni prowadzili przez większość czasu. Na 100 sekund przed końcem czasu było 110-105 dla Byków. Tymczasem nagle 'gorący' w Q4 Aminu trafił swoją trzecią trójkę (w tej kwarcie). W Bulls w 'clutch time' znów rady dawał Dunn. W ostatnich akcjach: Lauri nie trafił za trzy McCollum za dwa i czekała nas dogrywka, bo było po 112.

 


W doliczonym czasie po dwóch i pół minutach gry był remis po 118. Na minutę przed końcem było po 120. Dunn i Markkanen w Bulls, Aminu i McCollum u przeciwników dbali o zaciętą rywalizację. Kriss nie trafił rzutu w ostatnich sekundach, ale sam sugerował, że został uderzony w rękę przez Napiera. Powtórka pokazała, że był kontakt obrońcy z jego nadgarstkiem. Drugi mecz Chicago mogą podziękować sędziom, bo moim zdaniem to skandal, że tam nie odgwizdali przewinienia. Chicago pechowo i niesprawiedliwie przegrali.


Plusy:
- Dobrzy Dunn (22pt, 7 zb, 4as) i Markkanen (19pt, 8 zb, 4/6 za trzy, 0 strat), a co najważniejsze to oni nie bali się brać odpowiedzialności na siebie w ostatnich akcjach.
- Nikola potrzebował 18 minut, by zdobyć 18 punktów i 10 zbiórek (DD). Trener nie docenił i nie korzystał z jego usług w dogrywce i w końcówce czwartej kwarty.


- Solidne trójki - 11/27 - 41% całej ekipy.
- Wszechstronny Denzel: 10 punktów, 7 zbiórek, 6 asyst, 2 przechwyty. Niespecjalnie widoczny, ale robił swoje.
-Dobra walka na deskach. 15 ofensywnych zbiórek Bulls, po 5 Portis i Lopez.

 

Minusy:
- RoLo za dużo pudłował - 6/16. Nie powinien tyle rzucać, jeśli mu nie siedzi.
- Obrona pozostawia wiele do życzenia, zwłaszcza kuleje obwód.
- Czemu sędziowie nie sprawdzili ostatniej akcji Dunna na wideo, zawodnik został uderzony w rękę.
- Za mało minut dostali rezerwowi, ale nie zabrakło Zipsera.

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież