Zaloguj

Zaloguj

bulls pacers

Chicago do pojedynku z Pacers przystąpili bez Dunna, który nabawił się zapalenia ścięgna w rzepce. W S5 zastąpił go Grant. To nie on jednak był gwiazdą spotkania. Występujący na jednej pozycji Mirotic i Markkanen, tym razem grali więcej razem i wspólnie zdobyli aż 60 punktów, trafiając 13/25 zza łuku.

 

Spotkanie zaczęło się wybitnie ofensywnie i prowadzeni przez Mylesa Turnera Pacers praktycznie się nie mylili. Po stronie Chicago Holiday dwukrotnie był faulowany przy rzutach i zdobył 6 z pierwszych 8 punktów miejscowych. Jego wyczyn powtórzył Lopez i w połowie kwarty coach Pacers brał czas, przegrywając 10-14. Nie zatrzymało to rozpędzonych Byków, którzy wyszli nawet na prowadzenie 21-12, a Markkanen wjeżdżał im pod kosz bez najmniejszych trudności.

Chicago nie przykładali się w pierwszej części przesadnie do obrony, bo naprawdę ‘siedziało’ im zza łuku. Niko w trzy minuty trzy razy trafił z dystansu i Bulls prowadzili po tej odsłonie 7-27, trafiając 58% rzutów.

 

Nie zwalniał także w drugiej kwarcie Threekola i po 2 minutach drugiej kwarty miał 14 punktów na swoim koncie. Przed połową kwarty miał 6/9 za trzy i przecieraliśmy oczy, nie mogąc nadziwić się, jakie możliwości ma Czarnogórzec. Bulls prowadzili tymczasem 52-36. Po jego zejściu gospodarze nie zamierzali spocząć na 'Lauriach'. Choć obrona doskonała nie była, to po trafieniu Fina, Chicago mieli na koncie 10 celnych trójek w 22 minuty meczu. 

Trzech podkoszowych: Niko (17), Lopez (10) i Markkanen (10) przeważyło losy pierwszej połowy na korzyść Chicago i ekipa Byków prowadziła, udając się do szatni 64-52.

 

Bardzo flegmatycznie Chicago zaczęli drugą połowę, najczęściej zostawiając piłkę po prostu w rękach Markkanena. Ten radził sobie świetnie, ale Bulls nie mogą budować swojej gry na barkach jednego zawodnika. 

Ponadto gra w obronie Byków nie imponowała, gdyż sporo miejsca zostawiali graczom Pacers na obwodzie. Zwłaszcza Collison to wykorzystywał i miał już 27 punktów po trzech kwartach. W barwach Chicago 23 oczka dozbierał Lauri, a Niko niestety, w tej części, tylko dodał pudła z dystansu do swojej linijki. Po bezbarwnej części, która była pojedynkiem strzeleckim między Collisonem i Markkanenem wynik brzmiał 86 do 77 dla drużyny z Wietrznego miasta.

- Threekola zaczął ostatnią część od dwóch trójek, powiększając swój licznik do 7 celnych trafień z dystansu. Przewaga Bulls rosła i przy okazji ósmej trójki Niko oscylowała blisko 20 punktów. 

Chicago na 7 minut do końca regulaminowego czasu trafili 16 trójek i atakowali rekord organizacji z 2011, który wynosił 18. Bulls chyba zbyt rozluźnili się swoimi trafieniami i po serii prostych strat Pacers zmniejszyli stratę do 11 punktów. Hoiberg wziął czas i przemówił chłopakom do rozumu. Ci zaczęli grać bliżej kosza, pierwsze swoją szansę akcję po podaniu Lauriego w post up miał Nikola, a potem podobnie spod kosza skończył Fin po podaniu Miroticia. Markkanen przełamał tej nocy barierę 30 punktów (32) – ustanawiając swój rekord kariery. Byki pewnie wygrały ani na chwilę nie czując zagrożenia 119 – 107.

Plusy:

Trójki - Chicago wyrównali rekord organizacji z 2011 roku, trafiając 18 razy za trzy. 8 razy zrobił to Mirotic.

- Lauri Markkanen - był nie do zatrzymania dla rywali. Sam grał przez trzecią kwartą i uzbierał najlepszy rezultat punktowy, w swojej krótkiej karierze w NBA - 32 oczka - 11/17 FG.

- Nikola Mirotic - był niesamowity i praktycznie wszystkie jego rzuty były bardzo bliskie celu, także tylko pech sprawił, że nie pobił rekordu Bulls (9).

- Dobrze zagrała też reszta drużyny: Lopez, Portis (12) Oraz Holiday i Grant (11) także zaliczyli dwucyfrowe zdobycze.

- Jest poprawka w rzutach wolnych. Byki były w tym elemencie bezbłędne - 15/15 FT.

  

Minusy:

- Obrona pozostawiała wiele do życzenia. Zakładam, że wynikała ona z tego, jak łatwo Bykom szło w ofensywie.

- Valentine trochę przygaszony.

- Kilka naprawdę beznadziejnych strat w czwartej kwarcie.

- Zipser grał słabo i za długo (17 minut)

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież