Zaloguj

Zaloguj

bulls christmas

Święta minęły, niektórzy (czytaj ja) odpoczęli podczas nich także od NBA i Chicago Bulls. Stąd od wczoraj nadrabiam zaległości i po dniu spędzonym z League Passem załączam skrócone relacje z trzech świątecznych pojedynków Byków.

 

Chicago Bulls – Boston Celtics 92 - 117

bulls celtics

W przed wigilijną noc drużyna Bulls udała się do Bostonu, gdzie czekali żądni rewanżu za ostatnią porażkę Celtowi, tym razem z Irvingiem w składzie.

Po całkiem wyrównanym początku, okraszonym nadmierną egzaltacją kibiców przy każdym koźle ich rozgrywającego, Boston ugruntowywał swoją przewagę w pomalowanym (prowadzili 10-0 w punktach z ‘trumny’). Wynik jednak utrzymywał się przez niemal całą kwartę na poziomie remisowym. Żadnej z ekip nie udało się odskoczyć wyraźnie i dzięki akcji Smarta w ostatnich sekundach to miejscowi prowadzili 33-31 po pierwszej ofensywnej odsłonie.

Swoje show na początku drugiej kwarty miał Portis, gdy dobił do 10 punktów i 4 zbiórek, wyrównując nieco układ sił pod koszem. Cały rezerwowy roster goście wyglądał imponująco na tle Celtów, a akcja z blokiem i layupem po przebiegnięciu całego boiska przez Zipsera była tego okrasą. Bulls zrobili run 18-7. Powrót starterów w ekipie gospodarzy przywrócił ich na prowadzenie. W połowie meczu to Irving i spółka cieszyli się bardziej, bo było 60-58 dla miejscowych. Dla Byków 15 punktów dał Portis (7/10 FG).

Wobec fatalnej nieskuteczności Byków, gospodarze szybko zdobyli dwucyfrowe prowadzenie w drugiej połowie. Goście z Wietrznego miasta nie potrafili znaleźć własnego rytmu i w zasadzie po runie bostończyków, mecz się zakończył. Po trzech kwartach było 98 do 76. Efektownym trafieniem, będąc na kolanach, Grant zmniejszył przewagę Celtów w ostatniej sekundzie ćwiartki. Bulls dostali lanie w tej kwarcie 18-38.

Chicago nie wyszedł ten mecz, a Boston grał na swoim solidnym poziomie. W zasadzie cała ostatnia część to garbage time, gdzie na uwagę zasługiwały jedynie pojedyncze akcje, w tym wypadku najczęściej Granta lub (przeważnie) rywali. Przy 'bezpiecznym' wyniku pojawił się na boisku nawet, dawno niewidziany, Felicio. Wynik to 117 do 92 dla Celtics.

 

Plusy:

- Bobby Portis i jego 17 punktów i 8 zbiórek. Walczył jak lubi i długo utrzymywał Byki w grze w tym spotkaniu.

- Ławka rezerwowych Bulls jest jedną z największych broni tej drużyny. W tym meczu rezerwowi dostarczyli swojej drużynie 53 punkty.

Minusy:

- Kriss Dunn – to nie był jego mecz. Miał sporo pecha i piłka częściej tylko muskała obręcz, niż próbowała się w niej znaleźć, 1/12 z gry.

- Przeciętni starterzy. To oni roztrwonili przewagę w drugiej kwarcie i dostali łomot w trzeciej.

- 15 strat ekipy Bulls, sposób, w jaki to kilkukrotnie zrobili, naprawdę nie przystoi na tym poziomie.

 

Chicago Bulls – Milwaukee Bucks 115 -106

Po wigilijnej kolacji i dniu przerwy to młodzi zawodnicy Chicago szybciej od rywali wrócili do treningowego reżimu i w dobrym stylu pokonali rywali z dywizji. Bowiem drugiego dnia świąt Bulls udali się Harris Bradley Center, by zmierzyć się z podobną mocną ekipą Milwaukee Bucks.

Co ciekawe jako ten, który ma powstrzymać Antetokounmpo, wyznaczony został wątłej budowy (jak na NBA) starszy z braci Holiday. W ekipie miejscowych grał dawny niewypał z Chicago – Tony Snell i to on jako pierwszy umieścił piłkę zza łuku w koszu, ale chwilę później Lopez pozbawił go złudzeń, blokując jego próbę wsadu. Po dość dobrym początku Giannisa, który zdobył 12 z 18 punktów drużyny w połowę kwarty (5/5 FG), musiał wcześniej opuścić parkiet, gdy złapał drugi faul. Drużyna poradziła sobie jednak także bez niego i Bucks prowadzili 31-22 po 12 minutach gry.

Run 10-0 w początkowej fazie kwarty, pozwolił Bykom na wyjście na prowadzenie w piątej minucie drugiej odsłony. Niko miał w tym czasie już 11 oczek. Trochę gospodarskiego gwizdania w drugiej części drugiej kwarty pozwoliło jednak Bucks na powrót na prowadzenie. Nerwowo te gwizdki zniósł RoLo i sam zarobił technika, po tym, jak dość głośno upomniał się o nieodgwizdany ewidentny faul na nim. Chwilę później kolejny niesłuszny gwizdek wyprowadził go do tego stopnia z równowagi, że trener musiał go zdjąć z parkietu. Jego zmiennik Portis znacznie pomógł Bulls w runie 12-3 na koniec kwarty i objęciu prowadzenia 56-54 w połowie meczu.

Obsługiwany przez Dunna Lopez na boisku odreagowywał swoją złość na początku trzeciej kwarty, a wspomagany przez solidnego Holidaya i młodego Markkanena pomagał swojej ekipie utrzymywać prowadzenie. Po przerwie przebudził się też Dunn, który, chociaż przestrzelił swoje próby z dystansu, to był ważnym elementem na boisku. Na ostatnie minuty wszedł też Threekola i mocno zaznaczył swoją obecność, m.in. trafiając za trzy. Ostatecznie wynik po 3/4 meczu zatrzymał się na remisie (po 83).

Trójki Miroticia i Granta pozytywnym akcentem zaczęły ostatnią część dla Chicago. Nikola w 5 minucie przełamał barierę 20 punktów w spotkaniu. Miał 21 punktów w 21 minut gry. 14 oczek w 9 minut zdobył Grant. Po kolejnej (trzeciej w 4Q) trójce Niko Bulls prowadzili już 103-94 na pięć minut do końca regulaminowego czasu. Kriss Dunn dbał, by Bulls prowadzili w przechwytach (11-2) i wspólnie z kolegami nie pozwolił 'The Greek Freak' i spółce wystarczająco zmniejszyć dystansu do końca spotkania. Goście kończyli mecz ustawieniem Dunn-Holiday-Nwaba-Mirotic-Portis, choć w ostatnich sekundach za przepychanki wywaleni zostali z boiska Dunn i Henson. Byki znów lepsze od Milwaukee.

Plusy:

- Dunn – double double – 20 punktów, 12 asyst. 53% z gry, 4 przechwyty, 2 bloki. Wielki mecz tego wciąż początkującego gracza NBA. Duża pewność siebie, z jaką grał, wpływała na cały zespół.

- Nikola Mirotic. Potrzebował 28 minut, by zdobyć 24 punkty – 4/8 za trzy. Do tego dodał 8 zbiórek. Lubię tę nową, bardziej fizyczną wersją Czarnogórca z hiszpańskim paszportem, ale chyba najbardziej imponuje mi jego wola walki.

- Dobry mecz Valentine. Nie rzucał na siłę, trafił 50% rzutów i nie ciążył w obronie.

- Nwaba to mój ulubieniec od ‘czarnej roboty niczym kiedyś Ronnie Brewer. Nie osiąga jakichś masakrycznych liczb (7 pt, 9 zb), ale jest wszędzie i naprawdę pracuje na boisku.

- Ławka Byków dała spore wsparcie w tym spotkaniu. Nie tylko zdobyli 54 punkty, ale zrobili to na 48% skuteczności z gry, dodając do dorobku drużyny 7 trójek (7/14 za trzy).

Minusy:

- Rzuty wolne. 60% to marzenie w mojej lidze amatorskiej, ale w NBA to przyczółek dna (15/25 FT).

- Słaby Markkanen. Dobrze, że nie boi się rzucać i szuka tego, ale z 1 trójką trafioną przy 7 rzutach nie wzmacnia zespołu.

- Sędziowanie było mocno gospodarskie. Po tym meczu wiemy, że można głową sfaulować łokieć, a Antetokounmpo już ma w tej lidze status gwiazdy i specjalne traktowanie u sędziów. Nie mniej jednak na minus przesadzona reakcja Lopeza.

 

New York Knicks - Chicago Bulls 87 - 92

 

Już niejako w pierwszy dzień po świętach Bulls wrócili do własnej hali, goszcząc zmiennie radzącą sobie ekipę z Nowego Jorku. Niestety nie wrócił do gry jeszcze Noah i jedynie Doug McDermott pomagał swojej dawnej drużynie w odniesienie zwycięstwa.

porzingis markkanen

Mecz zaczął się dominacja Porzingisa, na którego tym razem nie miał odpowiedzi Markkanen. Przy dość niewyraźnej postawie Dunna, który zaczął od dwóch strat, Bulls potrzebowali wsparcia pozostałych. W takich momentach nie zawodzi Lopez i to on kilkukrotnie przepchał pod koszem kryjących go Kantera. To jednak natchnieni dobrą grą swojego lidera nowojorczycy wygrali pierwszą odsłonę w United Center 28 do 17.

W drugiej kwarcie szybko zszedł za faule Grant i do gry powrócił Dunn, będąc wyróżniającą się postacią w pojedynkach rezerwowych. Zipser strzelał zza łuku, aBobby Portis walczył, jak to ma zwyczaju. Po tym, jak rywale prowadzili już 15 punktami, Chicago zrobili nieprawdopodobny run 12-2 i zmniejszyli straty do jednego posiadania w połowie meczu: 49-52. W pojedynku Europejczyków o blond włosach prowadził Łotysz w barwach Knicks z 15 oczkami, Fin z Chicago miał 10 punktów na swoim koncie.

W drugiej połowie goście uciekli na kilka punktów, zmuszając Bulls do pogoni. To była kwarta Dunna, który zdobył w niej 9 punktów i brał na siebie ciężar oddawania rzutów. Wsparty kontrami Nwaby (5 oczek) doprowadził w trakcie tej odsłony do zmniejszania dwucyfrowej straty ze środka do 2 oczek. Trzeba oddać, że sporym wsparciem dla Byków, był ich ex-gracz McDermott, który miał katastrofalne problemy z trafianiem i skrupulatnie pomagał dawnym kolegom.

Na ostatnią część meczu obie ekipy wzmocniły obronę i znacznie rzadziej piłka lądowała w obręczy. Jednoosobową armię stanowił Porzingis, któremu Chicago próbowali przeciwstawić siłę kolektywu. Twarde pojedynki Lopeza i Kantera zaowocowały nawet pojawieniem się krwi u centra gości. Po obu stronach w kluczowych momentach oglądaliśmy festiwal pudeł, a niemoc przełamał wsadem w kontrze Markkanen na 40 sekund do końca spotkania. Chwilę później rookie zaliczył przechwyt. Knicks mieli szansę na wyrównanie, ale wolnego nie trafił Jarrett Jack. Pomysł z rzucaniem decydującej trójki przez Kantera nie wypalił i Knicks po raz drugi w grudniu 2017 musieli uznać wyższość Byków.

Plusy:

- Niezły Dunn – linijka 17-5-5-2stl-1bl – nie wygląda źle. Musi jednak wciąż pracować mocno nad rzutem, bo 6/18 FG to nie wyczyn.

- Solidna defensywa. Byki kombinują z podwajaniem czołowych graczy rywali i całkiem nieźle na tym wychodzą. Nwaba, Holiday stanowią naprawdę fajny zestaw obronny na dystansie.

- Zipser – 3/3 i 8 oczek. 10 minut to optymalny czas na parkiecie dla niego i tym razem optymalnie go wykorzystał.

- Zbierający Denzel. Nie tylko miał 4/6 z gry, ale i zebrał aż 9 piłek. Przy jego wzroście to nie jest norma w NBA.

Minusy:

- Słabsze występy Threekoli i Portisa, ale obaj nie oddali też zbyt dużo prób. Po prostu zostawili pole do popisu innym. Słabo jednak radzili sobie w obronie jeden na jeden z Porzingisem.

- Moim zdaniem trochę za dużo było rzutów z dystansu – 28. Chociaż skuteczność 10/28 do najgorszych nie należała.

- Wolne Nwaby – to zawodnik opierający swoją grę na atletyźmie i szukaniu wjazdów pod kosz. Musi być pewny na linii. Tymczasem w tym spotkaniu trafił tylko 1/4 FT i ogólnie ma zaledwie 60% z linii w tym sezonie. W ważnym momencie tego meczu to mogło nawet kosztować Byki porażkę.

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież