bulls sixers

Nikola jeszcze nie wie, jak to jest przegrać w tym sezonie. Pytanie na dzisiaj, czy aż tak walczy o nowy kontrakt, czy postanowił wspólnie z kolegami pokazać koszykarskiemu światu, że Bulls już dzisiaj są gotowi na dobre granie. Mimo wszystko w tanking rankingu Byki wciąż w Top4.

 

W Sixers (jak na złość) zabrakło Embida, a do pierwszej piątki Bulls wrócił Lauri Markkanen. Goście rozpoczęli od trzech celnych trójek i wyszli szybko na prowadzenie. Chicago byli za to solidniejsi już pod samą obręczą, gdzie ich przeciwnicy pudłowali na potęgę. Nie radził sobie Markkanen, bo cztery jego próby nie dotarły do celu. Całkiem solidnie grał Dunn, będąc zagrożeniem także z półdystansu. Natomiast Mirotic staje się znakiem wszystkiego, co lepsze dla Chicago.

Wchodził przy stanie 18-10 dla Sixers, a po jego wejściu Chicago zrobili run 10-0.

Sam Niko pokazał zagranie świadczące o najlepszej formie.

Chicago wygrali pierwszą odsłonę 30-25. 10 punktów zdobył Dunn, a po 5 dołożyli Niko i Holiday.

Wpadające jak na zawołanie rzuty z dystansu kontynuował w drugiej kwarcie Portis, bo tak otwarł tę ćwiartkę. Gorzej wyglądało to jednak w obronie. Drużynie nie udawało się łatać luk, które robili Zip i Niko i to goście prowadzili w trzeciej minucie tej części. Na graniu parą Portis-Mirotic korzystają obaj zawodnicy z Wietrznego miasta. Wysocy wymieniają się pozycjami, straszą rzutem i są widoczni na obu deskach. Bobby schodził w połowie kwarty z 9-punktowym dorobkiem. Po powrocie starterów błyszczał Holiday, który nie tylko zablokował niesamowitego Simmonsa, ale też trafił trzy razy z rzędu za trzy (raz z faulem) w 75 sekund.

Zainspirowani jego postawą koledzy osiągnęli nawet najwyższe prowadzenie w pierwszej połowie: 64-54. Po 24 minutach spuszczające z tonu Byki prowadziły 67-59. Sam Holiday miał na koncie 20 punktów (5/6 FG3, z czego 15 pt w 2Q – 4 trójki).

 

Na drugą połowę do dobrze grających przyłączył się Lauri i także coś w końcu trafił. Kriss Dunn nadal ma najszybsze bycze ręce i jeśli sam nie przechwytuje, to ma aktywny udział w stratach rywali.

Bulls odskoczyli na początku trzeciej części nawet na 12 oczek. Wtedy się zacieli. Run 9-0 gości przerwał dopiero, nie kto inny jak, Nikola Mirotic, gdy rzucił z odchylenia. Po drugiej stronie szalał Saric, który nie ustępował fizycznie podkoszowym Bulls i sporo zbierał w ataku, był przy tym bardzo cwany, bo kilka razy aż prosiło się o odgwizdanie przewinienia za popychanie przy walce o zbiórkę. W końcówce kwarty panowie z Europy (Niko i Dario) urządzili sobie bezpośredni pojedynek. Miejscowi prowadzili 89-87 po 3/4 meczu, a mogli więcej, gdyby sędziowie nie odgwizdali absurdalnych 3 sekund w ataku Threekoli w ostatniej akcji, gdy trafił do kosza.

Nie potrafię zrozumieć obecności Zipsera na boisku w ostatnich meczach. Jest fatalny i tylko jakąś sympatią trenera tłumaczę sobie, że zabiera on miejsce choćby Blakaneyowi.

W drugiej minucie kwarty Byki, po 12 celnych, spudłowali pechową trzynastą próbę z linii rzutów wolnych (Grant). Drugi PG Chicago miał wówczas swoje dobre momenty, bo trafił trudny rzut i efektownie zablokował McConnella.W piątej minucie w końcu Zipser opuścił parkiet. Sixers prowadzili aż 101-94. O ile doceniam talent Simmonsa, to szukanie przez niego zaczepki wzrokowej po jego udanych akcjach jest irytujące i czekałem tylko, gdy Bulls utrą mu nosa. W połowie kwarty nie wyglądało, by Chicago mieli kontynuować zwycięską serią – przegrywali 9 oczkami. Z boiska szybko zszedł, po krótkim epizodzie, Markkanen, któremu brakowało tej nocy jakości, a zastąpił go Niko. Miało się to okazać genialnym ruchem Freda. Przy -8 wydawało się, że wracamy do trybu tankowania. Lauri wrócił (za Portisa, któremu trochę puszczały nerwy).

Trafił za trzy,

Dunn też to zrobił i nagle był remis. Run 8-0 i "defence" na trybunach. Nikola pozamiatał w końcówce Sariciem, przepychał go przy zbiórkach, sprzedał mu czapę i rzucił ważne punkty z jego faulem. Dunn też nie zamierzał przegrywać tego meczu i dodał swoje.

Choć i Philly miała swoje szanse, to po emocjach zwycięstwo zostało w United Center i seria została przedłużona do sześciu spotkań.

 

Pogoń Bulls:

 

Plusy:

- Nikola 'No tank' Mirotic. 22 punkty, 13 zbiórek i 2 asysty. Mnóstwo energii i dobrej gry. To wszystko w zaledwie 26 minut na parkiecie. Wow!

- Dunn to nasza nadzieja. Jest fenomenalny, gra solidnie i równo. Ma super szybkie ręce i już przeciwnicy nie zostawiają go swobodnego na dystansie. 22 punkty (9/14 FG), 6 asyst.

- Bobby Portis - double double z ławki 12-10. Sporo walki i mega wsparcie dla drużyny.

- Nwaba - znów jest cichym bohaterem. W obronie pracuje za dwóch i jest na boisku wszędzie. Idealny koleś od brudnej roboty.

- Wolne - imponujące 16/19 całej ekipy i aż 12/12 FT po 3 kwartach.

 

 

 

Minusy:

- Lauri zagrał słabej po powrocie. Myślę jednak, że każdy rookie chciałby, żeby jego występ 11 punktów, 6 zbiórek, 4 asysty i przechwyt oceniano jako słaby.

- Zipser - kompletnie niepotrzebny na boisku. Lepiej, żeby jego minuty dostał Valentine, albo Niko jako SF.

- Dalej nie wiem, czy się cieszyć, czy nie, ale Byki nie miały takiej serii zwycięstw (6) od przełomu roku 2015 i 2016. Jako jedyni w historii wygrali 6 kolejnych spotkań, po serii 0-10.

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież