Zaloguj

Zaloguj

bulls jazz

Kto w organizacji Bulls gra przeciwko komu i na co naprawdę stać byłoby skład Chicago. Ten mecz namieszał nam w głowach i ilość niewiadomych, co do przyszłości drużyny i planów transferowych nie tylko się nie zmniejszyła, ale wręcz pojawiły się nowe zagadki. Byki wygrywają czwarty raz z rzędu i tracą pozycję lidera w wyścigu o numer 1 draftu. Nie panikujmy, przed nami jeszcze 55 spotkań, które można przegrać. W poprzednich sezonach wyniki na poziomie 15-20 wygranych gwarantowały ostatnie miejsce w tabeli.

 

 

Twardą defensywę na początku spotkania prezentowali Byki, a grający w s5 (pod nieobecność Markkanena) Mirotic wygląda w tym sezonie na naprawdę głodnego gry. Bulls całkiem solidnie odpowiadali na kosze Jazzmanów i dzięki zespołowej grze (5 asyst przy 8 trafieniach) to miejscowi prowadzili przez większą część kwarty. Wkrótce każdy ich starter miał przynajmniej 3 punkty na swoim koncie. W końcówce kwarty Bulls prowadzili już nawet 8 punktami. 

Goście prowadzeni przez duet Mitchell – Rubio (15 punktów w pierwszej kwarcie tej pary) byli w stanie uzbierać 24 oczka przy 30 Bulls. Frontcourt Byków: (Lopez, Mirotic, Valentine) wygrał bezpośrednią rywalizacją z tą formacją Jazz (Favors, Gobert, Ingles) aż 21-0.

Bulls znów grali na maksa pierwszą połowę i naprawdę starali się w obronie. Ostatnie mecze pokazały, że ta młoda ekipa może mieć charakter i przyszłość przed sobą. Zbudowana na graczach angażujących się po obu stronach parkietu ma potencjał pod bardzo dobrą drużynę, która uzupełniona czołówką draftu i All-Starem nie powinna mieć problemu, by za chwilę liczyć się w walce o czołowe miejsca na Wschodzie. Tymczasem dobrze poczynali sobie z rywalami z Salt Lake City, bo ich przewaga oscylowała wokół 10 oczek. Głodny gry Nikola miał 14 punktów w połowie drugiej kwarty. Chicago trochę przestraszyło się, że im za dobrze idzie i spuścili z tonu pod koniec kwarty.

Mimo to zachowali prowadzenie i do szatni udali się z wynikiem 49-48.

 

Chicago, trochę planowo, zaczęli odpuszczać w obronie w drugiej połowie i sami nie byli też tak skuteczni, jak wcześniej. Dla Utah zaś Rubio i Mitchell robili robotę i szybko wyprowadzili swój team na prowadzenie. Ekipa przyjezdnych celnie zakończyła 7 z 10 pierwszych prób. Z drugiej strony szalał ktoś inny. 

Powrót Niko zdaje się zupełnie nie na rękę polityce drużyny, bo Mirotic wygląda jak jedyny starający się o wynik i zaliczył serię kolejnych 11 punktów dla Chicago w drugiej części trzeciej kwarty, czym wyprowadził swoją ekipę na prowadzenie.

 A dzięki trafieniu w ostatnich sekundach Granta, miejscowi prowadzili 77-74 po trzech czwartych spotkania.

Od poprawieniu dorobku o 6 oczek czwartą kwartę zaczął Portis. Ogólnie skład z Bobbym i Rolo zaczął bardzo dobrze i Bulls prowadzili po 3 minutach 86-79. Bobby grał znakomicie i zdobył 9 punktów w pierwsze 4 minuty kwarty. 

Przed tą częścią jechał na pustym przebiegu. Mam mieszane uczucia, kiedy Byki grają dobrze, ale wygrana nie jest najlepszym, co mogłoby się im przydarzyć w tym spotkaniu. Nie mniej jednak wierzyłem w sportowe rozstrzygnięcie. Na 4 minuty przed końcem, gospodarze nadal prowadzili 94-90, a Nikola wyglądał jak ostatnia osoba, która odda ten mecz. 

Do końca ważyły się losy meczu, bo młodzi Bulls wcale nie zamierzali tankować w tym spotkaniu.

 

 Jazz trafiali spod kosza, ale za trzy nie. Chicago nie udało się przegrać i seria zwycięstw wynosi obecnie 4.

 

Plusy:

- Nikola Mirotic - 29 punktów (61% FG, 3/5 za trzy) był 'on fire', sam nie pozwolił drużynie przegrać tego meczu, kiedy nagle w trzeciej kwarcie po prostu rzucił sam 11 punktów z rzędu. Wartość rynkowa Hiszpana rośnie.

Stay hot Niko! #StarWarsNight pic.twitter.com/QXbQHhc4jx

— Chicago Bulls (@chicagobulls) 14 grudnia 2017

- Valentine - po bezbarwnych meczach znów był wartościowym zawodnikiem. Rzucił 13 punktów i rozdał kilka bardzo ładnych podań.

- Dunn - 13 punktów, 8 asyst i 7 zbiórek, 4 przechwyty. Człowiek od wszystkiego w Bulls. Równa forma i nadzieja na przyszłość. Przed sezonem nie podejrzewałem, że taki drzemie w nim potencjał.

- 7/17 za trzy - rozsądna selekcja rzutowa i dystrybucja piłki (tylko 9 strat)

- Fred Hoiberg wygląda jak prawdziwy trener.

Minusy:

- Ta wygrana w kontekście walki o pierwsze miejsce w tanking rankingu raczej nie jest na rękę Bulls.

- Paul Zipser wchodził, kiedy trzeba było spudłować - był w tym niezawodny - 0/2 FG

- Przeciętne wolne - 67%

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież