bulls pacers

Jestem ogromnie zawiedziony postawą Bulls w tym meczu, którzy przez ostatnie minut skutecznie zatarli dobre wrażenie z całego meczu. Można przegrywać mecze, bo jest się słabszym, a można też po prostu je specjalnie oddać, żeby nie stracić pozycji lidera rankingu tankowania. Byki skorzystały z tej opcji.

 

Z tego, co wiem, nie jestem jedynym fanem czarnych strojów Bulls, to też pozytywnie przyjąłem fakt, że to nich goście z Chicago wyszli na spotkanie w IP. Dobrze mecz zaczął Lopez, wykorzystując swoje szanse. Za to niemrawo wyglądała reszta, jakby rozczarowana faktem, że muszą grać w koszykówkę. Pacers byli nie mniej rozczarowani i coach Nate McMillan brał pierwszy raz czas przy stanie 11-4 dla przyjezdnych. Dobrze z roli podającego wywiązywał się Dunn, który podawał przy 4 z 6 pierwszych trafień drużyny, do tego sam zdobył 5 punktów w pierwsze 7 minut spotkania. W obronie dobrą pracę na Oladipo robił Holiday, bo lider miejscowych zaliczył dość szybko 3 straty. Z ławki tym razem jako pierwszy na boisko wbiegł Nwaba, dając sporo fajnej energii. Drugi wchodzący - Portis - też pokazał się pozytywnie, tafiając zza łuku. Dzięki temu goście utrzymali prowadzenie i było 30-20 po 12 minutach całkiem dobrej gry ofensywnej Byków. Dunn asystował lub punktował przy 20 z 25 punktów zdobytych, kiedy był na parkiecie.

8 punktów i 4 zbiórki dołożył od siebie Lopez.

 

Co ciekawe na początek drugiej kwarty wrócił na boisko Denzel i ugryzł rywali dwoma trójkami (w pierwszych czterech minutach kwarty), po tym, jak wcześniej genialnie obsłużył podaniem Nwabe. Za sprawą jego trafień i pudeł Pacers, Chicago zaliczyli run 13-2 w trzy minuty. To na tyle ich zdekoncentrowało, że spudłowali kolejne pięć rzutów, oddając inicjatywę rywalom. Przez to, wyjątkowo czujny, trener Hoiberg wrócił do starterów i nieamowitego Krisa Dunna.

 

Bulls grali na poważnie w pierwszej połowie i szybko wrócili do budowania przewagi, która osiągnęła nawet na chwilę poziom 17 oczek. W końcu udane akcje zaliczyli, trochę pechowi wcześniej, Holiday i Markkanen. Z liderami w osobach Valentine (12 punktów – 3/4 za trzy) i Lopeza (również 12 punktów i 4 zbiórki), Byki schodziły do szatni, prowadząc 55-39.

 

Druga połowa rozpoczęła się w rytmie wymiany ciosów między ekipami niczym w pojedynkach Rocky’ego Balboa. Otworzył się Miles Turner i nagle seryjnie dziurawił kosz jump shotami. Po stronie Chicago Dunn pokazywał, że też potrafi rzucać, a Lauri Markkanen się nareszcie przełamał, trafiając za trzy. Miałe też całkiem efektowny dunk.

W trzeciej kwarcie obie ekipy lepiej rzucały z daleka. Denzel nie zwalniał – dodał celny rzut równo z dźwiękiem zegara informującym o końcu 24 sekund na akcję. W szeregach gospodarzy Collison, Young i Bogdanowic dorzucali swoje. Z pojedynku strzeleckiego minimalnie lepiej wyszli Pacers, bo dzięki wygranej dwoma punktami kwarcie przegrywali ‘tylko’ 14 punktami (69-83). Dunn miał 16 punktów (7/11 FG!), 5 zbiórek i  6 asyst.

Na początku czwartej kwarty małe show robił Nwaba, którego talentu coraz większym fanem jestem. Po tym, jak powalczył o zbiórkę w ataku, stał się w 3 minucie ostatniej kwarty, szóstym zawodnikiem gości z dorobkiem dwupunktowym. Statystyki natomiast potwierdzały, że przewaga Bulls pochodzi z gry pod koszem, skąd pochodziły 42 z 89 zdobytych punktów (20 oczek rywali z pomalowanego w tym czasie). W połowie kwarty Chicago z problemami, ale utrzymywali dwucyfrowe prowadzenie. Na parkiet zaś wrócili starterzy. Ci grali słabiej od zmienników, bo nie przeszkodzili Indianie w runie 14-5. Potem zaczęli najzwyczajniej w świecie oddawać mecz. Rzuty z nijakich pozycji, oddawanie piłki do rąk przeciwnika. Co to miało być? Na 3 minuty do końca Pacers przegrywali 2 punktami. Oladipo trafił w końcówce za trzy i nagle Pacers wygrali mecz. Tanking level expert.

 

Plusy:
- Byłoby sporo, ale wszystko cofam, za to, jak oddali mecz w końcówce.

Minusy:
- Chicago dostali przykaz, by przegrać mecz prowadząc 10 punktami w końcówce. Zawodnicy napluli w twarz kibicom i oddali mecz. Nie chodzi o to, że im nie wyszło – oni specjalnie nie próbowali. Nigdy nie było mi tak wstyd za Bulls :( Powinni dostać kary finansowe za jawne tankowanie!

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież