bulls lakers

 Bulls dochodzą do perfekcji w przegrywaniu spotkań. Wydawało się to prawie niemożliwe w starciu z Lakers, jednak skuteczna dywersja pozwoliła im w kilka minut stracić 18-punktową przewagę. Dla odmiany słabszy mecz zagrali Markkanen i Holiday. Blakeney zdobywa serca fanów i choćby dla jego wsadu warto obejrzeć skrót spotkania.

 

Lakers to trzecia drużyna w NBA, w pojedynkacj z którą, mamy na boisku rywalizację dwóch braci. Od tego sezonu do młodych Jeziorowców dołączył Brook Lopez i tym razem bliźniacy Lopezowie ścierali się na pozycji numer 5 w Staple Center.

Pozostali gracze byli nieco młodsi od swoich centrów, oglądaliśmy bowiem pojedynek z top5, jeśli chodzi o średnie wieku ligi. Dunn wypuszczony w pierwszej piątce zaczął od ostrego krycia tak hypowanego rozgrywającego Lonzo Balla. Raz wziął mu piłkę, gdy ten leżał, a raz zablokował go przy próbie dunku.

Efektownie wygrywał ten bezpośredni pojedynek wschodzących gwiazd na pozycji numer 1. Ball nie był mu jednak dłużny i w kolejnych minutach, także on pokazał Krisowi swoje talenty. Świetnie spotkanie zaczął Valentinie, trzykrotnie trafiając zza łuku. Miał łącznie 11 punktów w pierwszej kwarcie, którą 27 do 23 wygrali Bulls.

 

Od tego spotkania drugi unit Chicago ma nowego lidera. To odkrycie Summer League, niesamowicie wszechstronny strzelec – Antonio Blakeney. Już w pierwszej kwarcie zdążył w te kilka minut spędzonych na parkiecie trafić dwa razy, a drugą odsłonę zaczął od zdobycia 11 punktów.

 

Plusy:

- Valentine - to już naprawdę staje się regularne. Po raz 4 sezonie trafił 4 trójki w meczu i odkąd wychodzi w pierwszej piątce, jest innym zawodnikiem - 17 punktów (5/7 FG).

- Blakeney - to jak zaczął drugą kwartę to było coś. Świetnie wykorzystuje swoje szanse i liczę, że będziemy oglądać go regularnie w drugim unicie. 15 punktów - 50% FG.

- Robin Lopez - 7/11 FG i sporo walki - pojedynek z bratem tym razem dla niego - Brook miał 2/10 FG.

- Byki słabo walczyli na własnej desce, ale na pod koszem rywali złapali aż 15 piłek. 10 z nich jest zasługą RoLo, Portisa i Dunna.

- Grant nie gra już w pierwszej piątce.

Minusy:

- W czwartej kwarcie Bulls pozwolili rywalom na seryjne zbieranie piłki w ataku, czym pogrzebali swoje szanse.

- Nie wyszedł ten mecz, z reguły liderom: Holidayowi i Markkanenowi - razem trafili tylko 6 z 29 rzutów. Obaj nadrobili zbiórkami - mieli 24.

- Słabe wolne - 11/16 - 69% FT

 

Dało to Chicago 10 punktów przewagi. Pokazał też kawałek charakterku, gdy sposteryzował Randle’a i potem zarobił technika, bo dodał komentarz w stronę przeciwnika.

Trochę go to zbytnio nakręciło, bo kilka nieudanych kolejnych akcji to wina forsowania przez niego rzutów. Musiał usiąść na ławce, żeby ochłonąć. Trzeba oddać, że gospodarze byli bardzo gościnni i często wyrzucali podania w aut. Nie wiem, kto siedział w pierwszym rzędzie pod koszem Byków, ale zawodnicy z Los Angeles momentami częściej szukali podań do tej osoby niż do kolegów na boisku. Ostatecznie Bulls zagrali jedną z najlepszych połów w tym sezonie i prowadzili 56-42. 15 punktów rzucił Blakeney, a ich skuteczność za trzy wynosiła 50% - 7/14.

 

Od trójki Holiday zaczął drugą połowę, Dunn natomiast dostał trzecią czapę przy wjeździe pod kosz. Po dwóch minutach granych w dobrym rytmie Bulls prowadzili jeszcze 19 punktami. Lepiej szło im rzucanie z daleka niż rzuty spod samej obręczy, które pudłowali na potęgę. W połowie tej kwarty Byki nadal prowadzili wyraźnie, a nieporadni gospodarze nie wyglądali na gotowych, by im w tym meczu zagrozić. Problemy ze skutecznością miał Lauri, przez co Bulls nie mogli na niego za bardzo liczyć. Jakiegoś wielkiego wsparcia nie dawał także jego zmiennik – Bobby Portis. Przy okazji fatalnie goście z Wietrznego miasta zastawiali deskę, a Lakers bezlitośnie to wykorzystywali. Przed końcem kwarty zmniejszyli straty do tylko 3 punktów, nadrabiając 15 oczek w samej trzeciej odsłonie.

 

 

 Będący najlepszym tej nocy graczem Byków Valentine zaczął od dalekiej trójki. Chociaż Chicago prowadzili 6 punktami, to momentalnie Lakers odrobili straty. Natomiast Bulls fatalnie wykonywali rzuty wolne i zaprzepaszczali przez to sporo momentów, kiedy mogli odskoczyć.

Hoiberg spróbował gry duetem Markkanen-Portis pod koszem i wyszło to Bykom nawet na dobre, bo po remisie znowu odskoczyli na 7 oczek. Zadowolony z tego coach szybko wrócił do Lopeza. Na 5 minut przed końcem czasu prowadzili jeszcze sześcioma. Wówczas Bulls stanęli ofensywnie, a miejscowym wpadały trójki. Na 100 sekund przed końcem to oni prowadzili 5 punktami. Trochę to żałosne, w jaki sposób Byki po całkiem niezłym spotkaniu przespali końcówkę i przegrali ostatecznie 94-103.

Plusy:

 

Minusy:

- Payne - naprawdę? 

 

 

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież