bulls spurs

Day-to-day z reguły znacznie zmniejsza szansę na wygraną. W przypadku starcia ze Spurs był to tylko jeden z wielu czynników, jakie zmniejszały bycze perspektywy na to, by chociaż powalczyć w hali w Teksasie. Bulls się to nie udało, dodatkowo stracili Markkanena na minimum tydzień i kolejny raz zwiększyli swoje szanse w loterii draftowej.

 

Bulls odważnie wyszli naprzeciwko jednej z najlepszych drużyn NBA ostatnich lat. Markkanen nawet zablokował pod koszem Aldridge'a. Dobrze wyglądało to jednak tylko przez trzy minuty. Spurs nie planowali wyrównanego meczu i po tym czasie wrzucili wyższy bieg. Postanowili sobie rzucać trójki i po chwili prowadzili dwucyfrową różnicą punktów. W połowie kwarty było 18-6 dla gospodarzy. Po kolejnej trójce Pau Gasola trzy minuty później, było 30-8 dla Ostrogów. Zmiany nie wiele pomagały i kwarta zakończyła się kompromitującym dla Byków wynikiem 15 do 37.

Drugi mecz z rzędu, Hoiberg na początku drugiej kwarty desygnował do gry parę Dunn-Felder na pozycjach obrońców i trzeba przyznać, że nie jest to najgłupszy pomysł, bo panowie nie zabierają sobie piłki i całkiem efektywnie grają w ataku. Obaj są bardzo szybcy i nie tylko podkręcają tempo, ale i są w stanie po przechwycie wyprowadzić kontry. To są jednak tylko pojedyncze promyki w tej czarnej przestrzeni nieładu i chaosu, w jakiej Bulls poruszali się w tym spotkaniu. Aldridge i Gasol robili, co chcieli pod koszem, a ich podania do dalej ustawionych partnerów kończyły się najczęściej celnym rzutem za trzy. Nonszalanckiej grze rywali i przebudzeniu RoLo Bulls zawdzięczają run 13-0, jaki udało się im w środku kwarty zrobić. W najlepszym momencie zmniejszyli nawet straty poniżej dwóch cyfr. W końcówce jednak sodówka zbytnio gościom uderzyła do głowy i przez nierozważne próby rzutowe, przegrywali w połowie meczu 47-63. Najgorszą wiadomością był jednak fakt, że utykając z parkietu zszedł Markkanen. Tym razem pozytywnie prezentował się autor 12 oczek dla Byków – Lopez (6/8 FG).

Lauri nie pojawił się w drugiej połowie i obecnie jego powrót do gry szacowany jest na 15 listopada. Zastępujący go Portis starał się bardzo i twardo atakował obręcz, nie bojąc się fizycznego starcia z Aldridge’em czy Gasolem. Spurs kontrolowali swoją przewagę, zaczynając drugą połowę od trafienia 9 z 11 prób. Obrona w tym meczu nie istniała. Byki szczęśliwie uniknęli straty 100 punktów w trzy kwarty, ale i tak przegrywali okazale 70 do 97 przed ostatnią częścią.

Co można powiedzieć o czwartej kwarcie? Klasyczny 'garbage time'. Obrona nie pojawiła się w również w tej części. Paru zawodników poprawiło swoje statystyki. Coraz bardziej lubię Pondextera, z tym jego topornym stylem, który jednak bywa efektywny. Felicio, mając znacznie słabszego fizycznie przeciwnika, w końcu wyglądał jak w zeszłym sezonie. Starterzy Spurs nie pojawi się już tej nocy na parkiecie, a mecz dokończono wynikiem: 94-133.

Plusy:

- Dunn jest coraz lepszy i pewniejszy siebie. 15 punktów i 2 przechwyty.

- Portis w końcu ma w miarę stabilną formę i naprawdę walczy na parkiecie.

- Felicio zagrał naprawdę solidnie w czwartej kwarcie, co w kontekście jego ostatnich meczów jest promykiem nadziei (8 punktów i 2 zbiórki).

Minusy:

- Kontuzja Markkanena. Coraz mniej powodów, by oglądać mecze Byków.

- Obrona to byłą tragedią w tym spotkaniu. Spurs bawili się momentami z młodymi Bulls, a wynik 133 stracone punkty tylko to podkreśla.

- Zipser wygląda słabo. Holiday miał fatalny dzień rzutowy - 1/10 FG. A Grant to taki zapychacz, który dobrze wygląda tylko w statystykach. 9 punktów i 8 asyst.

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież