bulls spurs

Zawsze z sentymentem podchodzę do przyjazdu byłych graczy Bulls do United Center. Tym razem z nowym zespołem wrócił tu Pau Gasol. Choć ciężko szukać w obecnym składzie zespołu z Wind City byłych kolegów Hiszpana. Przebudowujący się skład gospodarzy okazał się gościnny i tylko przez pierwszą połowę stanowił równorzędnego przeciwnika.

 Mecz z jednym z kontenderów Bulls zaczęli z energią i czerwonymi długimi skarpetkami na nogach. Już w drugiej minucie Markkanen przypomniał kibicom, po co w tym sezonie będą chodzić do United Center, gdy przymierzył celnie z dystansu.

 

Najbardziej aktywny był znów Lopez, który trafia już z tak dalekiego półdystansu, że może czas zacząć robić krok do tyłu, by te rzuty liczyły się za jeden punkt extra. Spurs znali swoje przewagi i piłka co rusz wędrowała do ich duetu podkoszowych Gasol-Aldridge. Ci natomiast obok wachlarza zagrań blisko kosza, dysponują też solidnym rzutem i to oni byli głównymi dostawcami punktów. Gospodarze, dla odmiany, tym razem starali się w obronie i dotrzymywali kroku przeciwnikom. Trafiający trójki Holiday był ich tajną ofensywną bronią. Pod koniec kwarty mieliśmy okazję zobaczyć na boisku Lauvergne'a, który był tak przez nas hołubiony w poprzednim sezonie, kiedy jeszcze grał dla Bulls.

Byki wygrały pierwsze 12 minut 21-19, głównie dzięki temu, że Lopez i Holiday dołożyli po 8 punktów.

 

Ciężko przechodzić obojętnie wobec popisów Feldera, który jest niezwykle energetycznym zawodnikiem i nie da nie zauważyć się jego obecności na parkiecie. Inna sprawa, że jego akcje kończą się różnie. Genialny wjazd przeplata podaniem do nikogo. Chicago szybko tracili piłki i mieli już 7 strat, gdy nie minęło nawet 15 minut spotkania. Szkoda, że nie zabrakło też przerzuceń obręczy w wykonaniu Valentine’a i Nwaby. Trzeba przyznać, że również gracze Spurs mieli problem, by punktować przez co wynik był dość niski i cały czas na styku. Połowa spotkania zakończyła się prowadzeniem Spurs 41-38. Bulls mieli kilka szans, by ten wynik był korzystniejszy, ale wyszedł brak ogrania Markkanena i młodemu Finowi zdarzyło się w zbyt prosty sposób stracić dwukrotnie posiadanie.

 Za moją radą poszedł Robin Lopez i drugą połowę zaczął od celnej trójki, kompletnie zaskakując kryjącego go Gasola.

Chwilę później zrobił krok w przód i trafił tym razem z półdystansu. Udane rzuty centra, pozostali gracze roztrwaniali pod własną deską, gdzie Aldridge założył obóz i próbował rzucać, aż do skutku. To plus kilka celnych jump shotów dało gościom prowadzenie 57-49 w połowie trzeciej kwarty. Nieskuteczność po obu stronach złożyła się na to, że przewaga się nie zmieniała. Przed ostatnią częścią, grający (nie oszukujmy się) bardzo przeciętnie San Antonio zgromadziło 10 punktów zaliczki.

 

Źle zaczęła się dla miejscowych ostatnia kwarta i szybko widocznym stało się widmo kolejnej porażki. Dopiero w trzeciej minucie dobitka Felicio powiększyła dorobek punktowy Bulls. Pojedyncze wjazdy Nwaby czy Markkanena to było zdecydowanie za mało by coś w tym meczu ugrać.

Faktem jest, że Fin widzi, że to na nim spoczywa rola lidera tej drużyny i nie boi się brać odpowiedzialności. Ma przy tym szeroki arsenał ofensywny i oglądaliśmy różne rodzaje jego prób rzutowych. W końcówce rozstrzygniętego meczu pokazał się jeszcze Grant, kończąc między innymi akcje 2+1. W ostatniej minucie trójkę trafił Lauri, czym ustalił wynik na 87-77 dla Ostróg.

 

Plusy:

  •  Rozwój Markkanena – nie mam wątpliwości, że musimy wierzyć w tego gracza i ciężko nie widzieć w nim potencjału. 13 oczek, 12 zbiórek.
  • Lopez gra naprawdę solidnie i jego obecność sprawia, że młodzi gracze uczą się spokojnie operować piłką, mając cały czas do dyspozycji podanie do swojego centra. 16 punktów, 7 zbiórek.
  • Felder ma jakiś urok, może to podobieństwo do Nate’a Robinsona, ale naprawdę lubię oglądać go na parkiecie.

Minusy:

  • 19 strat. Mnóstwo nieporozumień, podań do nikogo czy problemów z kozłowaniem.
  • Zbiórki, a przede wszystkim pozwolenie na 14 zbiórek ofensywnych rywalom.
  • Skuteczność – 38% z gry i 8/28 zza łuku.

 

BOXSCORE

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież