bulls raptors

Start sezonu 2017/2018 w wykonaniu Byków odbył się trzeciego dnia od startu całej ligi. Ich pierwszy mecz miał miejsce w Kanadzie, a konkretniej na hali w Toronto. Niestety nieobecność aż czterech graczy, których spodziewamy się w pierwszej rotacji Byków (Dunn, LaVine, Mirotic, Portis) bezlitośnie odsłoniło fakt jak słaby skład w Chicago mają przygotowany na ten sezon.

 

Bulls zaczęli spotkanie (i w sumie sezon) jakby nieśmiało. Wszystkie piłki w ataku przechodziły przez Lopeza i on był centrum wszystkich akcji, szukając podaniem wbiegających młodych graczy. Na wystraszonego wyglądał Markkanen, który dość nieoczekiwanie stał się beneficjentem popularnego powiedzenia „gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta” i wyszedł jako starter. Zaczął od niecelnych dwóch prób i straty. Ogólnie widząc, jak ślamazarnie biegają na początku meczu obie ekipy, musiałem sprawdzić, czy na pewno to już sezon się zaczął, a nie oglądam czasem meczu z fazy preseason. Lauri swój debiutancki kosz w NBA zdobył w dziewiątej minucie spotkania.

Z uwagi na sporo kontuzji na pozycji rozgrywającego w Bulls, jeszcze w pierwszej kwarcie na parkiet wbiegł (nie spodziewałem się, że będzie w rostrze) Ryan Arcidiacono. Jego pierwszy rzut w NBA to niecelna próba z ponad połowy na koniec kwarty otwarcia.

 

W drugiej kwarcie grono mniej znanych nowych graczy Bulls na parkiecie powiększyło się o Pondextera, który zaczął od niecelnego rzutu spod kosza. Tymczasem przewaga miejscowych osiągnęła poziom 17 punktów. Nie można zbyt wiele dobrego powiedzieć o obronie Byków. Rezerwowi Raptors co rusz dostawali się w ‘pomalowane’, skąd mieli stały dopływ punktów. Po stronie atakowane 'cegła party' urządzał sobie Valentine. Raps rozstrzeliwali za to Bulls z dystansu. C.J. Miles i spółka nic nie robili sobie z próbujących ich kryć na dystansie defensorów Byków. W połowie kwarty rywali mieli niemal dwa razy więcej punktów niż goście. Z ciekawostek – wydawałoby się, że doświadczony Valanciunas nie powinien robić takich błędów, ale po jednej akcji, kiedy Toronto ośmieszyli obronę Byków i ich center dunkował.

Ogólnie nie był to jego najlepszy mecz:

Postanowił on podkreślić swoją dominację i podciągnął się na obręczy.

Efekt – faul techniczny. W połowie meczu można było śmiało uznać, że 'tanking is in progress', bo Byczki dostawały srogi łomot, przegrywając 37-58.

 

W drugiej połowie nawet kilka razy pojawiła się w grze Bulls obrona i kilka wejść gospodarzy zostało przez nią spacyfikowane. Nadal jednak Toronto znajdywało sposób by punktować, czy to po rzutach dystansowych, czy też wolnych. Uaktywnił się natomiast Markkanen, który zaliczył szybką serię 8 kolejnych zdobytych punktów. Poza tym: mecz toczony w tempie preseason, a różnica cały czas oscylowała wokół 20 oczek. Pojawił się też kolejny rozgrywający - Felder. Rezerwowy PG-ek biegał i pudłował, reprezentant Finlandii dawał nadzieję na przyszłość,

Holiday przedstawiał NBA papiery na solidnego grajka, a reszta zawodników z 'Wietrznego miasta' biegała od kosza do kosza. W konsekwencji: 20-punktowa strata i brak nadziei, by jeszcze powalczyć w tym meczu.

 

 Skuteczne pick and rolle duetu Felder - Felicio były ozdobą początku ostatniego etapu meczu.

Na niewiele jednakzdawały się skuteczne akcje w ofensywie, jak pod koszem stały otwarte wrota w pomalowanym. Gracza Raptors zaś w glorii i chwale z łatwością wkraczali w nie, doskonaląc swoje layupy. Podobać się mogła pewność siebie Valentine’a, który bez zastanowienia odpalał trójki i co najważniejsze bez problemów je trafiał. Cały czas wynik był ‘bezpieczny’ i próżno było szukać emocji w tym spotkaniu. Do końca rzutów trzypunktowych szukał Lauri, fajnie (jak gracz z lat 90) pokazał się kilkukrotnie Pondexter, trochę nieudolny był Felicio, a rozstrzygnięcie w zasadzie było jasne już po połowie spotkania.

Plusy:

  • Debiut Markkanena – 17 punktów, 8 zbiórek i pokazanie sporo potencjału. Myślę, że nie pozostaje nam nic innego tylko ściskać kciuki i liczyć, że właśnie rozwija się nam przyszły franchise player.

  • 4/7 za trzy Valentina, trochę mało grał w moim przekonaniu.

  • Zipser gra drugi sezon w NBA, a wygląda jak weteran. Niesamowity spokój i inteligencja tego gracza. Naprawdę grał solidnie.

  • Holiday – dajmy mu jeszcze czasu i więcej grania, a może wyjść z tego miła niespodzianka: 15 punktów, 4 zbiórki, 2 asysty.

 

Minusy:

  • Obrona, a raczej jej brak.
  • Problemy przy zastawianiu własnej deski.

  •  Pudłujący na potęgę Felder – fajnie, że ilekroć było na niego zbliżenie, to z jego twarzy nie schodził uśmiech. Super, że gościa tak cieszy gra.

  •  Ryan Arcidiacono jest w rotacji ??!

  •  Mało minut ‘Felka’ (Felicio), tylko 16.

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież