mavsbulls 

W meczu z Mavericks Bulls postanowili nie korzystać z usług, być może europejskiego następcy Nowitzkiego (gracza Dallas), Lauri Markkanena, a większe szanse na grę dostał Bobby Portis. Wynik jest efektem przegranej aż 11 do 44 ostatniej kwarty, w której przez większości czasu dalecy rezerwowi gospodarzy celnie rzucali z dystansu nad bezradnymi (prawdopodobnie w większości niedoszłymi) graczami z ławki w chicagowskiej ekipie.

 Pierwsza kwarta nie była jakaś tragiczna w wykonaniu Byków, przynajmniej nie tak jak ta otwierająca tegoroczny preseason. Irytowała jakaś chora pasja Miroticia do oddawania szybkich rzutów zza łuku. W swoje 8 minut na parkiecie próbował tego aż 4 razy (raz skutecznie) i dopiero zejście z parkietu ostudziło jego zapał. 7 punktów zdobył tej części Zipser, który nie opuścił parkietu. Prezentował przy tym swój styl – raczej niewidocznego wyrobnika, pracującego po obu stronach boiska. Warty odnotowania fakt statystyczny: Bulls asystowali przy 9 z 10 trafień w 1Q.

W drugiej odsłonie swoje minuty dostał w barwach Mavericks – Dirk Nowitzki i kilka razy obnażył braki młodych podkoszowych z ‘Wietrznego miasta’. Szczególnie w obronie na półdystansie. Obecność Bobby’ego i Cristiano sprawiała, że i tak lepiej w tej części wyglądała defensywa gości, chociaż może to bardziej efekt słabej skuteczności dystansowej graczy Mavs, którzy poza Barnesem (6/8 FG – 17 punktów) mieli problemy z trafianiem. Z pozytywów mieliśmy efektowny wsad Nwaby i przechwyt z dunkiem Holidaya. Bulls zebrali w 24 minut 21 piłek, jednak żadnej z deski przeciwników. W połowie spotkania było 49 do 43 dla miejscowych z Teksasu.

 

Bulls mieli spore problemy z trafianiem na początku drugiej połowy – w jednej kontrze trzy razy nie trafili z najbliższej odległości. Dunn (miał już 1/9) z Miroticiem (2/8)rywalizowali, kto więcej razy spudłuje. Trochę rozczarowujące jest, że chociaż Niko nabrał 10 kilo masy mięśniowej, to nie był w stanie skończyć akcji tyłem do kosza, grając przeciwko głowę niższemu obrońcy. W tej części Bykom udało się w końcu coś zebrać w ataku, ale tylko momentami wyglądali dobrze. Ich taktyka oparta w 80% na rozrzucaniu po obwodzie i rzutach za trzy jest mocno uzależniona od jednego czynnika – skuteczności z dystansu. Z tym niestety bywało różnie. Efekt –14 po trzech kwartach i srogi op… od Boylean (asystent trenera od defensywy) dla Portisa i Dunna zaraz po jej skończeniu.

 

Czwarta kwarta zaczęła się dobrze, ale dla Mavericks. Hoiberg szybko brał czas, bo przewaga osiągnęła poziom 19 oczek. Mavs jednak zbombardowali Byki trójkami i w zasadzie bardzo szybko ta część meczu zamieniła się w klasyczny 'garbage time'. Na 7 minut przed końcem czasu było 27 punktów na korzyść gospodarzy. Myślę, że to tak w ramach przyzwyczajania się przed sezonem. Ostateczny rezultat efekt to brak zrozumienia między rezerwowymi w Bulls i cudowna skuteczności rezerwowych Mavericks.

 

 

I na koniec, moich kilka obserwacji z tego meczu: 

Felicio - jest poziom wyżej, niż był w zeszłym sezonie, a walczy, co najmniej tak samo, jak nas do tego przyzwyczaił. Czasem trochę za bardzo, bo nałapał fauli w ataku przy walce o zbiórki.

Portis – nie boi się rzucać, ale nie mogę się pozbyć wrażenia, że czasami to mógłby. Słabo pomaga w obronie. W ogóle nie ma pędu na kosz – woli rzucić z 4 metra niż spróbować wjazdu. Trochę złe wrażenie poprawił w drugiej połowie.

Nwaba – miał jeden genialny wjazd z lewej strony pod kosz ze wsadem – lubię go.

Holiday – już w poprzednim pobycie w ‘Wietrznym mieście’ pokazał potencjał i tegoroczny preseason udowadnia, że ma papiery na solidnego grajka. Najbardziej imponuje mi fakt, że widoczny jest nie tylko na atakowanej połowie.

Zipser – duża pewność siebie, spory spokój. Co by nie mówić to kolejny przechwyt draftu w wykonaniu Byków. Wzięty z numerem 48 wydaje się kandydatem Hoiberga do pierwszej piątki i nie daje powodu, by nie uznać tego za słuszną decyzję.

Dunn – trochę się męczył. Musi zwiększyć pewność siebie i konsekwencje w kończeniu akcji. Na razie ma kilka, kilkanaście spotkań, by udowodnić czy słusznie pokładamy w nim nadzieje. 6 asyst, ale i 1/9 z gry przy rzutach (przede wszystkim) spod kosza.

Niko ‘Cegła’ Mirotic – za bardzo chce. Rzuca jak automat, tylko źle skalibrowany. Jakby mu to wpadało, byłby wyższą wersją Stepha Curry'ego. Niestety nie jest nawet blisko.

Lopez – gość klasa – robi swoje i robi to doskonale.

Grant – ma problemy z decyzyjnością, mega niestabilny zawodnik. Nie daj Fred, żeby to on wychodził jako starter. Trzeba oddać, że jeden z lepszych obrońców na obwodzie w Chicago.

Blakeney – potrzebuje więcej gry, ale wygląda na ciekawego grajka, który dużo rozumie, inteligentnie porusza się po parkiecie, ma instynkt strzelecki i sporo w ofensywie potrafi.

Reszta nie warta wzmianki. No poza Ryanem Arcidiacono - koleś wygląda jakby znalazł się na boisku przez przypadek. Jest kompletnie z innej bajki. Nie odbieram mu umiejętności, ale posturą wyglądał jakby wzięli widza z trybun do składu :)

 

STATSY

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież